Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

47086 miejsce

Frytki i łzy

Małgorzata, studentka I roku polonistyki. Zaraz po maturze zaczęła myśleć o studiach. Złożyła papiery i czekała. Wreszcie decyzja - została przyjęta. Uczelnia i kierunek o których zawsze marzyła. Wszystko poszło świetnie. Prawie...

Frytki / Fot. Fot. sxc.hu Wyrwała się z małej mieściny do wielkiego miasta. Z czasem zaczęła myśleć o podjęciu pracy. Dziesiątki wysłanych CV, sporo spotkań, zero konkretów. Wreszcie wyczytała, że poszukują pracownika do restauracji. Następnego dnia otrzymała wiadomość, że może przyjść na rozmowę. Mimo stresu i niepokoju, wszystko poszło gładko. Dopiero potem okazało się dlaczego.

- Od początku wiedziałam, że to knajpka typu fast food. Nie zdawałam sobie jednak sprawy, że będzie to aż tak „fast”. - Małgorzata podpisała umowę. Zdziwiła się, że nie jest to wcale zatrudnienie próbne. 3/4 etatu, stała praca. - Nie spodziewałam się nie wiadomo jakich zarobków. Zależało mi jedynie na opłaceniu sobie mieszkania i jako takim bycie. Rodzice sporo się wykosztowali, chciałam zacząć żyć na własny rachunek. Okazało się, że z marnych groszy, które zaproponowali, zostało jeszcze mniej. Wiadomo, że w grę wchodzą podatki i tak dalej. Bywało i tak, że nie wyciągałam 5 złotych za godzinę.

Jakby tego było mało, Małgorzata została obarczona kolejnymi obowiązkami, czas pracy raczej nienormowany. - Teoretycznie miało to być kilka godzin dziennie, a kończyło się nawet na kilkunastu. W papierach 3/4 etatu, a bywało i tak, że było to sporo ponad czas pełnego etatu. Robiłam za dwoje, a płacili tak jak chcieli, tzn. według podpisanej umowy. Przecież ktoś musi posprzątać lokal przed zamknięciem. Nieważne, że teoretycznie powinnam od kilku godzin siedzieć w mieszkaniu i zacząć się wreszcie uczyć - opowiada.

O ile czas pracy można było jakoś lepiej zorganizować, tak atmosfera w lokalu coraz bardziej się zagęszczała. - Miałam zagwarantowane przerwy na posiłek, chwilę na odsapnięcie. Przynajmniej tak to miało być. W rezultacie żeby wyjść do toalety, moja prośba musiała przejść przez 2-3 osoby. Czasami po prostu zaciskałam zęby i nawet nie pytałam. Znowu skończyłoby się na dziwnych spojrzeniach i niegrzecznych komentarzach. - Rano lub późno wieczorem w podobnych lokalach ruch się zmniejsza.

Jednak wcale nie oznaczało to dla Małgorzaty choć chwili wytchnienia. - Nawet kiedy było już zupełnie pusto, nie mogłam ani chwili odetchnąć. Bezczynność zawsze kończyła się podobnie. Umyj to, pozamiataj, poskładaj serwetki. Kiedy wszystko było już gotowe, pojawiały się kolejne „zlecenia”. Drugi raz musiałam umyć stół, który wcześniej polerowała koleżanka, serwetki i sztućce znowu poszły w ruch. Tak naprawdę nie ważne co robiłam, ważne, że nie siedziałam bezczynnie. Kierownik oczywiście siedział obok i upajał się widokiem perfekcyjnie wymytych blatów, podłóg w których można się było przejrzeć.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (4):

Sortuj komentarze:

  • Autor usunął profil
  • 13.07.2009 17:39

Dbają o figurę ;-)

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 13.07.2009 17:37

Dlaczego ludzie do podwójnego cheeseburgera, dużej porcji frytek zamawiają colę light???

Komentarz został ukrytyrozwiń

Szczerze współczuję mojej imienniczce... Niestety sporo jest jeszcze takich pracodawców. Ludzie wytrzymują w takich firmach średnio 2-3 miesiące, a moim zdaniem to i tak za dużo. Jak powiedziała Ula - studenci polonistyki mogą spokojnie znaleźć sobie jakąś lepszą pracę. Polecam od razu szukanie pracy w zawodzie - jakaś redakcja, korekta, gazeta... Pozdrawiam

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ja się dziwię, że Małgorzata wytrzymała tam w ogóle czas przekraczający jeden dzień. Rozumiem, że potrzebowała pracy, ale nie tylko w barach zatrudniają studentów polonistyki :> Masakra.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.