Facebook Google+ Twitter

Firmowa opowieść

Tego dnia młodsi przedstawiciele handlowi powiedzmy, Towarzystwa Ubezpieczeniowego „Dyliżans” siedzieli w biurze w kurtkach.

 / Fot. J.KomarewiczTego dnia młodsi przedstawiciele handlowi powiedzmy, Towarzystwa Ubezpieczeniowego „Dyliżans” siedzieli w biurze w kurtkach, ponieważ właściciel kamienicy, gdzie Towarzystwo wynajmowało pomieszczenia zapomniał jak zwykle zerknąć na termometr. Pani Magda, przyjęta do pracy w Towarzystwie dwa tygodnie temu nie ukrywała zdenerwowania.
- Chyba zwariował ? - mamrotała pod nosem. Mam telefonować codziennie do stu czterdziestu osób? Przecież za kilka dni książkę telefoniczną będę znać na pamięć.
Pani Magda mieszka w B. i niezbyt dobrze zna T.. W T. nie ma znajomości więc nawet jej przez myśl nie przeszło, by ubezpieczyć przyjaciół. Z niechęcią wertuje książkę telefoniczną. Zatrzymuje się przy nazwiskach zaczynających się na literę W. Dłuższą chwilę czeka aż koleżanka Magdy skończy rozmowę telefoniczną.
- Teraz ja! - krzyczy. O dostęp do aparatu telefonicznego w Towarzystwie „Dyliżans” trzeba walczyć, gdyż jest tylko jeden.
Magda bawi się przez chwilę długopisem. No, wreszcie jest sygnał.
- Dzień dobry - mówi do jednego z mieszkańców T.– Jestem przedstawicielem handlowym Towarzystwa Ubezpieczeniowego „Dyliżans”. Chciałabym panu zaprezentować nasz nowy produkt.
Taką formułkę Magda zapisała sobie w zeszycie podczas szkolenia. Po takich słowach Magda była święcie przekonana, że nagabywany mieszkaniec umówi się na spotkanie podczas którego dziewczyna wciśnie mu się wniosek o zawarcie umowy ubezpieczenia.
Robi w pewnym momencie głupią minę, kiedy od rozmówcy dowiaduje się, że dzisiaj do niego dzwoniło przed nią dwóch agentów ubezpieczeniowych z innych firm.
- Wie pani, co im odpowiedziałem? - zapytał Magdę rozmówca.
- Nie jestem ciekawa.
- Powiedziałem im, dajcie mi wreszcie spokój.
Z drugiego pokoju zajrzał do pomieszczenia, gdzie przebywali młodsi przedstawiciele handlowi pan Krzysztof, czyli unit manager.
- No i co, ciepłe są wreszcie te kaloryfery? – zapytał agentów.
Unit manager w Towarzystwie Ubezpieczeniowym „Dyliżans”, to taki człowiek postawiony tu w T. przez dyrektora regionalnego „Dyliżansu” z K., który ma czuwać nad tym, by kilkuosobowa grupa wykonała, jak to się fachowo określa produkcję, czyli „zdobyła” osoby co podpiszą wnioski.
Pan Krzysztof ma doświadczenie, wcześniej pracował w kilku innych firmach ubezpieczeniowych, ale doświadczenie w „Dyliżansie” jakoś na nic mu się nie przydaje, gdyż dyrektor regionalny z K. wiele rzeczy robi poza jego plecami.
Pan Krzysztof nie mógł wiele rozmawiać z podwładnymi, gdyż zaraz zapiszczała „komórka”.
-Masz w tym miesiącu zrobić piętnaście wniosków, jak tego nie uczynisz, to po prostu Cię zwolnię – odparł dyrektor generalny.
Krzysztof tłumaczył się dyrektorowi regionalnemu, że ma na razie osiem wniosków, że przecież drugi unit manager, pani Wiesia od kilku miesięcy nie wykonuje produkcji, a przecież miała dużą grupę agentów, z której przetrwała tylko jedna osoba.
-Ty się Wiesią nie interesuj - odparł regionalny broniąc pupilkę. Na razie dwóch przedstawicieli handlowych masz zwolnić, gdyż ani jednego wniosku nie przesłali mi drogą kurierską. Po południu przyjedzie do T. Kazek i będzie dziś szkolił Twoich ludzi.
Krzysztof znów zaglądnął do pomieszczenia przedstawicieli handlowych „Dyliżansu”. Nakazał agentom czekać na szkoleniowca, który przez ubezpieczycieli nazywany jest trenerem.
