Facebook Google+ Twitter

Futbolowi antyidole - nielubiani, wyśmiewani, niszczeni

  • Źródło: Dziennik Zachodni
  • Data dodania: 2006-10-24 07:45

Niektórych sportowców wielbimy, innych przeciwnie, choć skala ich dokonań często niewiele się różni. Rasiak dla części polskich kibiców jest symbolem nieudacznictwa, Boruc niewyparzonej gęby, a Kosowski niezrozumiałego samozadowolenia.

Grzegorz Rasiak stał się wśród części polskich kibiców symbolem nieudacznictwa. Artur Boruc symbolem niewyparzonej gęby. Kamil Kosowski symbolem niezrozumiałego samozadowolenia. Dariusz Dziekanowski symbolem wszystkich tych części po trochu. Czy to rzeczywiście prawda? Jeśli tak, to w jakim stopniu? Czy jesteśmy dostatecznie wobec nich obiektywni, sprawiedliwi, rzetelni w ocenach? Wybraliśmy tych kilka nazwisk, choć można byłoby wybrać wiele innych, niekoniecznie zresztą ze środowiska piłkarskiego. Ale w ich przypadku łatwiej o refleksję, o zastanowienie się nad tym, dlaczego wyśmiewamy, opluwamy, niszczymy. I w jakim stopniu wynika to z ludzkich i sportowych wad tych ludzi, a w jakim z naszych własnych kompleksów.

Artur Boruc - wiocha, krzyż i piwo

Artur Boruc przed meczem z Kolumbią, fot. Wojtek Wilczyński.Bramkarz Celticu Glasgow i reprezentacji Polski Artur Boruc słynie z niepokornego charakteru. Jego wypowiedzi i styl bycia przysparzają mu wielu wrogów, ale też i... wiernych kibiców. - Nie będę udawał, że jestem kimś innym, wszystko co robię, robię w zgodzie z sobą samym - oznajmił kiedyś Boruc i do dziś pozostał wierny tej zasadzie. W praktyce oznacza to na przykład wykonywanie znaku krzyża przed każdym meczem, w którym gra. W szkockich realiach jest to jednak gest mogący przysporzyć problemów: Glasgow jest przecież podzielone na katolików (Celtic) i protestantów (Rangers). Gdy Polak przed derbami ostentacyjnie przeżegnał się przed trybuną zapełnioną fanami rywali, wybuchła afera.

- Sprawą zajęła się nawet prokuratura, ale zachowała się mało poważnie. Postawiła mi zarzuty podburzania tłumu. Dostałem nawet list ostrzegawczy - opowiadał zbulwersowany Boruc. - Nie zamierzam robić wyjątków i zmieniać przyzwyczajeń, tylko dlatego, że komuś się to nie podoba. Polskich kibiców Boruc też już zdołał wyprowadzić z równowagi. Po kompromitującym w wykonaniu biało-czerwonych meczu z Kolumbią, tuż przed finałami mistrzostw świata, gdy z trybun zasłużenie spływał na zespół Pawła Janasa deszcz gwizdów i ironicznych okrzyków, golkiper nie omieszkał powiedzieć, co o tym myśli. - Kibice odstawili wiochę - wypalił, a potem kilkakrotnie publicznie podtrzymywał tę opinię.

W efekcie podczas prezentacji składów przed niedawnym meczem z Portugalią na tym samym Stadionie Śląskim to jemu i Grzegorzowi Rasiakowi oberwało się najbardziej. Na Borucu i tak nie zrobiło to jednak wrażenia. Nie raz przecież podkreślał, że ważni dla niego są tylko kibice Legii i to właśnie im postawił piwo z okazji zdobycia mistrzostwa Polski. - Legię mam w sercu i tak już zostanie, nawet wtedy, gdy będę grał w Szkocji - zadeklarował bramkarz wyjeżdżając na Wyspy jesienią 2005 roku.

Pod nieobecność pauzującego za żółte kartki Wojciecha Kowalewskiego to pewnie on będzie numerem jeden na kolejny mecz eliminacji mistrzostw Europy z Belgią. I to pomimo tego, że publicznie skrytykował układy panujące w kadrze i dał do zrozumienia, że forują one Jerzego Dudka. W efekcie jego wyjazd ze zgrupowania - tłumaczony kontuzją pleców - odebrano w kategoriach protestu. Bo po Borucu spodziewać można się wszystkiego...

Urodził się 20 lutego 1980 roku w Siedlcach. Mierzy 193 cm, waży 87 kg. Na co dzień gra w Celticu Glasgow. W reprezentacji zagrał 20 razy. W tych występach zobaczył trzy żółte i jedną czerwoną kartkę. Jest żonaty z Katarzyną, ma trzy siostry i brata.

