Facebook Google+ Twitter

Funk z wykopem. Koncert zespołu Muka w Alchemii

Ten znany klub na krakowskim Kazimierzu gości na swojej scenie również zespoły, które dopiero rozpoczynają karierę. W ostatnią niedzielę, taki kredyt zaufania otrzymał zespół Muka i nie zawiódł. Jego publiczność także, bo przybyły tłumy.

Sala była przepełniona, co stanowiło nadzwyczajny, jak na premierę i biletowany wstęp, wyczyn. Został zaprezentowany półtoragodzinny materiał, będący efektem kilkumiesięcznych prób zespołu. Co z tego wyszło? Mieszanka rocka z klimatycznym funkiem, a czasem ze stonowanymi, melodyjnymi rytmami.

Na początku był początek



Sama nazwa zespołu ma zagmatwany źródłosłów. Stąd może oznaczać lekko brutalną zabawę małych chłopców. Istnieje jeszcze szereg wytłumaczeń, jednak na razie nie nadają się do publikacji, skupmy się zatem na czymś bardziej istotnym.
Muka, w sensie repertuarowym, to beniaminek polskiej sceny, przeciwnie do doświadczenia muzyków w niej grających. Jest autorskim projektem Krzysztofa Łochowicza, gitarzysty znanego ze współpracy z m.in. Januszem Radkiem i Trzy Dni Później, piszącego czasem muzykę do studenckich etiud. Tym razem występuje już nie w roli sidemana, ale jakby mózgu całości tj. twórcy i tekstów, i muzyki, a także całej morderczej machiny promocyjnej, której efekt zasługuje na nie mniejsze uznanie.

A w środku było gorąco



Zespół Muka. Od prawej: Robert Sławiński, Piotr Domagalski, Dominik Klimczak, Krzysztof Łochowicz / Fot. materiały prasoweTowarzyszy mu bardzo zgrana sekcja: Dominik Klimczak (perkusja) i Piotr Domagalski (bas). Z kolei wokalista, Robert Sławiński, to postać w sumie najmniej znana z całego zespołu, ale świetnie się broni. Ma ciekawą barwę głosu, kojącą i niepokojącą zarazem. I potrafi nawiązać sympatyczny dialog z publicznością.

Sprawność techniczna muzyków i dar pisania melodii są bez zarzutu. Ale patrząc przez pryzmat trzeźwości, ale takiej niezbyt bolesnej, z tekstami już różnie tu bywa. Ich autor skończył polonistykę, pisze lekko i na szczęście nie ściga się z odbiorcą na znajomość bibliografii. Gorzej, że bywa i nazbyt prosto. Bez przesady, Beacie Kozidrak nie rośnie żaden nowy konkurent. Może to dlatego, że mimo iż już parę lat temu skończył filologię polską, do tej pory nie zdążył odebrać dyplomu. A może dlatego, że w czasie studiów pracował intensywniej nad warsztatem gitarowym, niż językowym. Ja jednak zamiast się znęcać, pochwalę za kilka ciekawych pomysłów: za wstawkę w utworze „dzieńdobry” paru wersów Lwa Olszanina (fragment hitu, który wygrał w 63 r. (!) sopocki festiwal) i bardzo zgrabnie napisaną „kołysankę drugą”, której się słucha aż miło. Całość tematycznie jest gorzkawa, a i ładunek emocji spory. Jest szczerość. Jest gniew. Chociaż od naprawdę inteligentnego osobnika (którym Łochowicz niewątpliwie jest), powinno się wymagać więcej. Jeśli ich autor twierdzi, że są „o czymś”, to życzyć należy, by kolejne jednak były „bardziej o czymś”.

Na koniec był pisk. A po nim bis



Wiele pracy przed nimi, ale żywiołowa reakcja publiczności jest dowodem na to, że jest dla kogo, a to co, robią ma sens. I cóż, oby zawsze ich odbiór był taki, że Muka nie siada.


Posłuchajcie sami na Myspace. Tam też będzie wkrótce dostępny film z ich koncertu, który odbył się w ostatnią niedzielę (17 czerwca).

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.