Najmłodszy ma 10 lat, najstarszy nie skończył 16. Potem wypadają z biznesu. Nie spotka się ich w ofercie poznańskich domów publicznych, ale są wszędzie. Ci, którzy znajdą swoich „opiekunów”, mogą mówić o szczęściu. Reszta jest zdana sama na siebie.
Dzielnicowy ma nie widziećChwaliszewo, godz. 10.30. Zaułek starej kamienicy, jakich wiele w Poznaniu. – To tutaj. Na drugim piętrze mieszka Lolo. Jeśli otworzy Ci drzwi, powiedz, że przychodzisz od Czarnego. Wtedy masz szansę – podaje ostatnią instrukcję niski, ospowaty chłopak. Czarny, jak twierdzi, zna wszystkie najlepsze dziwki w mieście. Lolo to jego znajomy i opiekun dla „małych z Chwaliszewa”. „Mali” to w półświatku nieletni oferujący seks za pieniądze. – Jak skończysz szesnastkę, to wypad. Nie jesteś już żaden „mały” i ja się tobą opiekować nie będę – zaczyna opowieść Lolo. Nie wstydzi się ani niczego nie obawia. Jak mówi, poznańska policja dobrze wie, kto i gdzie sprzedaje „małych”. – I nic z tym nie zrobią, bo im się nie opłaca –rechocze gruby mężczyzna o przepitych oczach.
Lolo ma jeszcze dwóch szefów i to oni mają się rozliczać z policjantami. Biorą przede wszystkim dzielnicowi, głównie za to, żeby nie widzieć, nie przychodzić, a jak trzeba, to dać dobrą opinię do szkoły czy sądu. Zresztą nawet nie mieliby co napisać, bo większość tych dzieciaków nie ma czasu na okradanie aut na zachodnich numerach ani na wybijanie szyb w oknach sąsiadów. „Mali” pracują niemal każdego dnia i o każdej porze.
– Są tacy, wiesz, ci z teczkami i krawatami, w drogich garniturach, co to lubią, jak im się obciągnie przed pracą. Wtedy lepiej podliczają słupki w tych swoich bankach – ciągnie Lolo. – Są też „stałki”, czyli ci, którzy przychodzą regularnie. W końcu mamy „dojczów”, czyli kolegów z zagranicy – wymienia klientów swojego burdelu. Do jego trzypokojowego mieszkania prowadzi obskurna, pomazana fekaliami i flamastrami klatka schodowa. Nikomu to nie przeszkadza. Wchodzą nerwowo, zasłonięci gazetami, z obawą, że spotkają znajomego, który potem będzie niewygodnie pytał, po co bywa się w tym budynku. Wychodzą zadowoleni, ze schowaną pod
pachą gazetą.
Cały artykuł przeczytasz na stronie
Polska The Times.