Grzegorz Rasiak - niezgrabny dryblas

Czym się różni Kapitan Hook od Grzegorza Rasiaka? Każde dziecko to wie - Kapitan Hook ma tylko jedną nogę drewnianą. Coś jednak jest w tym niezgrabnym dryblasie, skoro gra w czołowym zespole angielskiej drugiej ligi (Division One) i na dodatek jest najlepszym strzelcem rozgrywek! W Anglii potrafili jednak zrobić gwiazdę reprezentacji z Petera Croucha, tamtejszego odpowiednika Rasiaka. W Polsce jeszcze się to nie udało, choć Paweł Janas był bardzo uparty. Przy okazji były selekcjoner kadry zrobił Rasiakowi największą krzywdę, powołując tego zawodnika na przekór wszystkim na finały mistrzostw świata, a gdy już go zabrał do Niemiec, to dał mu zagrać 5 minut w meczu bez znaczenia.

Leo Beenhakker też stawia na dryblasa z Southampton. Po ostatnim meczu podział na zwolenników i przeciwników Rasiaka jeszcze się pogłębił. - Potrafił rozepchnąć obrońców, wychodził do podań, wygrywał pojedynki główkowe - zachwycali się jedni. - Ale co z tego wynikało - pytali drudzy, podkreślając, że zmarnował doskonałą okazję na strzelenie Portugalczykom trzeciej bramki.

Warto przypomnieć, że kariera Rasiaka nabrała rozpędu, gdy przyszedł do Odry Wodzisław. Teraz miejscowi kibice z łezką w oku wspominają i Rasiaka i tamtą Odrę. Żartów o Rasiaku jest mniej więcej tyle, co o Francesco Tottim. Z tym, że Włosi wyśmiewają intelekt swego gracza a Polak, z racji specyficznej koordynacji ruchowej, jest najczęściej porównywany do drewna lub drwala. Ale Rasiak jest nie tylko bohaterem dowcipów, których pełno można znaleźć w Internecie. Napisano o nim nawet piosenkę, która jest najważniejszym punktem w repertuarze grupy Superpuder. Premiera utworu odbyła się w idealnym momencie - przed mistrzostwami świata. Ciut wcześniej w Internecie krążyło nagranie jednej z akcji Rasiaka w Division One, w której Polak popisowym dryblingiem wręcz ośmieszył obronę rywali.

Urodził się 12 stycznia 1979 roku w Szczecinie. Mierzy 190 cm wzrostu. karierę zaczynał w Olimpii Poznań, po czym zaliczył MKS 13 Poznań, MSP Szamotuły, Wartę Poznań, GKS Bełchatów, Odrę Wodzisław, Groclin Grodzisk Wlkp. Stamtąd - po konflikcie z prezesem klubu i odstawieniu od składu - wyjechał do Włoch, gdzie nie zdołał zmieścić się w składzie Sieny. Dobrze na niego wpłynęła przeprowadzka do Anglii. Zrobił furorę w Derby County, skąd został wykupiony przez Tottenham Londyn. W nim się nie sprawdził, trafił więc do Southampton, gdzie odgrywa czołową rolę. W kadrze Polski rozegrał 33 mecze, zdobył 8 bramek. Nie ma na koncie większych sukcesów.

Dariusz Dziekanowski - poszło o miliony?

Dariusz Dziekanowski kłopoty z kibicami zaczął mieć w 1983 roku, kiedy to udzielił nieistniejącemu już tygodnikowi "Sportowiec" głośnego wywiadu, w którym rozdzielał razy na lewo i prawo. Miał wtedy 21 lat, nieco wcześniej przeszedł z Gwardii Warszawa do Widzewa Łódź za szokującą wówczas kwotę 21 milionów złotych i... nie grał tak, jak w Widzewie - który chciał uchodzić wtedy za w pełni profesjonalny i zawodowy klub. W owym wywiadzie krytykował wszystko i wszystkich. Dostało się na przykład portierce w ośrodku w Kamieniu k/Rybnika, gdzie wtedy często gościła kadra, za to, że powiedziała, iż "najmniej sympatyczny w kadrze jest Dziekanowski". Dostało się też działaczom Widzewa i samej Łodzi, co przejawiło się w innym słynnym zdaniu, że kiedy "Dziekan" swoim samochodem wjeżdża w granice Warszawy, powietrze staje się lżejsze i.. lepsze. Była to swoista woda na młyn łódzkich, ale nie tylko, kibiców. Od tej pory nigdy nie był darzany przez nich sympatią. Trudno powiedzieć, że Dziekanowski był wrogiem publicznym numer jeden, ale idolem nigdy nie został. Na to nałożyły się jego kłopoty osobiste - m.in. rodzinne i związane z wypadkiem samochodowym.

Wydawało się w pewnym momencie, że podbije Wyspy Brytyjskie, a konkretnie Szkocję. W jednym z pierwszym meczów ligowych w barwach Celtiku Glasgow zdobył cztery bramki. Ale w końcu przylgnęło do niego miano niespełnionego talentu, a zarazem playboya. Teraz jest asystentem Leo Beenhakkera w reprezentacji Polski.

