Facebook Google+ Twitter

Formuła 1. GP Korei: Plan Red Bulla zrealizowany

Dobra passa Sebastiana Vettela trwa nadal. Mistrz świata w ostatnich trzech eliminacjach zdobył komplet punktów, zostając tym samym nowym liderem tegorocznej kampanii.

Niemal cały weekend Formuły 1 w Korei Południowej przebiegał pod dyktando ekipy Red Bulla, której najmocniejszym ogniwem był rzecz jasna Vettel. Niemiec od początku do końca prezentował tempo, do którego trudno było się zbliżyć nawet jego zespołowemu koledze. Ponownie nastał czas, w którym ten najważniejszy, obok Fernando Alonso, kandydat do zgarnięcia kolejnego tytułu mistrzowskiego odlatywał reszcie stawki na kilka dziesiątych sekundy.

Dominacja ta mogła nie mieć już końca, gdyby nie pewien facet, którego obdarowanie mianem „mistrza jednego okrążenia” byłoby czynem zgoła przesadnym. To właśnie on stanął na drodze Vettelowi do zwycięstwa w kwalifikacjach i to on w niedzielę stanął najbliżej pierwszego zakrętu na polach startowych. Mowa o Marku Webberze, który przez moment skomplikował misterny plan austriackiej ekipy względem aktualnego mistrza świata.

Nie zbliżać się do swojego kolegi

Bezpośrednio po kwalifikacjach zastanawiano się czy Red Bull zostawi swoim podopiecznym wolną rękę w kwestii rozegrania wyścigu czy jednak wrzuci swoje "trzy grosze" i jeszcze przed zgaśnięciem czerwonych świateł na starcie wyda im pewne polecenia. W tym wypadku działania teamu spod znaku czerwonych byków byłyby uzasadnione, jeśli można wziąć pod uwagę sytuację Vettela i Webbera w klasyfikacji indywidualnej mistrzostw świata. Po udanej zeszłotygodniowej batalii w Japonii Niemiec zniwelował stratę do lidera Alonso na cztery punkty. Z kolei Australijczyk „bije” się z Lewisem Hamiltonem o czwarte miejsce w tym zestawieniu, ustępując ponadto pola pozostającemu nadal bez zwycięstwa w tegorocznej rywalizacji Kimiemu Raikkonenowi. Kolejnym kamyczkiem do ogródka Marka Webbera są jego starty. Australijczyk wielokrotnie tracił pozycję wypracowaną w kwalifikacjach już na pierwszych metrach.

Taktyka była więc prosta. Starszy na starcie oddaje pozycję młodszemu, dodatkowo wstrzymując stawkę na tyle skutecznie, by po kilkunastu okrążeniach zamknąć marzenia rywali o zwycięstwie na rzecz kolegi. Tak też się stało. Sebastian Vettel ponownie zgarnął pełną pulę, jednak jego triumf Korei aż do ostatniego kółka stał pod znakiem zapytania. Tym razem sen z powiek Niemcowi spędził nie wadliwy alternator, a prawa przednia opona, która pod koniec zawodów była w opłakanym stanie. Większym problemem było zadbanie o dojechanie z tym ogumieniem do mety, niż ewentualne zagrożenie ze strony Webera. Z resztą, czy biorąc pod uwagę wspomniane wyżej okoliczności byłoby to w ogóle możliwe?

Podobnie, lecz w bardziej ostentacyjny sposób Ferrari dało do zrozumienia Felipe Massie, że większym priorytetem dla zespołu jest „trzymanie” Fernando Alonso na jak najwyższej pozycji względem najgroźniejszych rywali. Co prawda Hiszpan po niedzielnym wyścigu stracił pozycję lidera mistrzostw świata na rzecz Vettela, jednak jego strata do niego wynosi nie dziewięć a sześć punktów. Choć wszystko rozgrywało się wokół trzech „oczek”, każda jakakolwiek różnica na niekorzyść Alonso mogłaby przesądzić o utracie szans na końcowe trofeum. Dlatego Massa, którego tempo z okrążenia na okrążenia było lepsze w stosunku do jego zespołowego partnera, musiał w pewnym momencie odpuścić i utrzymywać trzysekundowy odstęp pomiędzy nim a jego zespołowym partnerem.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.