Facebook Google+ Twitter

Frajera żałobny rapsod

  • Autor usunął profil

  • Data dodania: 2008-09-11 17:30

Straszny jest żywot frajera. Frajerzy zwani są też ciotami, maminsynkami lub w skrajnej wersji debilami. Straszne jest, gdy wstaje się o godz. 10, a głównym punktem dnia jest włączenie komputera i siedzenie przy nim z braku innego zajęcia.

Gdy się ma wielu dobrych znajomych, to zawsze któryś z nich coś zorganizuje. Samo pobycie razem może wypełnić czas. Jak się ma pracę, to można przynajmniej się w niej pomęczyć, a w resztę dnia od niej odpoczywać. Jak się ma dziewczynę to… wiadomo, co można. Ale są ludzie, którzy ww. nie mają. Mają za to komputer lub przynajmniej książki. Skąd biorą się tacy ludzie? Jako że sam byłem, a po części nadal jestem, frajerem odpowiem posługując się własnym przykładem.

Gdy chodziłem do podstawówki wszystko było w porządku, miałem wielu znajomych. Nawet przejawiałem cechy duszy towarzystwa. Jednak z każdym rokiem coraz bardziej uwierały mnie „pasy bezpieczeństwa”, zakładane przez moich rodziców. Gdy rówieśnicy wyzwalali się, zdobywając nowe punkty doświadczenia, ja nadal bawiłem się tylko „przed blokiem” i koniecznie „na widoku”. Gdy zapadał zmrok konieczne było natychmiastowe ukrycie się w bezpiecznym domu, gdyż zewsząd czyhało niebezpieczeństwo. Oczywiście mowy nie było o jakichś samodzielnych wypadach. Żyjąc w takim radosnym więzieniu, skutecznie unikałem socjalizacji. Sytuacja ta pogłębiła się po wymuszonej zmianie szkoły, na tzw. lepszą. Wiązało się to oczywiście ze zmianą towarzystwa. Za starymi znajomymi spalono mi ostatni most - szkołę. Z nowymi zżyłem się dopiero pod koniec gimnazjum, gdy przyszedł czas na liceum. Przenosiny do gimnazjum traktowałem jako wielką klęskę, lata ogromnego osamotnienia i żalu do świata. Choć dzisiaj ten okres widzę przez pryzmat czasu, to nadal myślę, że decyzja moich rodziców była błędna. Liceum i studia wybrałem sam i póki co cieszę się z tego wyboru.

Jak leczyć outsiderów? Moje leczenie zaczęło się od liceum, gdzie trafiłem na przyjazne środowisko i z roli cioty-popychadła i obiektu kpin, stałem się frajerem-błaznem i obiektem śmiechu. Był to spory awans. Już nie szydzono ze mnie, lecz (zazwyczaj życzliwie) razem śmialiśmy się z mojej frajerskości. A było jej co nie miara. Jako osobnik trzymany pod kloszem nie potrafiłem zachować się w miejscach publicznych, nie miałem doświadczenia z dziewczynami. No ale w końcu rodzice uchylili nieco drzwi mojej klatki i oprócz nauki, siedzenia w domu, dane mi było pójść na imprezę. Tam też po raz pierwszy się upiłem. Wcześniej uznawałem ten stan za żałosny, potem uznałem go za błogosławiony. Przy okazji jakoś przeszła mi ochota na chodzenie do kościoła. Stopniowo nadrabiałem stracony czas.

W końcu przyszła pora na studia, co najważniejsze - poza miejscem zamieszkania. Początkowo, niejako w okresie przygotowawczym, mieszkałem u cioci, ale w drugim półroczu dostałem akademik. I to była prawdziwa ekstaza wolności. Zakolegowałem się z takim jednym i żeśmy: pili, pili, rwali filmy, pili - imprezowali. A potem: leczyli kaca. To są dopiero studia! Chyba w tym czasie wielu wpada w uzależnienia... Czemu ja nie wpadłem? Po pierwsze myślę, że znam umiar, po drugie nareszcie znalazła się dziewczyna i sens życia powrócił! Świat zawirował. Teraz tylko brakuje pracy, pieniędzy. Potem dom, rodzina, dzieci, śmierć...

Podobny (do mojego) przypadek, choć nieco jakby w opóźnionym tempie, obserwuję u mojego „młodszego” kolegi. Piszę młodszego, bo chociaż jest on bodajże o miesiąc starszy, to ja edukację zacząłem rok wcześniej. Gdy stawałem się zdecydowanym ateistą, on zaczynał dopiero wątpić. Gdy już został ateistą, ja byłem agnostykiem. Gdy przechodził etap zatwardziałego elitarysty, mającego innych za motłoch, ja zauważałem, że nie taki robol straszny, jak go malują. Przyznać muszę, że wcześniej ode mnie się całował, no ale pierwszy raz już był mój. No i w używkach biję go na głowę.

