Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

177943 miejsce

Frania kontra Ludwiczka

Każdy ma w swych wspomnieniach osobę specjalną, o której wspomnienie blednie, ale nie zanika nigdy, bo powraca w określonych okolicznościach. Taką osobą dla mnie jest Ludwiczka a okolicznością – pranie.

Pranie. / Fot. Jadwiga KowalczykLudwiczce właściwie na imię było Agata. Ale jak to na wsi - podśmiewały się chłopaczyska, że nogą zamiata. W tym czasie jakoś zjawił się Ludwik, górnik słabujący na płuca, który wrócił na wieś reperować zdrowie nadwątlone w kopalni. Nie tylko dobre powietrze ale i żeniaczkę mając na uwadze, niewiele czekał: trafiła się przecie Agata; wolnego stanu, robotna, wesoła i do chłopa chętna. Pobrali się i Agata dla większej powagi kazała się nazywać Ludwiczką. I tak już zostało.

Jak wiele innych kobiet z okolicznych wiosek, przychodziła do pracy w lesie, a i do gajówki pomagać w domu i niańczyć najmłodszego bachora pani leśniczyny. Sama w tym czasie urodziła sześcioro swoich i pochowała Ludwika, któremu świeże powietrze pomogło na suchoty, ale nie na długo. Przyszły powojenne czasy, rodzina gajowego już bez gajowego zmieniła miejsce zamieszkania na pobliskie miasteczko; lata płynęły dzieci dorastały a Ludwiczka niezmiennie przychodziła pomagać wdowie. Robić wielkie pranie. Przychodziła – dosłownie. Bo 8 kilometrów ze wsi pokonywała na piechotę.

Jeździły już wprawdzie jakieś „pekałesy”, ale Ludwiczka zaufania do tego diabelstwa nie miała. Ryczało, śmierdziało, w środku duszno było i po nogach deptali. A to bolało, bo nogi były zawsze bose. Ludwiczka wkładała bowiem buty po nieboszczyku dopiero o pierwszym mrozie, pozbywając się ich z ochotą, kiedy wiosenne słońce ziemię podgrzewać zaczynało.

Przez wiele lat przychodziła do prania. Były to dwa dni totalnej klęski, kiedy życie domu podporządkowane było mokrym szmatom rozkładanym po licznych ceberkach i miednicach w porządku znanym tylko Ludwiczce. Rozpalona blacha do grzania wody przynoszonej na nosidłach, wielki kocioł do gotowania pościeli, balia, wyżymaczka z korbą i mydliny dominowały życie domu.

Pewnego dnia jednak Ludwiczkę czekała niespodzianka. W domu pojawiła się pierwsza pralka mechaniczna, czyli Frania. Wodę trzeba było grzać tak samo, mydliny wylewać również, ale Frania bełtała wszystko w tej swojej beczce jakoś tak dziwnie, bez rąk. Tylko "panienka" takim dziubkiem pstrykała a to w górę, a to w dól. Ludwiczka patrzyła, kiwała głową ale sama dziubka wolała na wszelki wypadek nie tykać. Robiła, co było rękami do zrobienia, wyżymaczką owszem kręciła, aż wreszcie po śniadaniu zebrała się na odwagę i rzekła: "pani, południe blisko, ta psiajucha kręci i kręci, wyrcy jak ten pies, ale kiedy my wreście to pranie zacniemy? Trza wstawić balię i zabrać się do roboty, bo do wiecora nie powiesimy".

Nie pomogły tłumaczenia, że to właśnie jest pranie. Bez balii i tary? Jakże to tak? Nikt, nigdy Ludwiczki do mechanicznej pralki nie przekonał. Na Franię się obraziła i do prania przestała przychodzić. W odwiedziny przy dniu targowym - owszem. Pogadać, powspominać, nowinki ze wsi przynieść. Coraz rzadziej i rzadziej zaglądała, aż dotarła do nas wieść, że pewnego zimowego dnia postarzała, maleńka i krucha Ludwiczka złamała nogę w biodrze. Wyleżała w szpitalu ile trzeba (oddział ortopedyczny nie istniał jeszcze nawet w najśmielszych marzeniach) aż pomału zaczęła wychodzić. Noga się skróciła, Ludwiczka chodziła z trudem, podpierając się kosturem i mocno utykając. Chodziła coraz mniej, starzała się, kurczyła; jak wielu starych, wiejskich ludzi znieczulała życiowe bóle porcyjkami „siwuchy”, która zapewniała rozgrzewkę chudziutkiemu ciału i pogodę ducha na resztę dni gasnącego żywota.

Spoczywa od lat na cichym wiejskim cmentarzyku, blisko „swojej pani” i - któż to wie - czy w godzinie duchów nie gawędzą o lesie, nieznośnych bachorach i diabelskim wynalazku, "psiajusze" Frani?

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Witaj fanie mój zdeklarowany! A gdzie powinna być?

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 30.04.2007 20:10

Jestem fanem twoich artykułów, ale tego nie zrozumiałem. Tzn historia ciekawa, ale dlaczego jest ona tutaj jako artykuł?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.