Starsi
kinomani
doskonale
pamiętają
film o
znamiennym
tytule
Żądło. Podobny film obserwujemy i teraz. Bo minister sportu nie ustanowił jeszcze futbolowego komisarza w PZPN, z tą tylko różnicą, że w roli oskubanego frajera występuje opinia publiczna.
W tym
konkretnym
przypadku
okazuje
się, że
przedstawiciel
rządu
polskiego
swoją
niekompetencją, a
wymiar
sprawiedliwości (prokuratorzy
okręgowi
z
Warszawy
i
z
Wrocławia)
swoją
opieszałością, potwierdzają
opinię, iż
w
naszym
kraju
nie
wszyscy
są
równi
wobec
prawa. Są
i
równiejsi, którym
każde
przestępstwo
uchodzi
bezkarnie, bądź
jest
nadzwyczaj
złagodzone.
Poza
tym, a
może
przede
wszystkim,
dziwnie
podejrzane
wydają
się
działania
ministra
w
sprawie
wprowadzenia
komisarza
do
PZPN, które
opisał
20
grudnia
w
„Rzeczpospolitej”
red. Krzysztof
Guzowski. Otóż
okazuje
się, że
komisarz
miał
być
ustanowiony
18
grudnia, jednak
czterech
polityków
koalicji
rządzącej (ciekawe
którzy?, bo
za
taki
humanitarny
gest
należałoby
im
w
następnych
wyborach
„podziękować”.) odradziło
ministrowi
podjęcie
tej
decyzji, motywując
tym, iż
lepiej
będzie
poczekać
do
7
stycznia, kiedy
to
na
dokończonym
walnym
zjeździe
zostaną
uchwalone:
nowy
statut
i
ordynacja
wyborcza.
Jednak
największe
zdziwienie
w
„grze
na
czas”
ministra
budzą
zarzuty, jakie
według
dziennikarza
„Rzeczpospolitej” ma
on
postawić
kierownictwu
PZPN, a
które
ze
względu
na
wagę
sprawy
pozwolę
sobie
zacytować
po
literkach:
– Jest
już
gotowa
ekspertyza
prawna, że
doszło
do
zafałszowania
obecnie
obowiązującego
statutu.
– Licencje
na
grę
w
ekstraklasie
dla kilku
klubów
były
przyznawane
niezgodnie
z
obowiązującymi
przepisami.
– PZPN
nie
zadbał
o
to, by
zaspokoić
wierzycieli
upadającego
GKS
Katowice, mimo
wyroków
sądowych. Może
przez
to
stracić
ok.
2 miliony
złotych.
Są
to
według
Tomasza
Lipca
zarzuty kryminalne, świadczące
o
tym, że
PZPN
działał
na
swoją
niekorzyść, zatem
FIFA
nie
powinna
mieć
pretensji, że
winni (czytaj: cały zarząd, bo
przecież
zatwierdzał
powyższe
przekręty)
zostaną
odsunięci
od
władzy.
A
tak
na
marginesie, to
po
takim
oświadczeniu
ministra
musiałbym
być
ogromnie
usatysfakcjonowany (bowiem
od
kliku
lat, jako
jedyny
publicznie
mówiłem
o
tych
przestępstwach, za
co
niejednokrotnie
byłem
również
publicznie
wyśmiewany), gdyby
nie
jeden
drobny
fakt.
15
grudnia
2006
r. w
Prokuraturze
Łódź-Śródmieście
złożyłem
doniesienie
na
tak
zwane
zaniechanie
urzędnicze
popełnione
przez
ministra
Tomasza
Lipca, który
otrzymał
ode
mnie, jako
przewodniczącego
Komisji
Etyki
dokumenty,
świadczące
o
sfałszowaniu
statutu, ordynacji
wyborczej oraz
„lewych
licencjach”
5
grudnia
2005 i
nie
zgłosił, podobnie
jak
ja,
tych
przestępstw
do
organów
ścigania.
Przechodząc
jednak
do
meritum
sprawy, to
jeśli
do
„rewelacji
ministra”
dodać
wielce
podejrzane
i
tajemnicze
kontrakty
na
reklamy
i
transmisje
telewizyjne
zawarte
przez PZPN za
pośrednictwem
firmy
Sport-five, do
których
nie
dotarli
„lipcowi
kontrolerzy”, a
które
są
tematem
śledztwa
prowadzonego
przez
prokuratora
Krzysztofa
Basteckiego
z
Prokuratury
Okręgowej
Warszawa-Praga, to
wcale
mnie
nie
zdziwi
jeśli:
dziś lub
jutro
prezydium
PZPN
zadecyduje, że
7
stycznia – oczywiście
ze
względów
formalnych – nie
odbędzie się
dokończenie
październikowego
zjazdu, który
zostanie
przełożony
na…nieokreślony,
odległy
termin.
