Facebook Google+ Twitter

Gadali na Hali (i nie tylko): fasolka a sprawa polska

W przestrzeni miejskiej z domu do pracy i z powrotem poruszam się rowerem od marca (kiedy stopnieją śniegi) do listopada-grudnia (kiedy śnieg znów spadnie).

Nie spieszę się na tramwaj, ani nie biegnę zobaczyć, czy moje auto jeszcze stoi na parkingu. Z siodełka roweru łatwiej jest obserwować i uczestniczyć w życiu toczącym się na ulicach. Dzisiejszy dzionek od rana stoi jednak pod znakiem lekkiego, ledwo uchwytnego absurdu.

No to jazda...
Poranna jazda do pracy: mijam codziennie te same osoby na tych samych rowerach i według miejsca ich spotkania ustalam czas względny. Ale dzisiaj nie pokrywał on się z czasem rzeczywistym. Jakby wszyscy byli spóźnieni, na bakier z czasem... Ogorzały człowiek w okularach na pl. Teatralnym niemal chwyta mnie w objęcia, żebym nie wjechał na ruchome szyny. Kilku facetów ubezpiecza kilkunastometrowy kawał stali, który sunie po betonie, czemu towarzyszy melancholijny skowyt. Przy stojaku rowerowym krótka rozmowa z koleżanką i kolegą z pracy. Wspólnie zastanawiamy się, jaki sens mają darmowe przejazdy komunikacją miejską, jeśli trzeba w razie kontroli okazać dowód rejestracyjny. Przecież to wciąż promowanie posiadania samochodu.

Pół minuty
Narzeczony córki koleżanki wozi narzeczoną na kierownicy roweru, bo ona boi się jeździć sama. Czy to nie bardziej niebezpieczne? – pytam retorycznie. W pracy kierownik musi wyskoczyć na miasto, bo inaczej nigdy nie wyrobi sobie nowego paszportu. Kiedy wraca, minę ma nietęgą: musiał zapłacić 5 zł za znaczek skarbowy i 140 zł za wyrobienie nowego dokumentu. Łącznie 145 zł. Kilka dobrych książek. A jeszcze ile problemów ze zdjęciami. Spotkał tam już po raz trzeci zdesperowaną rodzinę, która chce wyrobić paszport swojemu trzyletniemu dziecku, ale jak zmusić brzdąca, żeby z kamienną twarzą siedział pół minuty u fotografa gapiąc się w jeden punkt? A urzędnicy mają wzór, przykładają fotografię i – do poprawki!

Szpaki kradną
Po pracy drobne zakupy na Hali Targowej. Co tam ludzie gadają? Cóż, nie słychać nawet komentarzy odnośnie bieżących wydarzeń, chyba lud się uodpornił na te ciągłe zmiany. Trzeba ludzi dopiero pociągnąć za język, żeby coś powiedzieli. W zamyśleniu przystaję i gapię się na zgniłą fasolkę, którą sprzedaje starowinka na gazetach. - Kupi pan, kupi pan – powtarza. - No dobrze, pani da – rozpoczynam rozmowę, a dalej już samo idzie. - Jeszcze winogronka mam, dobre, słodkie, po dwa złote, sama zbierałam. Ale szpaki kradną. - A, szpaki – powtarzam. – Żonie dam fasolę, może ugotuje, czy coś. - A tak, ugotuje, z boczkiem, na mięso, kiełbasą niech zaprawi, doprawić. Dobre jest jak nie wiem. Dzieci macie już? - Nieee – zaskoczony śmieję się. - Nie? A po diabła, co? A mieszkanie jest? - Tak, na szczęście.

Bliźniaki i Doda

– A pani z Wrocławia? - Tak. - A co pani sądzi z tym Lepperem? – tym razem ja zaskakuję pytaniem. - Ale panie, jaki to obciach. Jak się nie wstydzą, nie? A czy on nie jest Żyd, ten Kaczyński? Co? - O, tego to ja nie wiem. - Jak przed wojną było, tak i teraz rządzą Żydy. - A niektórzy mówią, że teraz to dopiero Polacy rządzą. - Niech ich cholera weźmie! Oni mają po 200 tysięcy na miesiąc, a renciści jak ja 740 zł. Co to jest, co? - Dobra, dziękuję bardzo. - Dziękuję. I tak odurzony imponderabiliami absurdalności dnia zwykłego, popijam teraz Książęce Niepasteryzowane, czytając o Węgrach, którzy ostatnio przebijają się do mediów za pomocą palenia Parlamentu i zbiorowego mycia zębów przez dzieci na stadionie. Bliźniakokracja, warcholstwo, Doda Elektroda, Żydy, pożogi, zęby i zgniła fasolka – czyż Europa Środkowa nie ubarwia starej Unii?

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.