Facebook Google+ Twitter

Fornalik - panu już dziękujemy?

Ledwie zaczął pracę, a już może ją skończyć. Po "ostatnich" niepowiedzeniach, zarówno w mediach, jak i w PZPN, mówi się na ten temat bardzo dużo.

Sonda

Czy Fornalik powinien zostać zwolniony?

 / Fot. Drabik PiotrTrener bez sukcesów, ale z potencjałem, którego przykład mieliśmy w chorzowskim Ruchu - właśnie tym swoją decyzję o takim, a nie innym wyborze na objęcie schedy po Franciszku Smudzie, motywował Grzegorz Lato. I początkowo mogło się wydawać, że właśnie tak będzie. "Niebieskich" wprowadził na szczyt, z "biało-czerwonymi" miał zrobić podobnie. Kluczowe jest w tym wszystkim właśnie "początkowo", bo piękny sen, w którym żył prezes PZPN, który marzył o polskim selekcjonerze podbijającym serca, prysnął już po pierwszym meczu.

A była to środa...

15 sierpnia 2012, stadion w Tallinnie - taka data i miejsce widnieją przy pierwszym oficjalnym meczy kadry Polski pod wodzą Waldemara Fornalika. Pierwszym, po którym już spadła na niego ogromna krytyka i zaczęło się narodowe zwalnianie. 0:1 z Estonią po bardzo słabym meczu nie wróżyło niczego dobrego, zwłaszcza, że rywal nigdy wcześniej z nami nie wygrał. Wtedy można się było jeszcze bronić. Trener mówi, że nie zna drużyny, że ma mało czasu na treningi, Lato przytakuje. Dalej było raz lepiej, raz gorzej. Zwłaszcza gorzej... Wygrana 2:0 po słabym meczu z Mołdawią we Wrocławiu, remis 1:1 w równym pojedynku z Anglią w Warszawie oraz dwa wysokie zwycięstwo po 4:1 w towarzyskich spotkaniach najpierw z Macedonią, a potem z Rumunią w krajowym składzie, nie przyćmią porażki 1:3 z Urugwajem (chociaż akurat od nich powinniśmy się uczyć i taka lekcja powinna wyjść nam na dobre), blamażu 0:2 z Irlandią po bardzo kiepskiej grze i 1:3 w meczu o wszystko Eliminacji Mistrzostw Świata z Ukrainą. A właśnie wtedy były zapowiedzi, że nie będzie lekceważenia rywala, sztab miał go rozpracować, a drużyna była dobrze zmotywowana. A jednak po 7. minutach przegrywaliśmy 0:2. Całą sytuację można odnieść do komentarza jednego z internautów w trakcie spotkania - "Po pierwszej bramce wyszedłem na chwilę do kuchni, a tu żona krzyczy, że pokazują powtórkę. Wpadam przed telewizor, patrzę, a to jednak powtórka nie była". Ale nie ma co się rozwodzić nad tym jednym spotkaniem, bo jeszcze kilka ich jest. Zanim był kolejny blamaż, na chwilę poprawiliśmy sobie humory wygraną 5:0 z San Marino. Tym właśnie, które za największy sukces uznaje zwycięstwo w 2004 roku nad Liechtensteinem. Wtedy przełamał się "najlepszy polski zawodnik", Robert Lewandowski. Wszyscy pamiętają, jak podniósł swoje statystyki po dwóch wykorzystanych rzutach karnych. Chociaż pierwszy z nich obroniłby pewnie przeciętny bramkarz z polskiej ligi okręgowej, a przed drugim ogarnął go taki strach, że niewiele myśląc, kopnął w środek. Ale mniejsza o to, gole są, przerwane kilka meczów bez trafienia. Szkoda, że nie udało się tego utrzymać w rewanżu w Kiszyniowie, kiedy zremisowaliśmy z Mołdawią. 1:1 to jak na obecne realia średnio-dobry wynik, ale lepszy remis, jak przegrana. I znów przez 30 minut siedliśmy na rywalu, który rzadko wychodził ze swej połowy, ale jak już to zrobił, to bobrze, że skończył tylko na jednym golu.

Kto po Fornaliku?

Jeszcze w trakcie spotkanie z Ukraińcami nowy prezes PZPN - Zbigniew Boniek - zaczął się wypowiadać w dość skonkretyzowany sposób, kogo by widział na stanowisku trenera. Padły nazwiska, w mediach się zaprzeczyło, Fornalikowi powiedziano, że o posadę nie musi się martwić, a jest o co, bo 160 tysięcy miesięcznie raczej w żadnym polskim klubie nie dostanie. Niewiele mniej miał Smuda i już wtedy było oburzenie, że dużo, nie stać na to nas. Ale wracając do zwolnienia, to kontraktu obowiązującego do 31 grudnia 2013 roku nie będzie tak łatwo rozwiązać. Dopóki mamy szanse na awans, a PZPN nie chciałby już Fornalika, to kiedy wręczy mu wypowiedzenie, to razem z nim musi dać ponad milion zł, które będą mu się należały za przedwczesne zerwanie umowy. A jak już będzie ktoś inny, o ile będzie, to kto? Huub Stevens, Frank Rijkaard, Marco Tardelli? Pierwszy odpada - właśnie został trenerem PAOK Saloniki, drugi chyba też, bo na niego to już w ogóle nas nie stać, mimo ogranej rozrzutności. Z kolei trzeci to mógłby być strzał w dziesiątkę, gdyby nie fakt, że... też nie ma żadnych osiągnięć. A dlaczego to ma być trener zagraniczny? Bo polskich już przerobiliśmy i widać, jak na tym wyszliśmy. Ani Paweł Janas, ani Jerzy Engel, ani Franciszek Smuda, ani Waldemar Fornalik nie potrafili stworzyć takiej drużyny, jaką miał Leo Beenhakker. I to on osiągnął ostatni sukces z reprezentacją. I jeśli weźmiemy pod uwagę, że zarabiał 240 tys. zł (z czego ponad połowę płacił sponsor). to chyba opłaciło się. A teraz nawet kadrę może trenować Adamiakowa, ważne żeby w końcu Polacy grali na takim poziomie, do jakiego nas przed kilkoma laty przyzwyczaili.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Engel i Janas też mieli sukcesy, więc polemizowałbym, czy nie stworzyli takiej drużyny jak Beenhakker. Wszyscy trzej wprowadzili drużynę do wielkiej imprezy, wszyscy trzej skończyli na niej tak samo (Beenhakker nawet najgorzej, bo bez zwycięstwa).

Wybór Fornalika był błędem, zresztą jak wszystko co Lato zrobił w PZPN. Trener z małym doświadczeniem, z jednym sukcesem (a takie trzeba potwierdzać). Bo dlaczego by, idąc tym kluczem, nie wybrać na trenera Marcina Brosza? Wcześniej sukcesy odnosili choćby Michniewicz... dla mnie ten argument był zupełnie nietrafny, a widać teraz wyniki... zresztą trenowanie kadry, gdzie jest się selekcjonerem, a drużyny, czyli bycie trenerem, to naprawdę spora różnica.

Moim zdaniem trenerem powinien zostać Włoch albo Niemiec, bo taki styl piłki do nas pasuje. Ewentualnie Lagerback, bo jego filozofia wpisuje się w ten deseń.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.