Facebook Google+ Twitter

Gdy góra chce zabić...

Zrobiłam się senna. Powieki kleiły się do siebie niczym stęskniona para zakochanych. Powoli zaczęło docierać do mnie, co się dzieje. Ja zamarzam! Boże, nie chce umierać, ja mam tylko siedemnaście lat! Oni są starsi weź ich, tylko nie mnie..

Gdy góra chce zabić
ukazuje swą potęgę
temu, który gardzi
rodząc w nim miłość.

Nadszedł listopad. Nadszedł, bo czemu by nie. Liście zaczęły opadać z drzew, zaczęły... bo czemu by nie. Świat stawał się kolorowo-szary. Od września nie byłam w górach. Od września egzystowałam wśród skał bloków, lasów latarni, strumieni ścieków i połonin ludzi, którzy nigdy nie mówią dzień dobry, bo czemu by mieli mówić. Od dwóch miesięcy patrzyłam w niebo pełne gwiazd, wspinając się gdzieś na kolejny marzeń szczyt. Samotnie, na sucho, niezupełnie trzeźwo.

Słońce wisiało wysoko na bezchmurnym niebie. Słupek rtęci twardo nie schodził poniżej dziesięciu stopni ciepła. Promienie bladego słońca delikatnie muskały złote korony drzew. Miasto przez chwilę sprawiło wrażenie martwego. Cisza...Nastała chwila zupełnej ciszy...Ten spokój był zasadzką.

Nie, nie mogłam ulec. Szkoła była ważniejsza, musiałam się uczyć. Hierarchia i harmonia musiały obowiązywać. Sięgnęłam do regału po kolejny podręcznik. Spod wysuwanej książki wprost pod moje stopy spadła mapa Tatr. Podniosłam wzrok. Treki same wychylały się zza drzwiczek szafki na buty. Kurka z utęsknieniem spoglądała w stronę pustego plecaka. Nie wytrzymałam. Chwyciłam za telefon.

- Cześć Krzyśku nie przejechałbyś się może w góry?
Rozmowa była krótka. Oboje nie mogliśmy ani minuty dłużej wytrzymać w tym mieście. Wyjechać jednak mogliśmy dopiero w przyszły weekend. Wybór trasy należał do mnie, on załatwiał transport i ludzi. Świat powoli stawał się górzyście piękny...


Piątek, 12 listopada

- Mamo, tato, jadę w góry.
- Kiedy?
- Chyba w niedziele, nie wiem, za piętnaście minut podam wam szczegóły.
Można sobie wyobrazić miny rodziców siedemnastoletniej dziewczyny, która oświadcza, że jedzie "gdzieś w góry", z czwórką znajomych, w niedzielę o 6 rano, podczas, gdy w telewizji trąbią o radykalnym załamaniu pogody.
Decyzja gdzie, ciąż była nie podjęta, chociaż plany precyzowały się coraz bardziej: Tatry, lub Babia Góra, chociaż ta druga ewentualność tylko i wyłącznie wchodziła w grę, gdy warunki byłyby naprawdę tragiczne.


Sobota, 13 listopada

Kraków. Godzina 11:30. Pełne słońce, brak wiatru, 12 st.C. Idealna pogoda do jesiennych wędrówek po górach. Jednak to wszystko było zbyt piękne. Ta cisza, to może być cisza przed burzą. Miałam złe przeczucia, co do pogody. Po raz kolejny chwyciłam za telefon.

- Cześć Krzyśku. Zmiana planów. Jedźmy na Babią. Nie, nie odbiło mi. Mam złe przeczucia, co do tej pogody. Zresztą, wiesz w jakim stanie są moje kolana, minęło dopiero pół roku do operacji, miałam przerwę w trekkingu. Więc widzimy się jutro o 6. Pozdrawiam. Aha, wiesz, że ja lubię dużo wrażeń? Jak będzie za spokojnie to dorzucę coś od siebie. Cześć!