Martwi mnie jednak, że on studiuje w mieście rodzinnym i nie zmienił zgubnego trybu życia. Martwi mnie również to, o czym już pisałem we wstępie, że sam rzadko potrafię zagospodarować czas, robić coś innego niż "granie na kompie". Komputer jest dla mnie dobrym wypełniaczem czasu, gdy jestem z dala od dziewczyny lub dobrych przyjaciół (a tych jest nie wielu, ale najważniejsze, że jacyś są). Zapewne super byłoby mieć jakieś szlachetniejsze hobby, jakiś sport, turystyka czy coś, ale to i tak lepsze, niż wracanie do domu z pracy i patrzenie w telewizor, jak to zwykli czynić moi rodzice. Myślę, że urozmaicenie sposobów spędzania wolnego czasu byłoby ostatnim, ważnym krokiem na drodze wychodzenia z frajerskości. Na to się jednak, póki co, nie zanosi. Brak rozlicznej rzeszy znajomych, brak ciężki do odrobienia, utrudnia znajdywanie ciekawych zajęć. Może lekarstwem będzie zmniejszenie ilości wolnego czasu, gdy w końcu osiądę na jakimś etacie. Przyszłość pokaże…

Sądzę, że skaza frajerstwa (brak pewności siebie, życiowa niezaradność) pozostanie we mnie na zawsze. No, ale przynajmniej, będąc samotnym, miałem duuużo czasu na rozmyślania. Czasu, którego brakuje ludziom zatopionym w życie. Mam nadzieję, że z moich domorosłych filozofii, w przyszłości, wyniknie wiele interesujących tekstów dla „Wiadomosci24.pl". Jak na razie to mój pierwszy, czekam na komentarze.

PS: po przeczytaniu mojego tekstu, kolega napisał:
„No, a co do tekstu, i przyczyn frajerstwa, to są one różne. I moja "historia" jest inna od twojej. U mnie to był świadomy wybór, a u Ciebie przymus, wynikający z apodyktycznego charakteru rodziców…

No, tego, że moje życie nie ma wartości, jest bezsensowne i żałosne nie trzeba mi udowadniać, bo doskonale o tym wiem, od paru lat…

A komputer stanowi niezłą formę przetrwania tego stanu, jaki nazywa się życie. Lekarstw jest wiele: alkohol, komputer, książka, itd., itp. Ale to są lekarstwa doraźne i trwają tak długo, jak długo się jest pod ich stanem.

Prawdziwe lekarstwo to rozmowa. Nie przez gg, ale naprawdę. Towarzystwo. A idealnym lekarstwem jest oczywiście uczucie, nic odkrywczego w tym nie ma.” (koniec cytatu - przyp. red.)

Napisał też nieco ciekawych komentarzy pobocznych, które ku uciesze czytelnika również zdecydowałem się przytoczyć: "że też chciało ci się po tej wódce pisać..." Dodał także, że mam niedbały styl i „za dużo rzeczy w jednym akapicie, robi się bezład”.

To już pozostawiam waszej ocenie.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (14):

Sortuj komentarze:

ps2 Dolujacy jest ten artykul ale odslania zapomniana prawde.

