Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

10138 miejsce

Gadka o szmatkach. Jak to jest na kursie szycia?

Pierwsze trzy lekcje spędzamy, z przejęciem dłubiąc igłą w kawałku materiału. „Która odważna i siada do maszyny?” - pyta prowadząca. Przemysłowa Juki jest jak samochód: zbyt mocno dociśniesz pedał, a przejedzie palec.

Juki - maszyna do okiełznania / Fot. Towarzystwo Wiedzy PowszechnejMimo że wciąż powstają nowe grupy nauki kroju i szycia od podstaw, na miejsce czekałam pokornie w kolejce. Piszę: pokornie, bo jeszcze pod koniec XX wieku hasło „kurs zawodu” wywoływało wiadome skojarzenia. Wystarczyło jednak kilka świetlanych lat transformacji ustrojowej oraz unijnej, by maszyna do szycia kojarzyła się równie szlachetnie jak na przykład komputer.

Za igłą
Nasza grupa, która ruszyła w lutym, jest spora: liczy 11 osób. Przekrój wiekowy: od 16 do 50 roku życia. Przekrój społeczny: od uczennicy do siostry zakonnej. Zajęcia organizuje Towarzystwo Wiedzy Powszechnej, w Centrum Kształcenia Praktycznego przy ul. Strzegomskiej 49 a (w pobliżu stacji Wrocław Mikołajów). Zaczynamy o 16.45, ale maszyny dziarsko stukają już od 16.00. Można prywatnie skrócić sobie spodnie, czy obrzucić brzegi overlockiem. Robótki wciągają! Około godziny 18 prowadząca, nazywana po prostu „panią Danusią”, zarządza przerwę i z rozbawieniem obserwuje, że nikt nawet nie drgnął. I tak dwa razy w tygodniu, aż do godziny 19.30, uczymy się szyć pojedyncze elementy, a w końcu całe wyroby.

Pani Danusia ma ogromne doświadczenie i cierpliwość, bo na co dzień uczy w szkole zawodowej. Wymaga dokładności. Rzadko siedzi za biurkiem, wciąż spaceruje między ławkami, przyjmując skargi i wnioski i wychwytując omsknięcia: „Oj, kotuś, a co to za fale Dunaju? Prujemy. Nie ma! Szyjemy od razu tak, jak ma być”. A kiedy „jest okej!”, to znaczy, że strzępiące się szmatki zaczynają przybierać kształty użytkowe. Powstają prawdziwe zaszewki, paski, zamki kryte. Maszyna, którą nazwałam elektrycznym mordercą, daje się prowadzić. Szyje mocno i pewnie. Złamałam za to igłę w trakcie szycia ręcznego i przy wtórze chóralnego śmiechu zgromadzonych dowiedziałam się, że to pierwszy taki przypadek.

Czas a pieniądz
Mierzymy, kroimy... / Fot. Towarzystwo Wiedzy PowszechnejWarsztat przy Strzegomskiej jest pełen skarbów, jak: worki kolorowych guzików, motki nici, szmatki. Uwielbiam taki widok! Są tam poza tym straszliwe wykresy z serii „Forma podstawowa”, tablice i przyrządy geometryczne. Na początku każdych zajęć pani Danusia wyjmuje z szafy podstawowe narzędzia i rozkłada kram, gdzie każdy zaopatruje się w potrzebne pomoce: ołówek, nożyczki, igły, szpilki itd. Niczego nie trzeba przynosić z domu, z wyjątkiem materiału na swoją własną spódnicę i bluzkę, bo właśnie te dwa wyroby mają planowo powstać na kursie podstawowym.
W przeliczeniu na godziny, kurs nawet nie jest drogi (800 zł za 70 godzin, razem z wpisowym). Bardziej odczuwa się wartość samego czasu. Każda z nas brnie przez słynne „strzegomskie” korki z silną motywacją, by zdążyć na czas. Czas leci jak szalony, więc opuszczenie kilku minut lekcji może oznaczać, że się jest się już spóźnioną o jedno ćwiczenie. Żeby powstało przyzwoite ubranie, trzeba się dobrze napocić: wykończenie i drobiazgi pożerają czas. Kiedy zdarza się kłopot techniczny, do nauczycielki ustawia się kolejka. I znowu liczymy czas. Dorosłego człowieka, który po latach wraca do szkoły, nawiedza nagle wiele złotych myśli.

Żyłka krawiecka, czyli hołd dla babci
Skąd się tu właściwie wzięłyśmy? Z ciekawości, z przezorności, z powodów praktycznych, bo własnoręczne wszycie zamka to jednak duża oszczędność, a w sklepach dość już wyrobów szytych na jedno kopyto. Ale z pogaduszek przy maszynach wynika, że gdzieś w tle takiego wyboru stoją często – babcie. Babcie – krawcowe, które w swoich mieszkaniach z wielkiej płyty miały głębokie pawlacze, a w nich gładkie pakiety materiałów „gat. I”, kupowanych jako okazja, i zapasy nici, gumek i wyprutych zamków. Pracowały na ręcznych i nożnych Łucznikach, które są nie do zdarcia. Szyły żakiety, fartuszki, ściereczki i szorty dla wnuczek, dokładając wszelkich starań, by zrozumieć współczesną modę. My pod koniec kursu dostaniemy certyfikat, babcie na ogół nie miały świadectw, a potrafiły wszystko.

Do końca naszego kursu zostało pięć zajęć. Spódnice już za nami. Dzisiaj będziemy wszywać do bluzek kołnierze ze stójką. Kto chce, zapisze się w maju na kurs dla średniozaawansowanych, gdzie szyje się sukienki. Wiele osób pyta o portki. Siostra Weronika spodnie już uszyła, a teraz, nad zwojem materiału, marzy o kursie szycia habitów. Jeśli by się zebrała grupa uparciuchów, to kto wie.
Aleksandra Solarewicz

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Proszę nie bać się maszyny. Te kursowe są akurat przemysłowe, ale ich obsługę też można opanować. Najważniejsze mieć w domu lżejszy model, na przykład babcinego Singera albo już zupełnie nową, lekką maszynę, byle nie chińszczyznę, i tam ćwiczyć równe ściegi. Ja dzisiaj złamałam kolejną igłę, ale co miałam uszyć, tom uszyła.

Komentarz został ukrytyrozwiń

W obiekcie przy ul. Strzegomskiej bywam od czasu do czasu, ale o kursie szycia nawet nie pomyślałam. Umiem przyszyć guzik, coś podwinąć i ... wystarczy:) Zaliczam się do grupy osób, które za każdym razem, siadając do maszyny, miałyby "przejechany palec".
Jestem za to pełna podziwu dla pań szyjących i poszerzających swoja wiedzę i umiejętności w tym zakresie. Brawo!
W bardzo ciekawy sposób napisany tekst.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.