Facebook Google+ Twitter

Frania kontra Ludwiczka

Każdy ma w swych wspomnieniach osobę specjalną, o której wspomnienie blednie, ale nie zanika nigdy, bo powraca w określonych okolicznościach. Taką osobą dla mnie jest Ludwiczka a okolicznością – pranie.

Pranie. / Fot. Jadwiga KowalczykLudwiczce właściwie na imię było Agata. Ale jak to na wsi - podśmiewały się chłopaczyska, że nogą zamiata. W tym czasie jakoś zjawił się Ludwik, górnik słabujący na płuca, który wrócił na wieś reperować zdrowie nadwątlone w kopalni. Nie tylko dobre powietrze ale i żeniaczkę mając na uwadze, niewiele czekał: trafiła się przecie Agata; wolnego stanu, robotna, wesoła i do chłopa chętna. Pobrali się i Agata dla większej powagi kazała się nazywać Ludwiczką. I tak już zostało.

Jak wiele innych kobiet z okolicznych wiosek, przychodziła do pracy w lesie, a i do gajówki pomagać w domu i niańczyć najmłodszego bachora pani leśniczyny. Sama w tym czasie urodziła sześcioro swoich i pochowała Ludwika, któremu świeże powietrze pomogło na suchoty, ale nie na długo. Przyszły powojenne czasy, rodzina gajowego już bez gajowego zmieniła miejsce zamieszkania na pobliskie miasteczko; lata płynęły dzieci dorastały a Ludwiczka niezmiennie przychodziła pomagać wdowie. Robić wielkie pranie. Przychodziła – dosłownie. Bo 8 kilometrów ze wsi pokonywała na piechotę.

Jeździły już wprawdzie jakieś „pekałesy”, ale Ludwiczka zaufania do tego diabelstwa nie miała. Ryczało, śmierdziało, w środku duszno było i po nogach deptali. A to bolało, bo nogi były zawsze bose. Ludwiczka wkładała bowiem buty po nieboszczyku dopiero o pierwszym mrozie, pozbywając się ich z ochotą, kiedy wiosenne słońce ziemię podgrzewać zaczynało.

Przez wiele lat przychodziła do prania. Były to dwa dni totalnej klęski, kiedy życie domu podporządkowane było mokrym szmatom rozkładanym po licznych ceberkach i miednicach w porządku znanym tylko Ludwiczce. Rozpalona blacha do grzania wody przynoszonej na nosidłach, wielki kocioł do gotowania pościeli, balia, wyżymaczka z korbą i mydliny dominowały życie domu.

Pewnego dnia jednak Ludwiczkę czekała niespodzianka. W domu pojawiła się pierwsza pralka mechaniczna, czyli Frania. Wodę trzeba było grzać tak samo, mydliny wylewać również, ale Frania bełtała wszystko w tej swojej beczce jakoś tak dziwnie, bez rąk. Tylko "panienka" takim dziubkiem pstrykała a to w górę, a to w dól. Ludwiczka patrzyła, kiwała głową ale sama dziubka wolała na wszelki wypadek nie tykać. Robiła, co było rękami do zrobienia, wyżymaczką owszem kręciła, aż wreszcie po śniadaniu zebrała się na odwagę i rzekła: "pani, południe blisko, ta psiajucha kręci i kręci, wyrcy jak ten pies, ale kiedy my wreście to pranie zacniemy? Trza wstawić balię i zabrać się do roboty, bo do wiecora nie powiesimy".

Nie pomogły tłumaczenia, że to właśnie jest pranie. Bez balii i tary? Jakże to tak? Nikt, nigdy Ludwiczki do mechanicznej pralki nie przekonał. Na Franię się obraziła i do prania przestała przychodzić. W odwiedziny przy dniu targowym - owszem. Pogadać, powspominać, nowinki ze wsi przynieść. Coraz rzadziej i rzadziej zaglądała, aż dotarła do nas wieść, że pewnego zimowego dnia postarzała, maleńka i krucha Ludwiczka złamała nogę w biodrze. Wyleżała w szpitalu ile trzeba (oddział ortopedyczny nie istniał jeszcze nawet w najśmielszych marzeniach) aż pomału zaczęła wychodzić. Noga się skróciła, Ludwiczka chodziła z trudem, podpierając się kosturem i mocno utykając. Chodziła coraz mniej, starzała się, kurczyła; jak wielu starych, wiejskich ludzi znieczulała życiowe bóle porcyjkami „siwuchy”, która zapewniała rozgrzewkę chudziutkiemu ciału i pogodę ducha na resztę dni gasnącego żywota.

Spoczywa od lat na cichym wiejskim cmentarzyku, blisko „swojej pani” i - któż to wie - czy w godzinie duchów nie gawędzą o lesie, nieznośnych bachorach i diabelskim wynalazku, "psiajusze" Frani?

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Witaj fanie mój zdeklarowany! A gdzie powinna być?

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 30.04.2007 20:10

Jestem fanem twoich artykułów, ale tego nie zrozumiałem. Tzn historia ciekawa, ale dlaczego jest ona tutaj jako artykuł?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.