Komentarz został ukrytyrozwiń

ps nie rozumiem ludzi powszechnie znanych jako "frajerow" ( osobiscie wole uzywac okreslenie "goodway" ) ale mialem stycznosc w zyciu z dyskryminacja wobec wolniej "kumajacych kolegow"(w czasach szkolnych) wyzwiskami i manipulacji ( swoja droga technik manipulacji mogli by sie nauczyc to wcale nie jest takie trudne ) jednak nie spotkalem sie ze szczerym zwierzeniem brawo oby tak dalej.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Fajny artukul ale nie nalezy upatrywac sensu zycia w znajomych i uzywkach poniewaz na znajomych mozesz sie niezle przejechac a uzywek nie nalezy upatrywac w kompie czy grach poniewaz bez uzywek nie mozna zyc i wedlug mnie uzywkami sa raczej narkotyki i browar pod warunkiem ze nie potrafisz bez nich zyc. Twoje myslenie jest dosyc abstrakcyjne , bez urazy nie pisze tego w obrazliwym kontekscie ale przytaczajac fragment '' z roli cioty popychadla i obiektu kpin stalem sie frajerem bleznem obiektem smiechu '' lub '' jak leczyc outsiderow ? '' mozna wywnioskowac ze masz male poczucie wlasnej wartosci. Coz oceniajac ten komentarz plus za nieugietosc ale minus za zle podejscie , w zyciu spotkalem sie z roznymi pojeciami '' frajera '' - przegrany , down , debil czy spolecznik jak ja ( czyli osoba spolecznie sie udzielajaca tj. pomagajaca innym wywrotowca ale nie bioraca w zamian nic ) świat sie zmienia , niestety na gorsze i dlatego dzisiaj slowo frajer czesto kierowane jest np pod adresem patriotow ktorzy miluja i szanuja swoja ojczyzne ( chociaz inni uwazaja ich za kretynow ) sam mialem takich w szkole co sie udzielali a byli szkalowani chociaz na studiach sie to troche zmienilo. Sam tytul sugeruje ze skonczyles ( badz konczysz ) z poprzednim "wcieleniem" ( stylem zycia ) ale czy zmieniajac swoj styl zycia dla innych nie wyrzekasz sie swoich wlasnych wartosci? Myslales o tym kiedys ze inni toba manipuluja/manipulowali/beda manipulowac. Inna sprawa tyczy sie kosciola i spraw religi tj. ''myslenie chodze do kosciola wiec jestem frajerem'' nie jest troche zbyt jednoznaczne? Frajerem mozna okreslic osobe ktora jest wyksztalcona ale nie ma zadnych znajomych czy osoba ktora nic nie osiagnela a posiada mase znajomych? Jesli wedlug ciebie istota zycia sa znajomi i uzywki i nic poza tym to naprawde gratulacje. acha sorry jeszcze kasa z tym to akurat sie zgodze ale bez przesady , mozna byc uzaleznionym od opinii innych badz przez trudne dziecinstwo byc bardziej zyskac na latwowiernosci i w ten sposob wyrobic sobie opinie frajera i popychadla. Natomiast gdy idziesz do liceum i masz wyrabiona z gimnazjum opinie frajera liczy sie pierwszy kontakt , pierwsze wrazenie jakie wywierasz na innych ( pod warunkiem ze nie jestes w zaden sposob powiazany z osobami ktore cie znaly w gimnazjum ) i wszystko zalezy od ciebie i Twoich zdolnosci przystosowawczych latwowiernosci jesli to trwale masz problem jesli czasowe ...rowniez :-) i zalezy jeszcze z kim. Frajerem mozna takze nazwac ( sorry ze tak wyrwane z kontekstu :-) ) nooba czyli osobe ktora nic nie umie nic nie wie dopoki sie jej pod nos nie podstawi , czesto osoby niesmiale sa nazywane frajerami ale czy to ich wina ? Polacy maja w swojej swiadomosci obraz frajera przerysowanego ze stanow tj. ciote pedala nie majacego dziewczyny milujacego pokoj zje*a ( za przeproszeniem ) lub goodwaya pomagajacego innym i udzielajacego sie charytatywnie natomiast ty piszesz o tym ze kazdy kto siedzi przy kompie jest frajerem... to w takim razie ... wyszcy ludzie to frajerzy :-) a tak na powaznie to wiecej luzu. Inna sprawa jest np zwykla uprzejmosc i bycie tzw szkolnym gentelmanem tj. przez innych uznanym frajerem. wiem ze troche sie rozpisalem ale wnerwia mnie to ze niektorzy przyjmoja ten punkt widzenia tj " jestem frajerem ( badz bylem ) wiec jestem ( bylem ) nieudacznikiem badz cos mi z tego zostalo " to stwierdzenie jest bledne natomiast prawidlowe jest : jestem frajerem poniewaz nie rozmawiam z innymi w ich jezyku nie nadajemy na takich samych falach ( jestem kosmita , dziwakiem ) , badz jestem staromodny lub staram sie udawac snoba a nie jestem dusza towarzystwa. Osobiscie spotkalem sie w swojej pracy z osobami majacymi agrofobie czyli nie wychadza na otwarta przestrzen czyli nie spotykaja sie z rodzina ale czy sa frajerami ? szczerze watpie ... maja zdolnosci intelektualne to sa normalni ludzie na co dzien zachowuja sie normalnie lecz nie moga normalnie wyjsc z domu. Z reszta chcialbym tutaj napisac ze FRAJERZY NIE ISTNIEJA ! no nie zupelnie sa osoby nie przystosowane nie nauczone cwaniactwa ( moze to niektorym wyda sie smieszne ) nie potrafiacy rozroznic prawdy od klamstwa badz nie bedacy stale na bierzaco ze slangiem mlodziezowym i nie rozumiejacy co do nich mowia i "koledzy" (wlasciwe okreslenie h***) nie potrafiacy zawiazac sobie butow w wieku 16 lat lub zrobic prostej czynnosci zwiazanej z pojsciem i zaplaceniem na zus ( nooby ) ale czy mozna nazwac ich noobami lub frajerami ( mam na mysli tutaj ludzi chorych) ? Ponadto jesli zostana wykluczeni z swojego kregu mlodziezowego to jest im trudniej ? Nie mozna zyc opinia innych i tym co nam inni narzucaja gdy wtedy wlasnie stajemy sie nie frajerami a marionetkami ktore nic nie potrafia podjac samodzielnie , zreszta cechy intelektualne sa czynnikiem wrodzonym podobnie jak inne rzeczy ( spryt , szybkosc w podejmowaniu decyzji ) wiec nie nalezy sie wszystkim przejmowac i wszystkiego brac na powaznie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Co do wiary. To nie jest kwestia tego którą teorię na temat istnienia Boga uznajesz za słuszną. To tylko kwestia szacunku do osób mających inne poglądy. Mnie obraża sformułowanie niedojrzały intelektualnie. Było mnóstwo znanych pisarzy, artystów , wielkich osobistości które zasłużyły sobie na to miano i które wierzyły w Boga. Nawet greccy klasycy wierzyli w Boga/Bogów.Dodatkowo Twój punkt widzenia to takie siedzenie okrakiem na ateizmie i wierze. Nie wykluczasz ani nie wierzysz.

