Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

25621 miejsce

"Front zachodni 1917-1918". Historia I wojny światowej wg Andrew Wiest'a

Na półkach w księgarniach ciężko jest znaleźć dobre pozycje dotyczące I wojny światowej. "Front zachodni 1917-1918" to obowiązkowa pozycja dla każdego historyka i nie tylko.

Okładka książki / Fot. Dom Wydawniczy REBIS, PoznańPo brutalnych bitwach pod Verdun i Sommą wojska sprzymierzone usiłowały zakończyć I wojnę światową na froncie zachodnim w roku 1917. Rozpoczęto zakrojoną na szeroką skalę ofensywę francuską w Szampanii, którą na północy pod Arras wspierali Brytyjczycy. Ataki nie przyniosły spodziewanych rezultatów, a żołnierze francuskiej armii zaczęli się buntować. W rezultacie ciężar głównych walk wziął na siebie Brytyjski Korpus Ekspedycyjny i w taki sposób stoczono trzecią bitwę pod Ypres.

Starcie to przerodziło się w bezwzględną rzeź we flandryjskim błocie, a sprzymierzonych pod koniec 1917 roku napawało nadzieją już tylko pojawienie się pierwszych amerykańskich oddziałów oraz dobrze rokujące na przyszłość, udane natarcie wojsk pancernych podczas bitwy pod Cambrai.

W 1918 roku zdesperowani Niemcy przeprowadzili ofensywy wiosenne w celu pokonania sprzymierzonych armii przed przybyciem kompletnych wojsk amerykańskich. Atak był bliski powodzenia, ale w końcu załamał się w obliczu dużego oporu i wielu problemów logistycznych. Po bitwie pod Amiens sprzymierzeni kontynuowali natarcie: Brytyjczycy we Flandrii, Francuzi i Amerykanie w rejonie Mozy i Argonnów. We wrześniu Niemcy zdali sobie sprawę, że przegrają wojnę, więc postanowili zawrzeć pokój, zanim oddziały aliantów wkroczą na ziemie niemieckie. Zawieszenie broni weszło w życie 11 listopada 1918 o godzinie 11, choć wojnę oficjalnie zakończył dopiero traktat wersalski podpisany w 1919 roku.

Powyższy tekst to możliwie najbardziej skrócony opis tego, o czym przeczytać można w książce Andrew Wiest'a "Front zachodni 1917-1918. Od grzbietu Vimy do Amiens i zawieszenia broni". Ta książka to skarbnica wiedzy na temat tego, co działo się zaledwie przez rok na zachodnim froncie. Autor jak najdokładniej, a jednocześnie w prosty sposób opisuje nawet najdrobniejsze i czasami, z pozoru, nieważne szczegóły.

Wiest przez kolejne rozdziały przeprowadza nas przez wydarzenia, które miały miejsce w latach 1917-1918. Poznajemy generała Roberta Nivelle'a i plany jego ofensywy, które stały się nadzieją dla Francuzów. Jednak zamiast przynieść zwycięstwo okazały się klęską na całej linii. Ta porażka stała się przyczyną buntu francuskich żołnierzy. Wojsko uratował jednak generał Henri Philippe Petain, zaś marszałek Haig rozpoczął pierwszą fazę ofensywy we Flandrii. Bitwa pod Mesen okazała się sukcesem i Haig musiał tylko uzyskać formalne pozwolenie rządu na kontynuowanie ofensywy zakrojonej na dużo większą skalę. Mimo wszystko uzyskanie zgody łatwe nie było. Po burzliwej debacie Lloyd Geogre ustąpił i rozpoczęła się trzecia bitwa pod Ypres. Choć podczas drugiego etapu bitwy osiągnięty został znaczny sukces, walki utknęły w martwym punkcie na błotnistym terenie niedaleko wsi Passchendaele.

Potem przyszedł czas na bitwę pod Cambrai, gdzie po raz pierwszy użyto masową skalę opancerzonych pojazdów. Zastosowanie nowoczesnej techniki przyniosło, zarówno dla Brytyjczyków, jak i Niemców poważne zmiany w sposobie rozwiązywania konfliktów. Jednak gdy zmagające się ze sobą narody europejskie zmierzały do kolejnego kosztownego remisu, Stany Zjednoczone zaczęły gromadzić potężne siły i były gotowe do tego, żeby zmieniać świat.

