Facebook Google+ Twitter

Gaider i jego "Dragon Age. Utracony Tron" pozostawiają niedosyt

Jest bardzo dobrze, a jednak mogło być lepiej. Najnowsza powieść Davida Gaidera, jednego z najlepszych scenarzystów gier komputerowych to z jednej strony doskonała i wartka akcja, z drugiej nudne dylematy emocjonalne głównych bohaterów.

 / Fot. PromoObawiałem się sięgnąć po "Dragon Age. Utracony Tron". Mając w pamięci fatalną powieść "Sacred. Anielska Krew", bodajże ostatnią wydaną przez Fabrykę Słów, opartą na uniwersum gry komputerowej, sądziłem, że "Dragon Age. Utracony Tron" może bardzo łatwo powtórzyć los poprzedniczki.

Nie przekonywało mnie nawet nazwisko autora, Davida Gaidera. Gracze kojarzyć go mogą z pracy nad "Baldurs Gate 2. Cienie Amn", "Neverwinter Nights" lub wyśmienitego 'Star Wars. Knights of the Old Republic". Jednak mimo że jest on głównym scenarzystą święcącej triumfy na listach przebojów gry "Dragon Age. Początek", wydarzenia opisane w jego książce w bardzo niewielu kwestiach nawiązują do gry. I to jest ogromny atut tej książki. Akcja powieści rozgrywa się w królestwie Fereldenu, nad którym władzę objął Uzurpator, tym samym skazując prawowitą królową oraz jej młodego syna na wygnanie. Królowa Rebeliantka zmuszona walczyć o powrót na tron skupiła koło siebie setki mieszkańców królestwa gotowych walczyć w obronie ich ziemi i królowej. I kiedy wszystko idzie zgodnie z jej planami, zdrada jednego z bannów prowadzi do śmierci przewodniczki powstania. Z rzezi, jaką urządzili żołnierze zdrajcy, żywcem udaje się ujść tylko młodemu, niespełna 18-letniemu księciu Maricowi. Wydarzenia, jakie przynieść mają następne lata odmienią historię całego Fereldenu.

"Utracony Tron" cechuje wartka akcja, która, gdy zdaje się, że już bardziej wartka być nie może, przyspiesza ponownie. Podróże przez niedostępną Głuszę Corcari tylko z łukiem i kołczanem strzał, bitwy o uzyskanie kontroli nad miastem i walka z Mrocznym Pomiotem wypełniającym zapomniane korytarze kopalń krasnoludów to jedynie strzęp historii Marica oraz jego przyjaciół. A ci zostali świetnie dobrani przez Davida Gaidera. Pomocną dłonią służy mu Loghain, kłusownik, który nigdy nie przypuszczał, że mógłby stać się jednym z najsławniejszych wojowników rebelii oraz Rowan - córka wielkiego dowódcy wojennego. Rowan, przeznaczona Marikowi od najmłodszych lat, jest zarówno wojowniczką, jak i ciepłą, pełną wrażliwości kobietą.

Niestety historia miłosnych rozterek Marica, Loghaima oraz Rowan jest napisana bardzo naiwnie i banalnie. Gaider wyraźnie przywykły do opisywania epickich bitew, pościgów oraz mordów, całkowicie nie odnajduje się w scenach miłosnych. Właściwie już po pierwszej scenie rozmowy pomiędzy trójką rebeliantów czytelnik doskonale wie kto będzie cierpiał, kto się w kim zakocha, a kto poświęci się w imię "większego dobra". Słowem - beznadzieja. Na szczęście sceny te nikną przytłoczone akcją pędzącą niczym królewski ogier i czytelnik po chwili niesmaku, wraca do lektury z przyjemnością.

Gdyby tej książki nie pisał Gaider, byłbym bardziej niż zachwycony. A tak - jestem jedynie pozytywnie zaskoczony wartką akcją i doskonałym sportretowaniem głównym bohaterów. Ale po scenarzyście "KotOR"oraz "Baldurs Gate 2" spodziewałem się więcej.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Może się orientujesz czy tylko gracze czytają tego typu książki? I czy jeśli ktoś nie gra, spodobałaby się jemu ta pozycja?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.