Natomiast zwróć uwagę że Twoja postawa wynika poniekąd z istnienia wiary i niewiary. Uznając wiarę za niedojrzałą intelektualnie wykluczasz jej zasadność. A co za tym idzie stajesz się ateistą. Z tym że Ty nazywasz ateizm zaślepieniem. Więc wykluczasz zasadność ateizmu. Twój agnostycyzm staje się zawieszaniem pomiędzy czymś w gruncie rzeczy głupim a głupim.

Agnostyk moim skromnym zdaniem nie powinien wątpić w dojrzałość intelektualną osób wierzących i niewierzących. To prawda że osoba wierząca może być w swojej wierze niedojrzała albo po prostu być niedojrzała. Tak samo agnostyk i ateista mogą w swoich poglądach być niedojrzali. Np. nie bardzo rozumiejąc co z sobą niosą ich własne przekonania.

Agnostycyzm nie jest oceniający !!! Nie może ocenić źle ateizmu ani wiary skoro nie wyklucza zasadności ani tego ani drugiego.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 18.10.2008 21:57

Anima_infelice komentarz naprawdę mądry-chyba lepszy od mojego artykulasa. Widzę że niestety nie oddałem dokładnie tego o co mi chodziło, by to zrobić musiałbym napisać chyba książkę.Po pierwsze frajerstwo i społeczne odrzucenie wydaje mi się czymś po części pozytywnym-kształtuje ludzi często bogatych wewnętrznie.Ludzie fajni i modni są dla mnie zazwyczaj zbyt prości i nie lubię ich. Używki-cenię ciemną stronę mocy, kulturę z nią związaną i mistyczne przeżycia jakie dostarcza; co nie znaczy że nie dostrzegam że można się od niej stoczyć-należy zachować umiarkowanie,ale nie podchodzić do sprawy ze strachem i stereotypami. Co do samych pojęć frajer,debil itd. to chodziło mi o ich znaczenie potoczne,nie słownikowe- u mnie w szkole dla przykładu słowo ciota to nie było pejoratywne określenie homoseksualisty, tylko określenie niezdary. Frajer czasami znaczy naiwniak, czasami odludek którego się gnoi(gratuluję znajomości włoskiego;) Wiara mimo wszystko pozostanie dla mnie niedojrzałością intelektualną lub tchórzostwem, ateizm zaślepieniem, a agnostycyzm, co zabrzmi paradoksalnie, ukoronowaniem poznania.Cóż - jak zapewne wielu uznaję własne poglądy za mądrzejsze. Niestety jeszcze nie znalazłem w sobie uporu i talentu by szczegółowo przedstawić w jakiejś książce problem ludzi wykluczonych z mainstreamu towarzyskiego. Pisząc w krótkiej formie artykułu wychodzi trywialnie-czy naprawdę myślicie że ja myślę że sensem życia jest posiadanie jak największej ilości znajomych? stereotypowy odbiór godny prostoty strony którą krytykujecie-britnejek i bibojów. Z drugiej strony czy zaprzeczycie że czas spędzony z przyjaciółmi i ciekawymi ludźmi,czas spędzony aktywnie, nie jest przyjemniejszy i nie daje więcej szczęścia niż schronienie się na cały dzień w czterech ścianach w obawie przed drwinami ulicy. I w żadnym wypadku nie chodzi mi o zaznajamianie się z pospolitymi nudnymi ludźmi(których mój omawiany kolega frajer nazywa plebsem,ja jednak staram się odejść od tak jednostronnej i ostrej opinii).

Komentarz został ukrytyrozwiń

Straszny jest żywot człowieka opisującego się tak jak inni go malują albo jak chcą tego stereotypy..
Czytając twój esej mam poczucie że w pewnym momencie swojego życia stałeś się czymś w rodzaju strasznego oportunisty. Nazywasz się frajerem bo nie masz/nie miałeś doświadczenia w życiu towarzyskim. Jak ktoś napisał sensem życia nie jest posiadanie jak największej liczby znajomych. Tak samo jak nie jest nim robienie wszystkiego co ułatwi nam ich zdobywanie. Zresztą wszystko w twojej wypowiedzi jest jakby pomieszaniem z poplątaniem. Wrzucasz do jednego worka dojrzałość, etapy życia, wiarę i jej brak robiąc z tego jak bym to nazwał swoisty intelektualny kogel mogel. No i pieczesz tak to swoje ciasto nazywając je „antidotum dla outsiderów”.