Po zwycięskiej ofensywie na wschodzie Hindenburg i Ludendorff postawili wszystko na jedną kartę i szukali szansy na ostateczne zwycięstwo na zachodzie. Stosując nowatorskie taktyki, Niemcy wygrali kilka bitew, ale brak odpowiedniej koordynacji i wytrwała obrona wojsk sprzymierzonych doprowadziły agresorów w końcu do porażki. Zamiast wygrać I wojnę światową, Ludendorff poważnie nadszarpnął siły niemieckiej armii. Pod naczelnym dowództwem marszałka Focha sprzymierzeni przypuścili kolejne fale ataków, które zepchnęły Niemców nawet z potężnych linii Zygfryda. Gdy alianci dowiedli swojej biegłości taktycznej, a na linię frontu przybywało coraz więcej Amerykanów, Ludendorff uznał wojnę za przegraną.

W miarę jak Niemcy tracili siły, alianci nieustannie posuwali się naprzód, zmuszając niemiecki rząd do podpisania 11 listopada 1918 roku rozejmu, który zakończył wojnę. Jako że ich armia wciąż pozostawała na pozycjach we Francji, wielu Niemców nie przyznało się do prawdziwej militarnej porażki, skazując tym samym świat na kolejną wojnę 20 lat później.

Choć "Front zachodni 1917-1918" to pozycja popularno-naukowa to jest to książka dla każdego. Przystępny język i barwne opisy sprawiają, że czyta się ją niczym powieść sensacyjną czy kryminalną. Każda kolejna strona odkrywa kolejne niespodziewane tajemnice I wojny światowej. Jednak ta książka to nie tylko tekst. Pozycję wzbogacono ponad 200 fotografiami i rysunkami pokazującymi żołnierzy podczas walk, sprzęt i broń, jakimi wówczas dysponowano. W wyobrażeniu przebiegu poszczególnych bitew pomogą nam przejrzyste mapy. Ważne informacje, a także ciekawostki wyróżniono zamieszczając je w ramkach na szarym tle.

Autorem książki jest Andrew Wiest, profesor historii, kierownik programu badań nad wojną wietnamską i jeden z kierowników Ośrodka Studiów Wojennych i Społecznych na University of Southern Mississippi. Przedmowę do książki napisał Dennis Showalter, profesor historii w Colorado College i były przewodniczący Towarzystwa Historii Militarnej.

Książka "Front zachodni 1917-1918" jest częścią serii "Historia I wojny światowej". Ukazały się w niej także takie tytuły jak: "Front wschodni 1914-1920" (Michael S. Neiberg i David Jordan), "Front zachodni 1914-1916" (Michael S. Neiberg), "Gallipoli i Bliski Wschód 1914-1918" (Edward J. Erickson), "Bałkany, Włochy i Afryka 1914-1918" (David Jordan) i "Wojna na morzu 1914-1918" (Tim Benbow).

Tytuł: "Front zachodni 1917-1918",
Autor: Andrew Wiest,
Wydawnictwo: Rebis,
Miejsce i rok wydania: Poznań 2010,
Przekład: Bogusław Solecki,
Okładka: twarda,
Stron: 228,
Wydanie: pierwsze,
ISBN: 987-83-7510-476-9,
Cena (z okładki): 55,90 zł,







Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Jan Kowalski
  • Jan Kowalski
  • 20.08.2011 15:08

Totalna kompromitacja: połączenie: niewiedzy, propagandy i głupoty.
Autorzy sprawiają wrażenie ludzi, którzy nie wiedzą co piszą, zś polski redktor naukowy kompromituje sie pozwalając, aby jego nazwisko firmowała taką chałę.

Książka przy deklarowanej przez twórców bezstronności nie tylko zionie otwartą nienawiścią do Austro-Węgier, które nazywa wielokrotnie "trupem", zaś każda operacja podejmowana przez ich żolnierzy końcu sie nieodmiennie klapą. z której ratują ją jedynie dzielni sprzymierzeńcy, nie tylko przemilcza cale epizody wojny (np. w przypadku ofensywy Wisła-San armie AW, które stanowiły 3/4 sil sprzymierzonych w ogóle nie są wspomniane, zaś operacja ( w odróżnieniu pod bitwy pod Łodzią) pod Krakowem i bitwa pod Limanową wogole nie istnieje), ale i normalnie, świadomie przeinacza fakty, kłamie w żywe oczy i fabrykuje niesitniejące zdarzenia.

