Facebook Google+ Twitter

„Galgenberg” Agaty Dudy-Gracz – w oparach absurdu

Agata Duda-Gracz dokonała autorskiej adaptacji wybranych wątków z dramatów belgijskiego pisarza Michela de Ghelderode`a w Teatrze im. Juliusza Słowackiego w Krakowie, ukazując piekło życia pod mikroskopem.

Krzysztof Piątkowski w spektaklu "Galgenberg" / Fot. Materiały prasowe Inscenizacja zaprojektowana przez reżyserkę młodego pokolenia, Agatę Dudę-Gracz, nie daje miłego doświadczenia obcowania z pięknem, z jakim zwykło się kojarzyć sztukę. Współczesny teatr zdążył już jednak oswoić widza z awangardową formą, która przemawia nowym językiem. Zadomowił się już do tego stopnia, że teatr absurdu można już określać mianem klasycznego. Obraz sceniczny, zrealizowany pod tytułem Galgenberg oparty na motywach sztuk Michela de Ghelderode`a, nosi znamiona tego gatunku, ale zarazem przybiera oryginalną postać na skutek artystycznych zabiegów, przywołujących tradycyjne formy dramatu. Wybrane wątki z utworów Mroczny gość, Wędrówki mistrza Kościeja, Kobiety u grobu, Panna Jair składają się na ciąg scen, które spaja niepodlegająca zmianom scenografia, zainspirowana malarstwem Breughla.

Scena Miniatury wprowadza w ciemną otchłań podziemnego świata, w którym znalazły się zużyte rzeczy, tworzące „Galgenberg” Agaty Dudy-Gracz / Fot. Materiały prasowe przestrzeń chaosu, brudu i zagrożenia. Tytuł przywołuje atmosferę Szubienicznej Góry, dominującej nad Marolles, miastem Breughela. Poszczególne rekwizyty, jak wanna, wózek, maglownica, biurko, będące przedmiotami użytku cywilizacyjnego, nie pełnią swej właściwej funkcji, legły w bezładzie. Jednolitość czerni i szarości kostiumów oraz scenerii uwidacznia skrawek życia o tonacji niezwykle ponurej. Mdłe światło wydobywające z ciemności pokraczne istoty ludzkie tworzy atmosferę ciężką, dziwaczną, odsłaniającą ohydę sponiewieranych figur. Zharmonizowanie oprawy muzycznej z efektami świetlnymi, wprowadzającymi niepokój i grozę oraz naturalistyczną scenografią potęguje odczucie dramatu egzystencjalnego człowieka, obrazuje okoliczności jego upadku.

Targane niskimi emocjami, przede wszystkim strachem, agresją i nienawiścią nieszczęsne figury zostały napiętnowane grzechem. Trudne zadania aktorskie stanęły przed Martą Konarską, Tomaszem Międzikiem, Rafałem Dziwiszem, Maciejem Jackowskim, Sławomirem Rokitą, a zwłaszcza wykonującym akrobacje Krzysztofem Piątkowskim. Wymagały one ekspresywnego odgrywania kilku różnych postaci pozbawionych indywidualnego charakteru, manekinów poruszanych podstawowymi instynktami swej małej ludzkiej natury. Zgangrenowani reprezentanci ludzkości bezwiednie zadają ból, gwałcą, rabują, mordują. Wulgarność dialogów podkreśla znikczemnienie istot, których szlachetne wizje czy idee, na przykład religijne, jeśli kiedykolwiek zaprzątały ich dusze, zostały strywializowane, unieszkodliwione. Zrozpaczone towarzystwo paraliżuje strach przed śmiercią, którą bezwolnie sprowadzają na swych bliźnich. Użalanie się nad swym losem nie objawia perspektywy odrodzenia, odbicia się od dna.

Spektakl maluje obraz zepsucia wyjątkowego, odrażającego, skupia jak w soczewce zło, którego sprawcą jest człowiek. Widz patrzy na tę rzeczywistość przez soczewkę zakopconą pesymizmem i ulega odczuciu podłości egzystencji. Pełna dysonansów gra wszystkich artystów wyprowadza z równowagi. W konsekwentnie realizowanej całości znać zamysł reżyserki, prowadzący w stronę moralitetowych odczytań, odmiennych jednak zasadniczo od prostoty średniowiecznych przekazów. Dreszcze przerażenia i poczucie niesmaku wobec zainscenizowanych zdarzeń otwierają na duszę chorego człowieka, wyciągającego nad grobem zrozpaczone dłonie, ale niezdolnego do modlitwy przynoszącej ukojenie. Jego wołanie z głębokości nie ma wymiaru pokutnego, odbywa się w metafizycznej pustce. Bohaterowie od początku do końca pozostają kanaliami.

Scena finałowa spektaklu "Galgenberg" Agaty Dudy-Gracz / Fot. Materiały prasowe Najlepsza pod względem scenicznego wyrazu jest bez wątpienia scena finałowa, gdy ciała uciszonych przez śmierć bohaterów pokrywa piasek. Harfa utworzona przez strugi złotych ziarenek przywołuje nieobecną w przestrzeni Wyższą Instancję, którą Jan Kasprowicz, kreśląc ziemski padół łez i grzechów, postrzegał jako Nieśmiertelnego obojętnie „proch gwiazd przesypującego w Swej klepsydrze złotej”. W wyciszeniu tej sceny widz nie doznaje oczyszczenia. Zdaje się ona unicestwiać biblijną perspektywę. Jednak finał tańca śmierci nie uchyla iskierki nadziei - z ciemności wyłaniają się snopy jasnego światła.

Spektakl Galgenberg przynosi uznanie dla wykonania dramatycznych scen oraz artystycznej realizacji spełniającej zamierzenia inscenizatorów. Demaskuje właściwe źródła nieszczęść ludzkich, decydujących o sponiewieraniu godności człowieczej.

Galgenberg, na motywach sztuk Michela de Ghelderode, adaptacja i reżyseria Agata Duda-Gracz, Teatr im. Juliusza Słowackiego w Krakowie, premiera 26 V 2007 r., recenzja spektaklu z 23 I 2013 r.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (4):

Sortuj komentarze:

Dziękuję. Cieszy mnie, że słowa przemawiają do wyobraźni. Na spektakl zwróciłam uwagę dzięki Rafałowi Sadowskiemu, aktorowi Teatru Słowackiego - skutecznie odżegnał mnie od innych krakowskich propozycji, których jest bez liku w tej swoistej stolicy teatralnej.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dołączam się do zasłużonych pochwał dla p. Adrianny. Świetnie napisane! Cieszę się też, że zwróciła Pani uwagę na spektakl tej reżyserki. Agatę Dudę-Gracz obserwuję od kilku lat. Polecam przy okazji niesamowity spektakl wyreżyserowany przez nią we Wrocławiu "Ja, Piotr Riviere..." (pełny tytuł znaaaacznie dłuższy :-)).

Komentarz został ukrytyrozwiń

Recenzje Pani Adrianny mają to " coś" co przenosi mnie ,czytelnika na widownię . Jestem pod wrażeniem .

Komentarz został ukrytyrozwiń

Kolejna profesjonalna recenzja.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.