To co mnie najbardziej smuci w Twojej wypowiedzi to przede wszystkim sprowadzanie idei dotyczących „egzystencji” do tylko i wyłącznie pewnych etapów życia. Tak więc według Ciebie na przykład osoba która wątpi w katolicyzm ale „jeszcze” albo wciąż wierzy w Boga to osoba na etapie „wątpiącym” (takim dziecięcym jeszcze) a jego rozwinięciem będzie ateizm a później najdoroślejszy agnostycyzm. Dodatkowo rozwinięciem tej swoistej agnostycznej dorosłości będzie prawdopodobnie cudowny alkoholizm który przynosi nam chwałę nawet poza granicami naszego kraju i pomaga katolikom znaleźć się w lepszym świecie (po uprzednim potrąceniu ich samochodem). Przy tym należy pamiętać aby od czasu do czasu dać sobie w żyłę albo przynajmniej coś powąchać. To wszystko sprawi że wyzbędziemy się grzechów frajerstwa i staniemy się wyznawcami wspaniałego egocentryzmu i epikureizmu mając przy tym kupę znajomych a przy tym (biorąc pod uwagę że w życiu liczą się przede wszystkim znajomości) kupę forsy mogąc nareszcie gardzić tymi którymi byliśmy choć trochę w przeszłości. Może w mojej interpretacji jest wiele przesady ale z twojego tekstu wynika jasno że należy iść z życiem na daleko idące kompromisy aby stać się upragnioną duszą towarzystwa.

Twoje konkluzje są takie banalne a zarazem takie prawdziwe. Banalne bo wynika z nich jasno że wierzący katolik to frajer a prawdziwe bo w coraz większym stopniu coraz więcej ludzi myśli być może tak jak i ty przez co wszystko co napisałeś staje się coraz bardziej zgodne z rzeczywistością. Taka dzisiaj moda. Wiele osób już o tym pisało. Dziś liczy się to aby mieć. Mieć pieniądze, znajomych , urodę, być sexy, mieć wiele panienek. Nawet to aby mieć co robić z czasem .

I tu jest kolejna rzecz z którą nie chcę się z Tobą zgodzić. Przy czym wejdę też w polemikę z panią która też autokrytycznie nazywa siebie „frajerką” i skomentowała Twój esej. Internet to tylko nowa forma komunikowania się (szybsza , wygodniejsza) i zdobywania informacji. Dziś nastała jakaś moda aby mówić o uzależnieniu od Internetu. Nie wątpię że coś takiego istnieje. Ale dla mnie ta sieć to przede wszystkim forma zdobywania wiedzy o świecie. Dowiadywania się tego co naprawdę myślą inni. Na przykład nie wydaje mi się aby łatwo było o sytuację w której ktoś zwierzyłby mi się ze swojego „frajerstwa” w rzeczywistości. Tak w knajpie , przy kuflu piwa. Wszyscy jak u Gombrowicza mają w życiu swoje gęby , swoje role które w połączeniu z wyścigiem szczurów i chęcią bycia „zwycięskimi” uniemożliwią często zwykłą trochę głębszą niż powiedzenie „wszystko jest do d…” refleksję nad życiem. Tak więc czasem siedzenie od 10.00 do 20.00 przed monitorem (szczególnie gdy mamy np. zapalenie gardła – jak ja w tej chwili i jesteśmy szczęśliwymi posiadaczami monitora TFT) może nam dać więcej niż gadanie o tych cudownych długich nogach wspólnej koleżanki z kolegami. Bo najczęściej rozmowy z kolegami są właśnie takie. Koncentrują się na plotkowaniu, żartowaniu, pieprznych dowcipach (i fantazjowaniu w przypadku erotomanów gawędziarzo -pantoflarzy)

A ja dzisiaj nie fantazjuję tylko zastanawiam się nad problemem kategorii „frajera”. Którym podobnie jak ty jestem po części nie z wyboru i nie całkowicie ze swojej winy. Z tym że naprawdę nie lubię tego sformułowania. Ma wydźwięk strasznie pejoratywny. A jak sam powiedziałeś jego rozwinięciem dla wielu jest „debil”. Z tym że debil określa się w słownikach w ten oto sposób: [i]„debil osobnik ograniczony, niedorozwinięty umysłowo, osoba upośledzona umysłowo w stopniu lekkim” A Debilizm – termin medyczny określający wrodzony stan upośledzenia umysłowego, który powoduje nieprzystosowanie społeczne lekkiego stopnia”[/i]. Cóż, ktoś złośliwy mógłby powiedzieć że frajerzy to debile bo są nieprzystosowani społecznie ale byłoby to chyba ostre przegięcie. Frajer to : [i]osoba dająca się łatwo nabrać, nadmiernie wierna normom moralnym, które przez wielu nie są przestrzegane.[/i]

Z tym że dla Ciebie frajer ma rozwinięcie do „osoby samotnej która nie stosuje różnorodnych form spędzania czasu i nie jest towarzyska. Jednak istnieje jeszcze jedna kategoria frajerstwa z której należałoby sobie zdawać sprawę. Uprawiając surfing po kablach sieciowych (bo wspaniały ze mnie sportsman) a raczej nostalgicznie wracając do mojej dziecięcej włoskiej przeszłości próbując odnaleźć zdjęcia mojej pierwszej szkoły natknąłem się we włoskim Internecie na stronę jakiejś licealnej gazetki szkolnej. Nie, to nie jest to co myślicie nie zatrzymałem się na etapie czytania gazetek szkolnych (szczególnie że nigdy tego nie robiłem) ale z czystej ciekawości otworzyłem sobie w PDF-ie zwycięski konkursowy artykulik co ciekawe na temat różnych kategorii uczniów-ludzi w szkole (który z kolei natchnął mnie aby szukać polskiej definicji frajerstwa, bo co śmieszne bardziej znam tą z przerysowanej wersji amerykańskiej). A to doprowadziło mnie do twojego tekstu.

