Facebook Google+ Twitter

Finał Ligi Mistrzów. Żądza Bayernu czy pragnienie Borussii?

Sztuką schodzącego ze sceny Juppa Heynckesa będzie to, żeby Bayern poczuł wyjątkowość tego finału. Sztuką wchodzącego na szczyt Juergena Kloppa - żeby Borussia podeszła do niego jak do zwykłego meczu.

Kibice Borussii Dortmund / Fot. EPA/BERND THISSENPo finałach hiszpańskich (2000), włoskich (2003) i angielskich (2008) nadszedł czas na rywalizacją wewnątrzniemiecką, która znad Renu rozlała się na kontynent. "Is fussball coming home?" - pyta zaczepnie BBC w odpowiedzi na zamieszczony w Sueddeutsche Zeitung artykuł o tym samym tytule, w którym jednak zabrakło znaku zapytania. Zdaniem brytyjskiego medium, piłka nożna, podobnie jak i inne dyscypliny, zostały importowane przez Niemców właśnie z Wysp. Kolejny rozdział pisanej od wtedy historii ma swoje miejsce na Wembley.

Niepodobni

Bayern to klub emanujący egoizmem, poczuciem wyższości i odpychającym dążeniem do separacji. W jego tożsamość wpisana jest arogancja i buta, mająca utwardzić niezachwianą pewność siebie zespołu i odebrać jej resztki przeciwnikom. Premedytacja na rynku transferowym, ostentacyjne demonstrowanie siły oraz nieskrywana pogarda należą do stałego repertuaru jego zagrywek. Za sukces zapłaci każdą cenę, ale nie wykłada gotówki bez uzasadnienia - w żaden innej krajowej all time table z europejskiej czołówki nie ma takiej różnicy między liderem a pozostałymi zespołami, a w rankingu Forbes'a wartość klubu została wyceniona ponad dwukrotnie wyżej niż kolejnego przedstawiciela Bundesligi.

Co by nie mówić - Bayern przyciąga, czego dowodzi nie tylko porozumienie z Pepem Guardiolą, ale przede wszystkim ewolucja Matthiasa Sammera - pomnikowej postaci Dortmundu, kapitana w okresie jej złotego wieku, a potem trenera, który jako ostatni przed Juergenem Kloppem zdobył mistrzostwo. Audytorium zgromadzone na Signal Iduna Park w trakcie ostatniej konfrontacji z Bayernem musiało przecierać oczy ze zdumienia, kiedy dyrektor sportowy mistrzów Niemiec jako pierwszy stanął w obronie wyrzuconego z boiska Rafinhii i wytrzymując surowe spojrzenie Kloppa kazał mu się uspokoić.

U podstaw mocarstwowej pozycji Bayernu leży silna identyfikacja z regionem. Jako samodzielne państwo Bawaria byłaby w dwudziestce największych gospodarek świata. Swoje siedziby mają tam tacy giganci jak BMW, Siemens, Audi, MAN, Allianz. Na obserwacji życia mieszczaństwa m.in. tego landu swoje powieści oparł Thomas Mann, tam takty swojej "Walkirii" układał Richard Wagner. W zakończonym w sobotnie popołudnie 50. sezonie Bundesligi występowały cztery bawarskie kluby.

Zamieszkująca przemysłową krainę fabryk, hut i kopalń Borussia potrzebowała blisko dekady na odnalezienie finansowej i sportowej równowagi po okresie potężnych zawirowań budżetowych i bankructwa swoich wizji. Długoterminowa polityka stawania o własnych siłach oznaczała lata chude, po których zaczęto powoli czerpać z rogu obfitości. Od sezonu 2003/2004 nie było tak skromnego finalisty i to mimo tego, że tylko w tym roku klub osiągnął 50 proc. wzrost przychodów.

Na inżyniera tej ewolucji wybrano człowieka, który całe piłkarskie życie spędził w Moguncji, najpierw jako obrońca przekwalifikowany z pozycji napastnika, potem jako trener balansujący z klubem między pierwszą a drugą Bundesligą. Tematem pracy dyplomowej Kloppa, którą bronił na Uniwersytecie Goethego we Frankfurcie, był chód sportowy, ale od niemalże niezauważalnego przejścia do Dortmundu przed pięcioma laty jego kariera zalicza prawdziwy sprint.

Przejrzeć rywala

Wielkie finały mają to do siebie, że ich rozgrywanie zaczyna się jeszcze przed wybiegnięciem na boisko. Pierwszym aktem psychologicznej wojenki był starannie podany do publicznej wiadomości (tuż po ujawnieniu problemów z urzędem skarbowy Uli Hoenessa i tuż przed konfrontacją z Realem) transfer Mario Goeztego, obliczony na atomizację Borussii, której siła zawiera się w dwóch hasłach: jedność i stabilizacja. Klopp przyznał, że doradzał swojemu podopiecznemu odwlekanie decyzji i gdy usłyszał o finalizacji negocjacji, przez kilka dni nie był w stanie dojść do siebie.

Ale 46-letni ekstrawertyczny szkoleniowiec nie byłby sobą, gdyby odmówił skomentowania rzeczywistości. Jego retoryka sprowadzała się do zrzucania odpowiedzialności na rywala - skoro mają pieniądze, mogą kupić wszystkich, ale nie kupią trofeum. Jeśli angielskich dziennikarzy nie poniosła zawodowa fantazja, Klopp miał powiedzieć, że dla jego zespołu jest jeszcze za wcześnie na finał.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.