Lub: 7
stycznia
odbędzie
się
„spęd
Listkoludków”,
na
którym
nie
zostanie
zatwierdzony – oczywiście
również
ze
względów
formalnych – nowy
statut, a
mandatariusze, by
zadowolić
opinię
publiczną
uchwalą, że
trzeba
przykładowo
ukarać
drużyny
I
i
II-ligowe, zamieszane
w
„aferę
fryzjerską”.
Bowiem, według
wiadomości
napływających
ze
skopanej
centrali
Arka
Gdynia
i
Górnik Łęczna
mają
zostać
zdegradowane, a
Zagłębie
Lubin
będzie
ukarane
minusowymi
punktami, które
najprawdopodobniej
kilka
miesięcy
później
zostaną
zredukowane
do
ilości
pozwalającej
miedziowej
jedenastce
utrzymać
się
w
Ekstraklasie.
Jeśli
takie
kary
zostaną
zatwierdzone, to
będziemy
świadkami
kolejnego
skandalu. Bowiem
to
Zagłębie,
jako
pierwsze
powinno
zostać
zdegradowane, ponieważ
przed
wrocławskim
sądem
toczy
się
rozprawa
przeciw
czterem
piłkarzom
oskarżonym
o
sprzedanie
ligowych
punktów
miedziowej
jedenastce, dzięki
czemu
uzyskała
ona
awans
do
Ekstraklasy. Natomiast, jeśli
mimo
wszystko,
zapadnie
ta
skandaliczna
decyzja, to
jedynym
wytłumaczeniem
jej
będzie
to, że
obecny
członek
prezydium
Stanisław
S.
był
kiedyś
ściśle
związany
z
KGHM
w
Lubinie, natomiast
w grupie
trzymającej
futbolową
władzę, nie ma
przedstawicieli
z
Gdyni
i
Łęcznej.
Na
zakończenie
noworocznego
felietonu
ciekawostka
związana
ze
ślepą
temidą.
Sąd
Okręgowy
we
Wrocławiu
odrzucił
wniosek
o
przedłużenie
aresztu
dla
byłego
sędziego
Grzegorza
G., który
według
prokuratury, po
opuszczeniu
aresztu,
może
utrudnić
prowadzenie
dalszego
postępowania. Być
może – co
jest
pewne
jak
dwa
razy
dwa – swoją
roztropną
decyzją
niezawisły
sąd
dopomógł
w
skontaktowaniu
się
pana
Grzegorza
z
wieloma
ludźmi, zamieszanymi
w
„aferę
fryzjerską”, by
uzgodnili
oni
wspólne
stanowisko
w
tej
smrodliwej
sprawie?
Mnie
w
temacie
temidy, również
jest
trudno
zaskoczyć. Przypomnę
tylko, że
ja
zostałem
skazany
przez
sąd
w
mieście
Łodzi,
za
felieton
opublikowany
w
2002
w
Przeglądzie
Sportowym
pod
tytułem
„ Nierządy
czarnych”
w
którym
opisałem
sędziowską
mafię. Wówczas
to,
łódzka
temida
skazała
mnie
na
podstawie
poręczenia
„wicepezetpenowskiego Kloatora”, który
autorytatywnie
zapewnił, iż
nic
takiego
nie
ma
miejsca
w
polskiej
skopanej. Moja
teza
o
zorganizowanej
grupie
przestępczej (pod
wodzą
nie
tylko
„Fryzjera”) , która
od
2000 r. ustawiała
wyniki
spotkań
została
potwierdzona, kiedy
nastąpił
zakup
kontrolowany
dokonany
na
polecenie
Prokuratora
Krajowego,
Kazimierza
Olejnika , a
areszt
śledczy
we
Wrocławiu, po
ponad
pięćdziesięciu
zatrzymaniach, zaczął
pękać
w
szwach. Ponieważ
nikt
do
tej
pory
nie
przeprosił
mnie
za
wyrok, zamierzam (poczekam
tylko
na
aresztowania
„ofiarnych
działaczy
z
miodowych
salonów”) zwrócić
się
do
ministra
Sprawiedliwości
o
rewizję
procesu
z
2002
roku.
* Jeśli ktoś z zainteresowanych czuje się pokrzywdzony tekstem Jana Tomaszewskiego, ma prawo dochodzić sprawiedliwości drogą prawną. Jednocześnie informujemy, że autor felietonu może też dochodzić swoich praw w sądzie powszechnym.