Tak więc jak gen. Dombrowski moje poszukiwania z Włoch doprowadziły mnie do Polski (i wszystko via net - mam nadzieję że prezydent nie będzie zły że nie uznaję wersji IVRP) . Tak czy siak był tam opis aż 5 kategorii. No bo moi państwo w Polsce to tak trochę mam wrażenie jeszcze nie umiemy werbalizować tak dobrze ich wszystkich. Pod tym względem włoski jest bardzo barwny. Tak więc w Italii mamy :” il bullo” , „la pupa”, „lo sfigato” (nasz frajer), „il figo” i „la VIP”.

Il figo to ten który przeleciał wiele dziewczyn, ten ładny, uroczy, który ma styl, ten kto uważa się za lepszego od innych, kto ma charyzmę a więc z łatwością koncentruje uwagę na sobie, ten kto nie musi pytać bo otrzymuje wszystko automatycznie, ten którego wszystkie dziewczyny chcą poznać, ten który potrafi swoje poczucie wyższości zamienić w źródło podziwu albo ten kto nie przesadza w swoich zachowaniach , jest zawsze umiarkowany a raczej jest doskonały w każdej okazji. Mam kuzyna który spełnia 7/8 z tych punktów. Nie ma dla kuzynka-frajera litości. Dla mnie zawsze był z niego straszny bałwan ale cóż- lud go kocha. Więc póki co chyba jest cezarem. W każdym razie będąc „frajerem” lepiej się od niego trzymać z daleka.

„La pupa” to nic ciekawego i tłumacząc to na nasze będzie to typowa lolitka która czerpie satysfakcję z oddawania się dorosłym i niejednokrotnie żonatym facetom często również w formie sponsoringu lub dla zdobycia pozycji w grupie jako że tego typu doświadczenia miały zawsze wzięcie w szkole.

„Il Bullo” to taki chuligan choć często nie z własnej winy a raczej z powodu wykluczenia , niższego statusu ekonomicznego. Np. gazetka z której czerpię te jakże trafne spostrzeżenia była pisana przez uczniów z miasta Parma w której aż roi się od dzianych ludzi. Mała to mieścina ale ładna , stara, z tradycjami i w jej okolicach mieszczą się siedziby wielu wielkich włoskich firm. Parmigiano-Reggiano, Barilla to tylko niektóre z nich. Tam bycie synem zwykłego robotnika to nie jest łatwe życie. Szczególnie gdy jesteś wrażliwy a dodatkowo nie wiedzie Ci się w nauce. Choć wybór bycia ”il bullo” to pewnie błąd młodości którego wielu będzie żałować do końca życia. Gazetkowy „wywiad” z parmeńskim chuliganem tylko to potwierdza.

„La VIP” to odnośnie raczej do kobiecej części populacji. To taka dla której inni się nie liczą, ta która gdy nie masz markowego ciuchu definiuje cię frajerem, to ta która gdy przechodzisz spogląda na ciebie jak na (bardzo wolna forma tłumaczenia) takiego małego śmierdzącego skunksa mierząc cię wzrokiem (Brrr nie spotkałem nikogo takiego ale brzmi strasznie).

A kończąc tę nie za krótką acz potrzebną do dalszych rozważań dygresję pora na opis mitycznego włoskiego frajera. „Il sfigato” według Włochów to ten który imituje pewien określony model przy czym udaje mu się być tylko śmiesznym, ten kto przecenia siebie tak bardzo że staje się przez to godnym ubolewania, kto gra osobę zintegrowaną (z grupą) nie będąc nią, ten kto uważa się za model godny naśladowania będąc jednak osobą najnormalniejszą i najbanalniejszą jaka istnieje, ten kto jest brzydki ale myśli że jest „figo”, kto używa sformułowań zbyt mocnych tylko po to aby zadziwić, zszokować , ten kto nie rozśmiesza a przy tym uważa się za sympatycznego, fajnego, ten kto nie ubiera się ani modnie ani ekscentrycznie.

To byłoby wszystko na temat włoskich kategorii które jednak z mniejszym lub większym trudem można przenieść do naszej rzeczywistości. Teraz można byłoby zadać sobie pytanie czy jest się frajerem (ale to naukowo brzmi :) ) Włoskie definicje są o niebo bardziej szczegółowe i wskazują na konkretne zachowania które drażnią innych i wpływają na ewentualne wykluczenie. Patrząc na to bardzo trudno być w wieku dojrzewania „il figo” o wiele łatwiej stać się frajerem. Chcąc być figo musimy spełnić całą masę warunków. Po pierwsze musimy mieć najzwyklejszego farta. Czyli mieć zamożnych rodziców, fajną chatę no ale przynajmniej na tyle zamożnych abyśmy mogli chodzić w ciuchach z butików, lub przynajmniej takich uznawanych za fajne. Dobrze będzie mieć przy tym rodziców kumatych w kwestaich jak zostać fajnym typem. A przynajmniej takich którzy dobrze orientują się w relacjach międzyludzkich lub są przynajmniej w średnim stopniu towarzyscy. Rodzice dający komfort psychiczny to też kwestia szczęścia.

