Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

167289 miejsce

Futbolowe wyznanie wiary

  • Autor usunął profil

  • Data dodania: 2008-07-01 21:43

Gorączka dopiero co zakończonych mistrzostw jeszcze do końca nie opadła, a ja już za nimi tęsknię i mam kilka futbolowo-kibicowskich refleksji.

Pracodawca, który zmusza do pracy w niedzielę, nie jest dla ateisty nieuznającego biblijnego porządku niczym zdrożnym; natomiast pracodawca, który zmusza do pracy w dzień finału mistrzostw Europy (albo, co gorsza: mistrzostw świata!) jest dla kibica piłkarskiego tyranem tranów i wyzyskiwaczem wyzyskiwaczy, diabłem wcielonym.

Odpowiednia ustawa normująca zasady zatrudniania w niedziele i święta już powstała; w związku z tym pytam: dlaczego nie ma jeszcze ustawy regulującej zasady życia publicznego w czasie ważnych imprez sportowych, ze specjalnym wyszczególnieniem fazy pucharowej mistrzostw Europy i świata oraz Ligi Mistrzów i – niech będzie, w końcu swoją historię mają: Igrzysk Olimpijskich. To są dla ludzi zainteresowanych sportem, dla kibiców dni szczególne. Dla kibica piłkarskiego (bo ja z tej perspektywy będę pisał) dzień – weźmy na przykład – finału mistrzostw świata (od razu wytaczam działa wyższego kalibru) to jest dzień, na który czeka się cztery lata, a przez miesiąc, gdy rozgrywany jest turniej, to jest dzień, który cały czas tkwi w podświadomości, nawet wtedy, gdy świadomość pochłonięta jest meczem ćwierćfinałowym. A zresztą, co jest mówię o finale. Każdy mecz na MŚ i ME to jest dzień szczególny. Dajmy na to, że już w fazie grupowej dochodzi do meczu Brazylia-Niemcy. A przecież trudno wyobrazić sobie bardziej prawdopodobny skład finału niż właśnie pojedynek radosnego brazylijskiego futbolu z bezwzględną niemiecką maszyną taktyczną (Mundial w roku 2002). A nawet jak spotkają się Turcy z Czechami, to – chociaż nie są to potęgi – możemy spodziewać się prawdziwego dreszczowca pełnego sportowego piękna i emocji (ostatni mecz fazy grupowej Euro 2008).

Dwie godziny, podczas których rozgrywany jest mecz (czasami są to cztery godziny, gdy jednego dnia rozgrywane są dwa mecze), są dla fana futbolu jak msza święta; to jest czas, którego nic nie powinno naruszać, podczas którego nic nie powinno odwracać uwagi od boiska, zawodników i piłki.

W czasie mistrzostw ulice pustoszeją, okna się zamykają, w centrach handlowych hula wiatr; wszyscy zainteresowani okupują – w zależności od preferencji – stadiony, puby, place, na których umieszczono telebimy, lub fotele we własnych domach i w szalikach, koszulkach, czapkach, perukach, z gwizdkami, trąbkami i innymi atrybutami (choć tego do końca nie pochwalam) całą swoją uwagę skupiają na boiskowych wydarzeniach. A i po meczu należy się kibicom trochę czasu, żeby mogli na chłodno obejrzeć powtórki sytuacji bramkowych, przedyskutować ze znajomymi błędy sędziego i skomentować grę obydwu drużyn.

Apeluję tedy do wszystkich nie zainteresowanych, dla których piłka nożna to tylko „dwudziestu dwóch facetów biegających po boisku” (niech absolut, w którego wierzą, ma ich w swojej opiece; takie bluźnierstwo nie może ujść na sucho), apeluję do wszystkich tych, którzy nie rozumieją, jak można planować sobie dzień pod kątem transmisji telewizyjnych („Nie, dziś nie możemy się spotkać, jest mecz; może jutro rano, bo po południu też grają” – ileż kłótni z tego powodu przeżyłem), apeluję także i do tych, którzy dzwonią w trakcie meczu, bo nie wiedzą, że coś się dzieję, którzy chcą wpaść, mimo że nasi grają, którzy marudzą: „Ścisz-no ten telewizor”, „Czym ty się tak emocjonujesz?! Nie krzycz cały czas” itd., apeluję: ludzie, róbcie, co chcecie, nie oglądajcie meczów, nie interesujcie się futbolem, nie emocjonujcie mistrzostwami, ale – na litość boską – dajcie nam, kibicom piłkarskim, spokój i okażcie odrobinę zrozumienia! Potraktujcie nas jak mniejszość religijną. Czy wchodzicie na – powiedzmy – ewangelickie msze i pytacie: „A co wy tu robicie? dlaczego tak głośno śpiewacie swoje religijne pieśni? Dajcie już spokój!”? Jeżeli tak, to zmieńcie swe postępowanie, a jeżeli nie, to i nas – kibiców – zostawcie w świętym spokoju!

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Za pomysł (+)
Stawiam duże ZA. Od wielu lat, kiedy były większe imprezy sportowe opuszczałem najpierw lekcje w szkole, potem zajęcia na studiach. Miłość do futbolu pozostała:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.