Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

40976 miejsce

Formuła 1: Sezon 2013 tuż-tuż...

Już tylko tydzień pozostał do rozpoczęcia sezonu 2013 w Formule 1. Czy Vettel i Red Bull obronią mistrzowską koronę? A może hegemonia austriackiej ekipy zostanie zatrzymana? Oto, co czeka kibiców przez następne osiem miesięcy.

Sebastian Vettel podczas tegorocznych testów w Jerez / Fot. Leo Hidalgo/CC 2.0Przed inauguracją każdego sezonu Formuły 1 ciekawość kibiców i obserwatorów rośnie z każdym kolejnym dniem. Królowa sportów motorowych wielokrotnie udowadniała, że potrafi być nieprzewidywalna, szczególnie jeśli chodzi o ocenę szans poszczególnych zespołów w nadchodzącej kampanii. Ostatnie lata przyniosły wiele zmian w regulaminach, co doprowadzało do tego, że umiejętność sprytnej interpretacji przepisów jest nie mniej ważna niż zdolności konstrukcyjne. A wielu ekspertów uciekało od możliwości wskazaniu murowanych faworytów do mistrzostwa.

By przód był ładniejszy

W tym roku jednak takiej sytuacji raczej być nie powinno. W porównaniu z ostatnimi kampaniami Światowa Rada Sportów Motorowych (FIA) wprowadziła niewiele nowinek. Jedna z nich dopuszcza, by na miejsce nieeleganckich „schodków” na nosie samochodu nałożyć specjalną nakładkę. Zmiana ta ma głównie wymiar estetyczny, bowiem w zeszłym sezonie właśnie wygląd bolidów był przedmiotem wielu dyskusji. W zeszłym sezonie wszystkie konstrukcje w stawce miały obniżony nos, by zminimalizować ryzyko bocznego uderzenia w inny bolid. Wielu, nawet poważnych ekspertów mówiło wprost, że tamte konstrukcje były po prostu „brzydkie”.

Choć w samochodach na sezon 2013 większość ekip postanowiła skorzystać z tej furtki zaproponowanej przez FIA, nie powinna ona przynieść z tego tytułu większych zysków aerodynamicznych. Co ciekawe, tylko cztery ekipy: Lotus, Caterham, Red Bull oraz Sauber pozostały przy dotychczasowym kształcie nosa, dokonując niewielkich modyfikacji. – Taka część dodaje kilka gramów wagi, więc byłaby stosowana tylko w przypadku, w którym zespół jest w stanie dzięki niej poprawić osiągi auta – powiedział dyrektor techniczny Lotusa James Allison.

Najgłośniejsza jest jednak inna nowinka. Już w listopadzie Rada ogłosiła, że od następnej kampanii korzystanie z systemu DRS zostanie ograniczone. Do tej pory system mógł być uruchamiany przez kierowcę w dowolnym miejscu toru podczas treningów oraz kwalifikacji. Jedynym wyjątkiem był wyścig, gdzie zawodnicy mogli nacisnąć magiczny przycisk tylko w wyznaczonych strefach. W tym sezonie restrykcje obejmą cały wyścigowy weekend.

Jak zwykle powodem takiej zmiany jest bezpieczeństwo. Kierowcy narzekali, że konieczność wielokrotnego użycia DRS-u – szczególnie podczas okrążenia kwalifikacyjnego, gdzie nawet najmniejsze części sekundy są na wagę złota – wymaga podzielnej uwagi. Dodatkowy przycisk na kierownicy wcale nie ułatwia zadania, a awaria tego systemu jest dla zawodnika bardzo kosztowna. Gdy samochód mknie po prostej, zmniejszenie oporu powietrza na tylne skrzydło jest pomocne w rozwijaniu większych prędkości. DRS nie jest jednak sprzymierzeńcem podczas hamowania, bo by manewr ten był skuteczny, potrzebny jest docisk. Gorzej, jeśli wtedy sprzęt odmówi posłuszeństwa.

Bruno Senna miał przez to wypadek na Suzuce, ja też miałem jeden w piątek podczas GP Węgier. Również jedna z treningowych kraks mojego zespołowego partnera Sebastiana Vettela była spowodowana przez zmianę kąta nachylenia tylnego skrzydła. Zawodnicy są niemal jednogłośni w tym, iż woleliby mieć nałożony limit na używanie DRS – mówił Mark Webber, który był największym orędownikiem tej zmiany wśród całej stawki. FIA w zamian postanowiła na prawie wszystkich torach w kalendarzu (z wyjątkiem ulicznego autodromu w Monako oraz japońskiej Suzuki) wyznaczyć po dwie strefy DRS.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Zobacz także:

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.