No a potem trzeba być psychologicznie zorientowanym (nawet w podświadomy sposób) , mieć w sobie poczucie wyższości albo przynajmniej fajności , wiedzieć czego się chce i do czego się dąży (przynajmniej w grupie) , nie cackać się z tymi którzy próbują zepsuć ci zabawę , trzymać się z dala od frajerów, robić wszystko co modne, fajne i przynoszące popularność, odwaga przy tym stanie rzeczy to tylko teoria -wszystko wychodzi samo z siebie. I tak oto staliśmy się pępkiem świata.

Łatwo ? Zależy dla kogo. Dla mnie byłoby to niemożliwe, no chyba że będąc 8 latkiem (no a co – karierę rozpoczyna się już jako szczeniak) miałbym bagaż doświadczeń 20 latka. A oto chyba trudno – no chyba że ktoś dysponuje mocami paranormalnymi.

Ja też jestem naznaczony jako frajer. Łatwo o to gdy w domu są ciągłe awantury , a jeszcze łatwiej gdy odbywają się przy otwartym oknie, gdy rzeczy które powinny zostać w domu są trochę lekko powiedziawszy upubliczniane. A już zupełnie życie zmienia się w równie pochyłą gdy twoi rodzice z nikim się nie kontaktują (sporadycznie tylko) , jesteś jedynakiem, nie możesz mieć nawet chomika ze wzglądu na nerwicę własnej matki, twój ojciec do charyzmatycznych nie należy (choć takiego mieć to skarb i jeden z nielicznych plusów w moim życiu) dodatkowo sam jesteś wrażliwy , czasem nawet za bardzo , nie idzie ci w nauce, nie ma kasy i już w wieku 10 lat masz coś na kształt depresji. Acha no i jeszcze twoja matka nienawidzi owdowiałego zięcia (i pewnie z wzajemnością), twoi dziadkowie są ograniczeni do 2-3 beznadziejnie nudnych pasji poza którymi nie widzą świata i nie mówią nic mądrego. No dobra . Czasem się zdarzy.

Frajerstwo wtedy radośnie puka do twoich drzwi. Gdy ludzie widząc że na to zachorowałeś przyklejają ci łątkę. I Amen. Wyzbyć się tego gówna nie jest trudne ze wzglądu na własne wady co raczej ze względu na to kim jesteś w oczach innych. I o ile sam mogłeś popełnić wiele błędów w swoim życiu które tę łatkę utrwalały to i tak to nie jest twoja wina że jesteś tak postrzegany. To bardziej wina ludzi o ograniczonych umysłach jeśli nie sercach. Gardzą tobą bo cię nie rozumieją i nie chcą zrozumieć. Oni widzą łatkę a nie człowieka. A człowiek to istota która się zmienia, która ma uczucia , doświadczenia, przemyślenia. Czemu będąc samotnym jestem definiowany w tak pejoratywnie brzmiący sposób jak frajer albo gorzej – debil? Lub bez używania określeń tak mnie widzą ? Frajer to osoba naiwna. I tu podam przykład mojej winy. Gdy byłem młody bardzo lubiłem mojego kuzyna „figo” i często dawałem mu niepotrzebnie satysfakcję z upokarzania mnie. Czemu ? Bo myślałem że się zlituje, że mnie polubi, że przestanie. To dziwne ale kiedyś się z nim normalnie bawiłem lecz później nabrał do mnie dystansu. Bardzo dużego dystansu. Tak jakbyśmy byli sobie zupełnie obcy. A ponadto mój głupi Wuj wspierał go w udowadnianiu jaki to on jest lepszy. A wiadomo że przeciw takiemu doświadczeniu będąc „frajerem” (tu osobą która wierzyła nadmiernie w normy moralne a raczej w ich przestrzeganie przez przynajmniej moją rodzinę) mało mogłem. Mając niewiele kontaktów z innymi dziećmi , te doświadczenia miały duży wpływ na poczucie mojej własnej wartości. Dlatego coraz bardziej unikałem innych.

W gimnazjum zostałem naznaczony mniej lub bardziej przez siebie jako frajer a liceum to był okres w którym z jednej strony wpadłem po uszy w kłopoty a z drugiej odniosłem jak na razie największe zwycięstwo w życiu – odzyskałem poczucie własnej wartości. Być może nie zupełnie i nie przywróciło mnie to do życia w społeczeństwie ale przynajmniej mam swoją godność i gdy już wiem kto w nią bije to przynajmniej unikam takich osób (nawet jeśli są z mojej rodziny) a nie daję się bezwolnie upokarzać.

