Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

9348 miejsce

Gdy głuchy nie usłyszy...

  • Autor usunął profil

  • Data dodania: 2009-01-12 15:29

Jak większość kobiet wolę chodzić do dentysty niż do ginekologa. Cóż, czasem jednak trzeba... zrzucić ciuszki...

Dwa lata temu moja pani ginekolog zrobiła sobie długie wakacje, musiałam więc zapukać do drzwi do rejonowej przychodni. Udało mi się zapisać na popołudniową godzinę, nie musiałam więc zrywać się z pracy. Super! Wszystko szło zgodnie z planem: nie miałam złych przeczuć ani ponurych snów, bez przygód i znaków z niebios dotarłam na miejsce.

Zdziwiłam się, bo przychodnia wyglądała na wymarłą. Odszukałam okienko rejestracji, w którym tkwiły dwie panie, zatopione w smętnej pogawędce. Trochę czasu minęło, zanim raczyły na mnie spojrzeć. - Do kogo? - ocknęła się wreszcie jedna z nich. - Do doktora X - odpowiedziałam jeszcze z uśmiechem. Panie zmierzyły mnie od góry do dołu. - Kartę ma? - zapytała druga. - Nie ma - odpowiedziałam posłusznie. Przesłuchanie trwało i trwało, a ja z nudów prawie zasnęłam na stojąco. Zdziwiłam się tylko, czemu rejestratorki zachichotały nerwowo, gdy podawałam miejsce pracy. I od tej pory jedna nie spuszczała ze mnie wzroku. - Gabinet 7, kartę ze sobą wziąć - burknęła. Daję głowę, że czułam na sobie ich świdrujący wzrok, dopóki nie zniknęłam im z oczu.

Korytarz przed gabinetem zionął pustką. Dziwne, wszyscy narzekają na tłok w państwowej służbie zdrowia, a tu oprócz mnie tylko muchy na krześle - myślałam. Zapukałam do drzwi, już mniej spokojna niż przed godziną.
Pan X ledwie odpowiedział na moje "dzień dobry" i nie odrywając wzroku od gazety, wyciągnął w moim kierunki rękę. - Karta, karta - ponagliła mnie pielęgniarka. Lekarz rzucił na dokument okiem i pokazał coś swojej koleżance. Nagle odzyskał humor i żywotność. - Przed pracą czy dziś już po? - zarechotał. Dochodziła godz. 19, więc statystyczna Polka jest już po pracy, o co mu chodzi - głowiłam się.

Lekarz zerknął jeszcze raz w kartę, uśmiechnął się do pielęgniarki, i kpiąco rzucił: - To co, znów zrzucamy ciuszki? Czułam, jak krzywa mojego ciśnienia staje się linią pionową. - Mam mieć USG, więc w ciuszkach raczej się nie da - wycedziłam przez zęby. Zaczynałam rozumieć, dlaczego przed gabinetem nie kłębi się tłumek pacjentek. - No dobra, proszę się przygotować do badania - rzucił już trochę grzeczniej, i znów zaczął studiować moją kartę, kręcąc głową. Potem przez kilka minut miotał się po gabinecie, szukając czegoś po szufladach. Nie wytrzymałam - ile można czekać na badania, w dodatku w stroju kurczaka rosołowego.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (11):

Sortuj komentarze:

Super :) A lekarza współczuję...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Trzymaj tak dalej:)
+

Komentarz został ukrytyrozwiń

(+) Fajnie napisane :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

(+) Tekst ciekawy. Gdyby nawet miejscem pracy była agencja towarzyska, zachowanie personelu było niewłaściwe

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 13.01.2009 17:22

(+) dla mnie świetne... Debiut z przytupem...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Szkoda, że takie teksty giną pośród "odgrzewanych kotletów", których cała masa, a nowi autorzy są ledwie zauważeni, bo w tym czasie cyrki się wyprawiają pod tekstami zawiedzionych życiem.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Bardzo dobry tekst! +

Komentarz został ukrytyrozwiń

Za radą żony przeczytałem ten artykuł i muszę przyznać, że jest to jeden z lepszych jakie ostatnio tutaj czytałem.
Bardzo dobry debiut i przy okazji "niezła" historia. Zasługujesz na duży plus.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Plus za artykuł, przeżycia nie zazdroszczę.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Rzeczywiście bardzo mocne, ja zawsze chodzę do babek-ginekologów, przynajmniej nie ma stresu.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.