Szkoleniowiec, pan Kazimierz pojawił się punktualnie o siedemnastej. Do tablicy przymocował magnesem planszę.
- No dzieci - zwrócił się do młodszych przedstawicieli handlowych - trochę czegoś was nauczę. Zapiszcie sobie w swoich kajecikach różne zdania, które warto wtrącić podczas rozmowy z klientem. Piszecie? No piszcie. Pierwsze zdanie...Czy ma Pan coś przeciwko temu, żebyśmy zastanawiali się jednocześnie? Pan będzie się zastanawiał, czy zdecydować się na ubezpieczenie, a my, czy i na jakich warunkach możemy Pana ubezpieczyć? Drugie zdanie... Po co ma Pan ryzykować życiem Pańskich dzieci i żony, czy nie lepiej pozbyć się tego ryzyka i przerzucić je na towarzystwo? Trzecie zdanie... Ubezpieczenie nie uczyni Pana bogatym, ale zapewni, że nigdy nie będzie Pan biedny.
W przerwie szkolenia Magda opuściła salę wykładową i wyszła z Teresą. Magda, jak zwykle nienagannie ubrana zaczęła się żalić Teresie, że sto czterdzieści telefonów dziennie to trochę za dużo. Teresa zaczęła jej radzić, by wynajęła do „czarnej roboty” czyli telefonowania do klientów licealistki, co zresztą praktykuje się w innych towarzystwach ubezpieczeniowych.
- Wspaniałe z nich „katarynki”, w piątki i soboty, najlepsze na rozmowy dni tak terkoczą, że linie telefoniczne są aż gorące - instruowała Teresa.
- A ile biorą? - pytała z zaciekawieniem Magda.
- Różnie. Przeważnie dwadzieścia złotych, jak umówią cię na spotkanie z klientem, no, a jeśli spotkanie sfinalizujesz podpisaniem przez klienta wniosku, to biorą trochę więcej, z pięćdziesiąt złotych.
Unit manager, pan Krzysztof przerwał Teresie i Magdzie rozmowę. Naciskał, aby obydwie w najbliższych dniach podpisały z kimś wnioski o zawarcie umowy ubezpieczeniowej, gdyż w przeciwnym razie będzie zmuszony pakować manatki. Agentki decydują się wzajemnie się ubezpieczyć, dzięki czemu poprawią firmową statystykę.
Późnym wieczorem, w domu Magda zaglądnęła raz jeszcze do notatek jakie poczyniła podczas szkolenia. – Musisz być przygotowana - przeczytała - na różne reakcje ludzi. Ktoś rzuci słuchawką telefonu, ktoś inny być może zatrzaśnie Ci drzwi przed nosem. Niektórzy mogą zacząć Cię unikać lub śmiać się z tego, co robisz. Wiedz o tym, że sprzedawcy narażeni są na takie przykrości.
Kiedy to czytała jeszcze nie wiedziała, że firma ubezpieczeniowa w której pracowała nie lubiła, aby jej przedstawiciele handlowi zagrzewali zbyt długo w „Dyliżansie” miejsce. Wkrótce się o tym przekonała. Było jej wówczas obojętne czy to, co wcześniej próbowała „opchnąć” miało charakter wyrobów gotowych czy po prostu sprzedawała obietnice. Wiedziała jedno, że ostatnio dużo, bardzo dużo zdarła podeszw...Nie każdy miał ochotę wyzbywać się pieniędzy.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

A to Panu, Panie Andrzeju, tylko współczuję. Bardzo, bardzo dawno temu jeździłem takim "Dyliżansem", i proszę mi wierzyć, mimo, że ukończyłem na UJ kierunek, co przed laty zwano teorią organizacji i zarządzania (Taylor, Gwiszjani, Fayol), a dzisiaj to nazywają marketingiem, proszę mi wierzyć, że od tego telemarketingowego nagabywania, to trochę mi się zawirowało w głowie, współczuję również telemarketerkom. Najlepszego w Nowym Roku, Panie Andrzeju!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Tak jest, dzięki Pani Jadwigo za piątkę! Wprawdzie firma ubezpieczeniowa "Dyliżans" została wymyślona, ale w rzeczywistości takie rzeczy działy się w pewnej firmie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Namolne telefony od kuchni. Znakomite! Przybijam piątkę :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.