Facebook Google+ Twitter

Fundacja dla Śląska. Dla Śląska, to znaczy dla nas

Każdy wie, gdzie mieszka. Znamy nazwę ulicy, miasta, region. No właśnie, region. Czy go znamy? Czy interesujemy się jego rozwojem, kulturą, sztuką? Są tacy, którzy te wszystkie kwestie ochoczo biorą na swoje barki. Za nas? Raczej dla nas.

Rozmawiam z panią Henryką Żabicką oraz panią Ireną Fugalewicz, prezeską i wiceprezeską Fundacji dla Śląska. Obie panie, jak można się zorientować po nazwie fundacji, działają na rzecz Śląska. Ale co to właściwie znaczy? Jak mówią, tematów, którymi się zajmują, jest niemało, bo fundacja działa na wielu płaszczyznach. Przykłady? Sypią nimi jak z rękawa.

Zachęta dla Ślązaków


Po pierwsze Fundacja dla Śląska jest jedną z 16 ogólnopolskich zachęt. Brzmi tajemniczo, ale zachęta to nic innego jak element ogłoszonego w 2004 roku przez ówczesnego ministra kultury, Waldemara Dąbrowskiego, programu „Znaki czasu”. Każde województwo ma swoją zachętę, której zadaniem jest stworzenie regionalnej kolekcji sztuki współczesnej – zalążka przyszłej instytucji zajmującej się sztuką najnowszą.

Chodzi po prostu o to, żeby zatrzymać wypływ dzieł sztuki za granicę poprzez ich skupowanie. Fundacja zakupiła do tej pory ponad 400 różnych dzieł. Inwestuje zarówno w sztukę absolutnie współczesną, jak i charakterystyczne prace z lat 60. i 70. Nasza śląska zachęta dysponuje więc dziełami Andrzeja Urbanowicza, Zygmunta Stuchlika czy Henryka Wańka, a więc członków działającej na Śląsku do połowy lat 70. podziemnej artystycznej grupy Oneiron. Wiele jest prac Marcina Berdyszaka i Andrzeja Tobisa.

Marcin Berdyszak "Barok natury, barok kultury" / Fot. www.dlaslaska.plNie skupuje się tylko i wyłącznie dzieł śląskich artystów, bo nie chodzi tu o regionalizm. Liczą się dobre dzieła polskie, gdyż kolekcje mają służyć upowszechnieniu sztuki współczesnej w danym regionie, pomóc w nawiązaniu dialogu między odbiorcą a artystą.

Adam Garnek "Maszyna do rysowania na piasku" / Fot. www.dlaslaska.plJednak, jak się dowiaduję, nasza śląska kolekcja sztuki współczesnej częściej gości w Niemczech niż na Śląsku. Ślązacy nie chcą oglądać dzieł artystów współczesnych? Nie, raczej nie mają gdzie. Sztuka współczesna wymaga dużych przestrzeni. Tak jak zakupiona przez fundację „Maszyna do rysowania na piasku” poznańskiego rzeźbiarza Adama Garnka – instalacja z kupą piachu na środku, na której za pomocą dżojstika i skomplikowanej maszynerii każdy może wyrysować wzory ograniczone jedynie przez własną wyobraźnię i zręczność. Takich powierzchni na Śląsku nie ma – stąd kolejna idea.

Sztuka może przyjść do ludzi


Ta idea to plan stworzenia centrum sztuki współczesnej w WPKiW w Chorzowie. Skoro bowiem ludzie nie chcą przyjść do sztuki, sztuka musi przyjść do nich. Bo, jak mówią panie Henryka i Irena, idea muzeum czy galerii obrazów jest szczytna, niech sobie człowiek idzie i ogląda obrazy, jeśli tylko zdąży, bo o 17 już zamykają. Planowana galeria byłaby czynna od godziny 10 aż do momentu, do którego w parku są ludzie.
Jest to okazja do tego, żeby tam człowiek zaszedł, choćby z ciekawości, i zorientował się, co to za dziwo ta sztuka współczesna. Jak sobie taki przechodzień poogląda trochę filmów czy instalacji, to może go to w pewnym momencie zafascynuje? Dół obiektu byłby przeznaczony na warsztaty plastyczne dla dzieci. Dla dzieci się zawsze mówi, bo lepiej brzmi, a jak dorosły przyjdzie, to oczywiście też może spróbować. Na całym świecie w obiektach muzealnych czy galeryjnych dziecko może bawić się eksponatem, składać ze sobą obiekty. A u nas do muzeum to najlepiej wchodzić w papuciach i siedzieć cicho.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.