Co do definicji frajerstwa to mniej lub bardziej wchodziłem/wchodzę w tę formę. No i oczywiście dla wielu jestem frajerem (jak nie debilem) po dziś dzień ale już nie w swoich oczach. Wiem jakie są przyczyny tego stanu rzeczy. Wiem że miałem pecha i wiem że ludzie w większości robią to co modne i bez refleksji choćby po to aby urosnąć w swoich oczach świnią innym. Ja tego nie robię. I jestem z tego dumny. I dlatego nie rozumiem twojej myśli przewodniej , to oczywiste że komputer jest jednym z wielu sposobów na spędzanie czasu. Ja do niedawna spędzałem wiele czasu na grze w piłkę , niestety mimo że byłem w tym coraz lepszy i sprawiało mi to olbrzymią satysfakcję doznałem kontuzji i przez przynajmniej pół roku czy rok będę zmuszony do szukania rozrywki przed ekranem monitora. Niekoniecznie głupiej , nie wynikającej z nałogu , często o charakterze edukacyjnym jak chociażby nauka programowania. Tak więc frajerstwo jest dla mnie tylko sposobem jakim cię definiują inni . Ja uważam się po prostu za człowieka. Nie „figo” , nie „sfigato” po prostu „essere umano”.




P.S
Napisałem się trochę przy tym i mógłbym napisać więcej co o tzw etykietkowaniu osób myślę. Starałem się pisać w zrównoważony sposób. Mam spore doświadczenia w byciu frajerem z tym że ja nie uważam się za kogoś gorszego i wiem że to tylko etykietka. Różnie można rozpatrywać tę kategorię lecz w większości wypadków osoby które unikają bliższego towarzystwa innych mają swoje mniej lub bardziej ważne powody . Mój powód jest prosty, nie jestem jeszcze samodzielny , moja matka ma bardzo mocną nerwicę która ustawiła życie moje i mojego ojca. No i oczywiście jej życie. Nie mamy znajomych, rzadko kontaktujemy się z rodziną, dodatkowo mój ojciec to taki jakby "frajer" i nie bardzo jest zorientowany w kwestiach międzyludzkich. To wszystko utrudniło mi życie. Dodatkowo nie potrafiłem nigdy być osobą lubianą. Nie mogłem zapraszać do siebie znajomych. Nie miałem forsy aby szlajać się bo knajpach , dyskotekach. Rówieśnicy jak to dzieci - prawie wszyscy debilowaci (tak dla odmiany ja ich po etykietkuję) , egocentryczni i dziecinni. Trudno się takim zwierzać. Sam wykształciłem sobie wiele zachowań obronnych które w pewnym okresie nazbyt ingerowały w moją osobowość. Wszystko to utrudniało kontakt z innymi i po dziś dzień odczuwam tego konsekwencje. W liceum w sposób może nazbyt burzliwy się przebudziłem i dziś jestem już osobą dorosłą która ma jednak poważne problemy w życiu społecznym. Z którymi jednak myślę że sobie poradzę. To co mnie najbardziej rani w wypowiedzi Kwapisza to jego totalne uprzedmiotowienie kwestii wiary / nie wiary do roli jakiś etapów w uwalnianiu się od tzw. frajerstwa. Lansowanie prostackich metod na życie i postrzeganie życia właśnie w taki oto sposób.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jak na debiut - bardzo sympatycznie :) Tekst dość luźny, ciekawy, na temat (chociaż czasami rzeczywiście się "rozłazi"). Moją uwagę przykuło najbardziej sformułowanie "zapewne super (byłoby... itd.)" :) Szczerze mówiąc nigdy nie pomyślałabym, że można zestawić tuż obok siebie te dwa słowa :) Czekam na następne teksty i życzę powodzenia.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Chwilami jesteś za wodnisty. ale nie przejmuj się.Tylko chwilami krótkimi.
Nie wiem czy stety , czy niestety, ale muszę przyznać Ci wielokrotnie słuszność, gdyż właściwie to zgodnie z tym co napisałeś, jestem starym frajerem tzn starą frajerką . Komputer - internet uzależnia. Jest wg mnie cholerny. internet jest łancuchem który przykuwa do kompa. Czy używaka ? w każdym razie ucieczka dla leniwych, wymowka dla ciekawskich, żródło dla znudzonych,,,.
Bardzo fajny tekst. czytałam łapczywie. A to rzadko mi się zdarza.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 12.09.2008 15:04

istoty życia ani jego sensu nie widzę w znajomych-nie widzę sensu życia,dla mnie to dziwne,błędne pojęcie-sens całego życia.Wolności nie upatruję w używkach,upatruję w nich możliwość wyjścia z izolacji towarzyskiej.co do bycia obiektem wywiadu to napisałem w mailu,wstępnie ok,ale nie bardzo wyobrażam sobie jak by to wyglądało,wywiady przez gg? ;) chyba że chodzi o cytowaniu mnie lub podaniu jako przykład,wtedy kapuję

Komentarz został ukrytyrozwiń

jw

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.