
Po raz drugi w karierze staną przed szansa zwycięstwa w turnieju rangi Masters (ATP 1000). W zeszłym roku triumfowali w Paryżu.
W półfinale pokonali austriacką parę Julian Knowle i Juergen Melzer 6:1, 6:4. Polacy dominowali przez całe spotkanie. - Byliśmy znacznie lepsi - powiedział po meczu Fyrstenberg. Poza pierwszym gemem, praktycznie prowadziliśmy grę przez cały mecz.
Fantastycznie funkcjonował nasz return i serwis. W swoim 24. finale ATP zmierzą się z Francuzami Julien’em Benneteau i Jo-Wilfred Tsonga. - To debel kompletny - przyznaje Matkowski.
Tsonga dysponuje świetnym serwisem, pewnie gra z końca kortu. A Benneteau, oprócz rowie dobrego serwisu, gra dobrze przy siatce - podsumowuje polski deblista. Polacy pokonali już w tym roku parę Benneteau - Tsonga. Miało to miejsce w Rzymie, także podczas turnieju z cyklu ATP 1000.
- To był trudny mecz. Zdajmy sobie sprawę, że i tym razem łatwo nie będzie, ale uwielbiamy takie mecze - mówi Fyrstenberg. Ogromna ranga finału nie przeraża nas, lecz mobilizuje. To nasz drugi finał w serii Masters i mamy nadzieje po raz drugi go wygrać. Mogę zapewnić kibiców, że będziemy gryźć kort - dodaje "Fryta".
Fyrstenberg i Matkowski walczą też o trzeci udział w deblowym turnieju Masters Cup. Od tego roku impreza, podczas której spotykają się najlepsi tenisiści świata (8 singlistów, 8 par deblowych) nosi nazwę ATP World Tour Finals. -
Jest blisko do awansu, ale nie liczymy punktów. Patrzymy tylko na kolejny mecz w turniejowej rozpisce na kolejny dzień - przyznaje Fyrstenberg. - W zeszłym roku rywalizowaliśmy o Masters z brazylijską parą Melo-Sa. Widzieliśmy ich wiele razy jak siedzieli z komórkami w rękach i liczyli punkty w rankingu. Mnożyli, odejmowali, dodawali. Śmieliśmy się z Marcinem, że śledzą wyniki innych bardziej niż swoje. No i nie awansowali - dodaje.