Zapis taki może wprowadzać czytelników w błąd. Polskie prawo autorskie zezwala użytkownikom na kopiowanie opublikowanych materiałów i używanie ich do tak zwanego prywatnego użytku domowego. Oznacza to, że czytelnikowi wolno (zgodnie z prawem) skopiować każdy z wykupionych uprzednio artykułów i przekazać go na przykład członkom najbliższej rodziny lub znajomym. Nie potrzeba do tego uprzedniej zgody wydawcy. Artykuły wolno kopiować w dowolny sposób (np. drukować, zachowywać kopie na twardym dysku lub na płytach CD) i dzielić się nimi z osobami, z którymi czytelnik pozostaje w "związku osobistym" (Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych, Art. 23., pkt. 2).
Agora - wydawca "Gazety Wyborczej" - rzetelnie i uczciwie informuje o tych prawach na stronie internetowej Gazety, gdzie - w sekcji
Zasady korzystania z portalu Gazeta.pl - w punkcie 4. wyraźnie zaznaczone jest, iż: "Użytkownicy mogą korzystać z Portalu oraz z utworów i baz danych wyłącznie w ramach dozwolonego użytku, wyznaczonego przez przepisy ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych oraz ustawy o ochronie baz danych, przy czym takie korzystanie nie może naruszać normalnego korzystania z utworu lub bazy danych lub godzić w słuszne interesy AGORY oraz podmiotów, których utwory lub bazy danych - na podstawie współpracy z AGORĄ - są udostępniane na stronach Portalu."
Tym bardziej dziwi brak podobnej adnotacji pod płatnymi materiałami pochodzącymi z archiwum. Zwykłe przeoczenie, czy zróżnicowane traktowanie różnych typów klientów? Tego nie wiadomo - wydawca nie zechciał odpowiedzieć na moje - wysłane ponad miesiąc temu - pytania.
Gazeta walczy o dobro klienta
Cała sprawa jest tym dziwniejsza, iż sama Wyborcza opisała niegdyś podobne praktyki stosowane przez firmy produkujące i rozpowszechniające filmy na płytach DVD. W tekstach
Sprzedawcy DVD straszą klientów i
Kto się przestraszył napisów na płytach DVD? piętnowano podobne zapisy, chwaląc jednocześnie inicjatora skargi wniesionej na dystrybutorów do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Z lektury tych artykułów jasno wynika, że dziennikarze "Gazety Wyborczej" dobrze znają (w każdym razie znali w roku 2006) postanowienia ustawy. Obok dozwolonego użytku własnego, wskazali także na możliwość wykorzystania opublikowanych materiałów do celów edukacyjnych, pisząc - zgodnie z prawdą - że zakupiony film można skopiować i pokazać go kolegom podczas lekcji w szkole. Ten sam przepis odnosi się do artykułów pochodzących z ich gazety - czyżby o tym zapomnieli?
Podczas przeprowadzonego postępowania UOKiK jednoznacznie stwierdził, że praktyki dystrybutorów filmów opisane w "Gazecie Wyborczej" są niezgodne z polskim prawodawstwem i nakazał firmom zmianę napisów na płytach w taki sposób, aby były tam zawarte informacje o przysługujących użytkownikom prawach, wynikających z ustawy. Przeczytać o tym możemy w komunikatach prasowych Urzędu:
Warner Bros zmienia napisy na płytach oraz
Rzetelne informacje dla konsumentówCzy potrzeba aż interwencji UOKiK, aby "Gazeta Wyborcza" przestała wprowadzać w błąd swoich czytelników?
Autor: Maciej Lewandowski