Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

163326 miejsce

Finałowa batalia na Flushing Meadows

Andy Murray jest pierwszym od 72 lat Brytyjczykiem, stojącym przed szansą wygrania wielkoszlemowego US Open. Po raz ostatni sztuka ta udała się Fredowi Perremu w 1936 roku. Czy Szkot będzie w stanie nawiązać walkę z Rogerem Federerem?

Andy Murray / Fot. PAP JOHN G. MABANGLOOdpowiedź na to pytanie poznamy już najbliższej nocy naszego czasu. Spotkanie rozpocznie się o 23. Niekwestionowanym faworytem jest oczywiście obrońca tytułu sprzed roku, 4-krotny triumfator US Open, Szwajcar Roger Federer, który pokonując w półfinale Serba Novaka Djokovica zapisał na swoim koncie piąty z rzędu finał w Nowym Jorku.

W przypadku Federera tylko dzisiejsze zwycięstwo sprawi, iż tegorocznego sezonu nie będzie mógł spisać całkiem na straty. O ile przegrana w finale z Nadalem na paryskiej mączce dziwić nie może, o tyle słabsze występy w Australian Open, Wimbledonie, czy turniejach z serii Masters już jak najbardziej. Sam Szwajcar po przegranym epickim finale tegorocznego Wimbledonu przyznał, że to dla niego osobista tragedia. Wygrywanie nie przychodzi już z taką łatwością jak kiedyś. Na przestrzeni ostatnich miesięcy nie brakowało głosów, że to być może początek końca panowania Federera, czego symbolem miałaby stać się strata pozycji nr 1 w światowym rankingu na rzecz Rafaela Nadala.

Z podobnymi stwierdzeniami należy się póki co wstrzymać, lecz nie podlega dyskusji, iż rozkład sił w czołówce w tegorocznym sezonie uległ zasadniczej zmianie. Biorąc to wszystko pod uwagę widać wyraźnie jak ważny dla Federera stał się tegoroczny US Open.

Od początku turnieju Szwajcar wychodząc na kort emanował od pierwszej do ostatniej piłki niesamowitym spokojem, opanowaniem i koncentracją. Zaowocowało to - można by rzec w końcu - lepszą grą i pewnym awansem do wymarzonego finału. Nie zobaczymy jednak po raz trzeci w tym sezonie w finale Wielkiego Szlema potyczki Federera z Nadalem, bowiem tego drugiego w półfinale pokonał niespodziewanie Szkot Andy Murray.

21-latek z Dunblane zadziwił wczorajszego wieczora cały tenisowy świat. Rozegrał mecz życia ogrywając w czterech setach Hiszpana z Majorki. Długimi momentami grany przez Murraya wręcz magiczny tenis sprawił, iż nawet Rafa Nadal notujący aktualnie najlepszy sezon w karierze musiał uznać wyższość Brytyjczyka.

To pierwszy wielkoszlemowy finał Szkota, który przyznaje otwarcie, że tutejsza atmosfera odpowiada mu nawet bardziej niż ta u niego na Wimbledonie. Andy Murray już zrobił o wiele więcej niż ktokolwiek oczekiwał od niego przed startem nowojorskiego turnieju. Do finału może więc przystąpić bez żadnego obciążenia psychicznego, a uzyskany dzięki temu luz będzie niewątpliwie działał na jego korzyść. Jeśli zagra na podobnym poziomie jak w meczu półfinałowym z Nadalem możemy śmiało oczekiwać wielkiego meczu.

Oby tak się stało i miejmy nadzieję, że dzisiejszy mecz z kortu im. Artura Ashe'a - największej areny tenisowej na świecie - na długo pozostanie w naszej pamięci, czego wszystkim kibicom tenisa i nie tylko szczerze życzę.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (5):

Sortuj komentarze:

Z tego co wiem to Federer nie ma trenera . Być może to jest przyczyną jego słabszego sezonu ? Wcześniej gdy współpracował choćby z tym starszym panem którego nazwiska nie pamiętam dawało to co widać po wynikach lepsze rezultaty.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Masz rację - ja również nie widzę dalszej możliwości zmiany gry u Nadala, celem dostosowania do twardej nawierzchni. Co mógł to zmienił. Coś więcej? Niekoniecznie i chyba on sam tego nie chce robić. Trudno się zresztą dziwić, bo ostatni sezon w którym jeden zawodnik wygrał RG i Wimbledon to zamierzchłe czasy... Co do top spinów - fakt, na betonie nie odbijają się na wysokości głowy jak na cegle tylko na wysokości barku mniej więcej i można z nich przy dobrym ustawieniu mocno strzelić ;) Nadrabia natomiast Rafa jeszcze bieganiem i jak kilka piłek wróci, takich które teoretycznie wrócić nie mają prawa to większość stojących po 2 stronie siatki się irytuje i popełnia błędy. Jakie zmiany w treningu Feda masz na myśli?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dokładnie tak jak mówisz. Rafa nie lubi hardu :) . Ale podobno też nie lubił trawy :) , a w Londynie pobił wielkiego mistrza. Problem polega na tym że nie widać jakiejś większej szansy na poprawienie gry na betonie dla Nadala. On poprostu nie nauczy się już inaczej grać i całą grę będzie koncertrował na topspinowych piłkach. Takie granie demoluje przeciwników na cegle gdzie piłka dostaje niesamowitej rotacji i trawie gdzie niemal wkręca się w kort. Na betonie dużej przewagi mu takie granie nie daje , z czym sobie znakomicie radzą i djokovic i choćby murray. Do sezonu "ceglanego" zostaje sporo czasu i myśle że jak Federer zmieni coś w treningu to przed ciepłym sezonem w Europie znowu Będzie nr.1 . A potem ? :) Znowu Monte Carlo,Roland Garros itd i wygrane Nadala ;) .

Komentarz został ukrytyrozwiń

Wiadomo powszechnie, że Rafa najbardziej nie lubi grać na hardzie. Już nawet trawę woli ;) Choć trzeba mu przyznać - w porównaniu do poprzednich sezonów i tak się bardzo wyrobił. Jeszcze rok temu jakie baty zbierał chociażby na US bodajże od Youzhnego. Dziś już bardziej dostosował swój tenis do betonu ale jeszcze długa droga przed nim.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ciekawy finał się zapowiada . Życzę Rogerowi piątego z rzędu triumfu na amerykańskim betonie ;). Jak dzisiaj Fedex wygra to do Samprasa już mu będzie brakować tylko jednego triumfu , co już w styczniu może mieć miejsce :) . Swoją drogą rozczarował mnie Nadal. Roger Federer jak został nr.1 to został nim na dłuuugo , a Rafa chyba tylko na kilka , kilkanaście tygodni będzie liderem :) .

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.