Urodził się 30 września 1962 w Warszawie, napastnik. W latach 1973-1979 grał w Polonii Warszawa. W latach 1979-1983 grał w I lidze w Gwardii Warszawa. W 1983 trafił do Widzewa, ale najlepszy okres w jego karierze wiąże się w występami w drużynie Legii Warszawa, do której przeszedł w 1985. Zdobył Puchar Polski w 1989 oraz wywalczył wicemistrzostwo Polski w 1986. W 1988 z 20 bramkami zdobył tytuł króla strzelców ligi. W 1989 przeniósł się do szkockiego zespołu Celtic Glasgow, gdzie mimo kilku dobrych występów ostatecznie nie spełnił oczekiwań. Rozegrał tam 48 ligowych spotkań i strzelił 10 bramek. W 1992 przeniósł się do angielskiej drużyny Bristol City, w której występował do 1993. Karierę zakończył w 1997 r. jako zawodnik Polonii Warszawa.

W reprezentacji Polski rozegrał 63 mecze (lata 1981-90) i strzelił 20 bramek. Brał udział w MŚ w Meksyku w 1986.

Kamil Kosowski - powołania na kredyt

Kamil Kosowski, grając najpierw w Górniku Zabrze, a później Wiśle Kraków, zapowiadał się na bocznego pomocnika światowego formatu. Jego rajdy lewą stroną boiska siały zamieszanie nie tylko wśród krajowych rywali, ale robiły furorę także w europejskich stadionach, a popularny "Kosa" miał spory udział w wyeliminowaniu przez krakowian w rozgrywkach Pucharu UEFA tak uznanych firm jak Real Saragossa, AC Parma, czy Schalke 04 Gelsenkirchen.

W 2003 r. zawodnik tak bardzo chciał opuścić polską ligę, że Wisła nie była w stanie już go zatrzymać. Zainteresowanych usługami Kosowskiego było mnóstwo klubów, ale krakowianie ostatecznie zdecydowali się na wypożyczenie go do FC Kaiserslautern. W Bundeslidze "Kosa" furory nie zrobił i szybko stracił miejsce w składzie "Czerwonych Diabłów". Zamiast jednak wziąć się solidnie do roboty piłkarz cały czas narzekał na zagranicznych trenerów, którzy jakoby nie poznali się na jego talencie. Te skargi były o tyle zasadne, że za selekcjonerskiej kadencji Pawła Janasa piłkarz miał stałe miejsce w kadrze bez względu na prezentowane umiejętności.

Po nieudanej przygodzie z Kaisersluatern "Kosa" postanowił szukać szczęścia w II lidze angielskiej. Choć w Southampton była spora polska kolonia, to jednak Kosowski nie zdołał zaaklimatyzować się na Wyspach Brytyjskich. Przez cały czas grał jednak w reprezentacji Polski wzbudzając swoimi słabymi występami jedynie ogromne kontrowersje. Trener Janas długo stawiał na swojego pupila i dopiero w trakcie finałów mistrzostw świata przejrzał na oczy, odsyłając zawodnika po nieudanym inauguracyjnym meczu z Ekwadorem na ławkę rezerwowych.

Po niemieckich finałach MŚ Kosowski znów zmienił klub tym razem wybierając grę w Chievo Werona. "Kosa" był pierwszym Polakiem od czasów Marka Koźmińskiego, który wystąpił w Serie A. Od dawna podkreślał, że gra we Włoszech zawsze była jego marzeniem. W jednej z najsłabszych drużyn tamtejszej ekstraklasy (zaledwie jeden punkt w sześciu meczach) Polak znów nie gra jednak pełnych spotkań (zaledwie raz zaliczył na boisku całe 90 minut) odstając fizycznie od kolegów z zespołu. O zawodniku zapomniał nowy selekcjoner kadry Leo Beenhakker, który ani razu nie dał mu szansy gry w narodowych barwach. Może to podziała na "Kosę" jak zimny prysznic, gdyż po wyjeździe z Polski cały czas rozmienia swój nieprzeciętny talent na drobne, wzbudzając zarówno swoją grą jak i zachowaniem poza boiskiem kontrowersje tak wśród kibiców jak i fachowców.

Urodził się 30 sierpnia 1977 r. w Ostrowcu Św. W reprezentacji Polski rozegrał 46 meczów strzelając 4 gole. Dwukrotny mistrz kraju i zdobywca Pucharu Polski w barwach Wisły Kraków, za granicą bez sukcesów, choć zdążył zaliczyć już występy w lidze niemieckiej, angielskiej i włoskiej.

Jarosław Galusek, Andrzej Grygierczyk, Rafał Musi

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

W sporcie to jest tak, łaska kibica na pstrym koniu jeździ, a chamstwo, grubiaństwo i talent często idą w parze a to w efekcie daje koktajl w postaci bardzo dobrego grajka! i takich przykładów można byw wymienić tysiące!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.