Np. opis zajęcia Lwowa przez Rosjan jest nieomal poetyczny i dramatyczny: Moskale toczą prawdziwą batalie, humanitarnie strzelają pod głowami słowiańskich żołnierzy AW, aby nie zrobić im krzywdy, ci zaś z wdzięczności poddają sie całymi dziesiątkami tysiecy rzucając sie w obkjęcia braci Rosjan ( nie - Słowianie uciekają), itd, itp (str. 57 i n.). W rzeczywistości Lwow został oddany 3 wrześnie 1914 roku i ewakuowany z wojsk, a uderzenie rosyjskie trafiło tu w próżnię, a opis nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Wcześniej dowiadujemy się (str.52), że 26 sierpnia 3 Armia AW generała Brudermanna dotarła do rosyjskich( sic!) umocnień w Galicji zwanych linia "Gniłej Lipy" (Skąd mialaby sie wziąć rosyjska linia umocnień w austro-wegierskiej Galicji w kilka dni po przekroczeniu jej granic przez wojska rosyjskie autor nie tłumaczy!)

Następnie dowiadujemy sie, że Auffenberg otrzymał od Conrada rozkaz skierowania się na południe w celu wsparcia armii Brudermanna, który to stan okazał się katastrofalny i że w efekcie Rosjanie zajęli Lwów i dotarli pod Przemyśl.
W rzeczywistości manewr Auffenberga (zresztą dość skuteczny) miał miejsce po zajęciu Lwowa przez Rosjan, a nie przed nim i był częścią wielkiej operacji (tzw, drugiej bitwy pod Lwowem, czyli pod Rawą Ruską), o której anglosaski matoł oczywiście nie słyszał.

Dalej dowiadujemy się też od owego pseudohistoryka-idioty (inaczej bowiem nie można nazwać autora), że Rosjan witali we Lwowie entuzjastycznie wszyscy słowiańscy mieszkańcy (tzn. Polacy i Ukraińcy), a Rosjanie wkrótce przywrócili miastu słowiańska nazwę w miejsce niemieckiego "Lemberg"!
O tym, że Galicja cieszyła się od 1868 roku rozległa autonomią i że językiem urzędowym był tu polski, a Lwów był w dokumentach oficjalnych polskim Lwowem - anglosaski debil również nie słyszał. { W tym miejscu nie wytrzymał nawet polski redaktor naukowy dzieła prof Schramm i zamieścił stosowny komentarz w przypisie!}

Szczytem wszystkiego jest opis ocalenia Austro-Węgier przez Niemcy i odparcia rosyjskiego "walca parowego". Wg autorów wojska austro-węgierskie były tak nędzne, że wcielono je bezpośrednio do 9 armii niemieckiej, ktora dzielnie pod dowództwem niemieckim (niemieccy oficerowie mieli tu dowodzić austro-wegierskimi kompaniami) ocaliła Kraków! . Autora nie obchodzi, że było zupełnie odpwrotnie: To właśnie armnie austro-węgierskie wobec śłabości niemieckiej 9 armii musiały osłonić i ratować niemiecki Śląsk na długim odcinku frontu od Piotrkowa Trybunalskliego po Kraków i to niemiecka grupa Woyrscha została im taktycznie podporządkowana, a nie na odwrót.

Nie muszę oczywiście pisać, bo i tak się domyślacie, że Gorlice były wg radosnych autorów owego dziełka wyłacznie dziełem niemieckim ( mieli wysłać na ratunek Austro -Węgrom rzekomo ponad 350 tys. ludzi!) i tylko oni osiągnęli wszystkie sukcesy wiosennej ofensywy...

Nie chcę za długo nudzić i podaję tylko niektóre kwiatuszki idiotyzmów , którymi raczą nas autorzy "Frontu Wschodniego" z błogosławieństwem naukowym polskiego redaktora merytorycznego prof. dr hab. Tomasza Schramma, który nie wstydził się zgodzić n

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.