Z ironicznym śmiechem odłożyłam słuchawkę. Na niebie zaczęły pojawiać się chmury. Uśmiech z mojej twarzy zniknął, pozostawiając ślad ironii i niepewności. Szybkie pakowanie, ciepła kąpiel, dobra kolacja,(bo kto wie może ostatnia w życiu) i do łóżeczka. Nie mogłam zasnąć, jak zawsze przed jakimkolwiek wjazdem. Po kilkudziesięciu minutach powieki moje zaczęły jednak opadać, niczym liście niechciane przez drzewa. Zrobiło się zupełnie cicho i spokojnie, delikatny szum w uszach i stukot serca bijącego w rytm kropel rozbijających się o strychowe okno mojego pokoju. Deszcz?!


Niedziela, 14 listopada

Otwieram oczy. Jest jeszcze ciemno. Mała wskazówka uporczywie wskazuje trzecią kreskę. Krople deszczu niemiłosierni stukają w szybę. Giną, rozbijając się o przeźroczystą taflę szkła. Deszcz. Zbiorowe samobójstwo łez ronionych przez chmury. Jakoś udaje mi się zasnąć wśród tej rutyny. Kolejny raz budzę się o piątej. Nie zamierzam jeszcze wstawać, za oknem, wciąż ciemno. Po kilku minutach ze snu, a raczej czegoś w rodzaju rozleniwionego amoku umysłu wyrywa mnie dźwięk przychodzącego sms’a nakładający się z dźwiękiem budzika. Krzysiek spóźni się godzinę. Czyli mam jeszcze godzinę snu.

Nie zasnęłam już. W tę noc wdała się niespokojna zmienność, identyczna z tym, co działo się na niebie. Z ciężkim sercem zwlekam się z łóżka. Śniadanie, herbata, prowiant, termos, buty, kurtka, rękawiczki, dwie czapki, plecak. Wciąż prześladowało mnie to złe przeczucie, co do pogody. Spodziewałam się, kilku może kilkunastu centymetrów śniegu, chociaż za krakowskimi oknami z szarego nieba kapał deszcz, a rtęć uczepiła się kresek zawieszonych kilka milimetrów nad linią zera.

Sygnał na komórkę. Schodzę na dół. Wsiadam do znajomej Skody. Zaskakują mnie dwie osoby siedząc w środku - Krzysiek i Marysia. Pytam, co z resztą. Gdzie Kuba? Gdzie Agata? Rodzice się nie zgodzili. Załamanie pogody załamało cały plan pięcioosobowej wycieczki. Ruszyliśmy bez nich z przekonaniem posiadania pełnej kontroli. Przynajmniej tak nam się wydawało. Jechało się sympatycznie. Przez dwie godziny nieprzerwanie rozmawialiśmy o górach, o letnich i zimowych wyprawach, o wakacjach. Zrobiło nam się wakacyjnie na duchu. Jedyne, co burzyło idealny spokój były ostrzeżenia przed załamaniem pogody wypływające z martwego głośnika. Bagatelizowaliśmy to całkowicie.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (5):

Sortuj komentarze:

Bardzo dramatyczne opowiadanie, młodzi lubią "zbierać" takie doświadczenia, za które często można zapłacić niestety życiem ...
Dobrze napisane, świetnie się czyta, dużo pięknych metafor ubarwia treść i z powodzeniem zastępuje zdjęcia.

Komentarz został ukrytyrozwiń
2132
  • 2132
  • 11.06.2012 15:08

Szkoda, że żadnego zdjęcia nie ma, chociażby to o których w tekście.

Komentarz został ukrytyrozwiń

@ G.W. dlatego właśnie, to niezwykle wartościowy materiał.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Góra chciała zabić? A nie był to raczej totalny brak zdrowego rozsądku?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Góra, każda, może zabrać życie. Jednak sporo od nas zależy czy jej się to uda. Autorka świetnie przedstawiła grozę sytuacji oraz strach.
Opowiadanie jest WIELKIM ostrzeżeniem. Brawo!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.