Facebook Google+ Twitter

"Furia" najnowsza amerykańska produkcja wojenna w kinach

Demony wojny według Brada Pitta. Hollywoodzki przystojniak się troszkę zestarzał i po raz kolejny po "Bękartach wojny" sięga po kino wojenne.

 / Fot. https://www.facebook.com/FuryTym razem jest jednak mniej na wesoło, a bardziej dramatycznie. Mamy do czynienia ze zgraną załogą czołgu o pieszczotliwej ksywie "Furia" wymalowanej na lufie. Podobnie jak "Rudy" z "Czterech pancernych". Analogicznie mamy też początkującego żołnierza niczym Janek Kos - w tej roli zadowalający Logan Lerman.

Sam Pitt gra dowódcę zaznajomionego dokładnie z meandrami wojny i odpowiedzialnego za cały skład swoich podwładnych. Uczącego ich mentora i karcącego rodzica. Stopującego ich w skrajnych momentach, gdy szał zabijania przyćmiewa prawdziwe powody obecności na froncie.

A nerwy żołnierzy są stargane do granic możliwości. Rzuceni na front, gdzie z każdej strony atakują ich Niemcy, po wygranych bitwach pozwalają sobie na miłosne przygody z kobietami z podbitych miejscowości. Piją i nie myślą o jutrze. Byleby przetrwać kolejny dzień na wojnie. Warunki są w końcu ekstremalne.

Prawdziwą nienawiścią pałają do SSmanów, którzy pozwalają sobie na szczególną brutalność także wobec cywilnej ludności niemieckiej. Uciekają się nawet do wieszania dzieci i kobiet, którzy nie chcą wstąpić w szeregi armii. / Fot. https://www.facebook.com/Fury

Brutalności jest w filmie wiele. Do tego stopnia, że wspomniany wyżej świeżak wymiotuje z obrzydzenia już pierwszego dnia w czołgowej drużynie. Okropności wojny, niepotrzebne śmierci - to wszystko sprawia, że mamy do czynienia z prawdziwym dramatem, nie tylko hollywoodzkim obrazem wojny wyciskającym patriotyczne łzy.

Sam patriotyzm rozumiany jest w filmie jako szczególne poświęcenie, nie tyle dla ojczyzny, ile dla misji. Nie tylko jako obrona mniej lub bardziej dzielnych Bogu ducha winnych cywilów, ale jako odpowiedzialność za kolegów z frontu, którzy na czas wojny stają się twoją rodziną i twoją ojczyzną.

Na film zdecydowanie warto się wybrać. Mimo, iż długi, nie daje wytchnienia do samego końca. W większości nie oglądamy kina pełnego wojennego patosu, a raczej brutalności na polu bitwy. Reżyser w końcowych scenach nie zdołał się jednak odciąć od hollywoodzkiej wizji bohaterstwa. Nie razi to jednak zbytnio - można się wręcz jej spodziewać. Co nie znaczy jeszcze, że zakończenie jest przewidywalne.

Aktorsko warto też docenić Shia LaBeouf w roli bardzo religijnego żołnierza. Nie gra on tutaj pierwszych skrzypiec, jednak jest bardzo ciekawym tłem dla amerykańskiego bożyszcze fanek Pitta. Dziewczyny pójdą dla Brada, faceci dla filmu wojennego. W obu wypadkach nie powinno być rozczarowań.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.