Facebook Google+ Twitter

Gdy idealizm staje się własną karykaturą...

Przyznaję się bez bicia: należę do grona niepoprawnych idealistów. W związku z tym wierzę w sens różnych akcji, mających na celu przynajmniej przypomnienie światu o jego problemach. Ba, samej zdarzyło mi się brać w takich udział. Są jednak sytuacje, w których idealizm i chęć poniesienia ofiary staje się swoją karykaturą, przekształcając się tak naprawdę w marketingowe narzędzie.

Wbrew pozorom nie będzie to kolejny tekst o zakończonych już Igrzyskach Olimpijskich w Pekinie. Jako osoba w ogóle nie zainteresowana sportami letnimi nie obejrzałam ani jednego fragmentu zawodów. Nie miało to w sobie nic z bojkotu ani protestu, który nawiasem mówiąc uważałabym za właściwszy w czasie gdy Chiny zostały ogłoszone gospodarzem IO 2008. Oczywiście byłoby pięknie, gdyby walczący o wolny Tybet niedoszli widzowie olimpijskich zmagań pozostali wierni swojemu zaangażowaniu w ten temat również wtedy, gdy na zdobytych medalach osiądzie kurz. Ale to nie miał być tekst o olimpiadzie.

W poszukiwaniu oznak wojny


Przed planowanym na kolejny dzień wyjazdem odwiedziłam centrum Krakowa. Wizyta w kantorze, kilka sklepów, w których uzupełniłam to, czego wśród moich rzeczy ostatnio zabrakło, wreszcie myśl o obiedzie. Wybrałam jedną z kilku działających w Krakowie restauracji "Gruzińskie Chaczapuri". Znam dobrze tę sieć: wprawdzie nie mam zielonego pojęcia na temat tradycyjnej, gruzińskiej kuchni i nie potrafię ocenić stopnia regionalnej autentyczności tego, co dostaję w nich na talerzu, ale restauracje te są łatwo dostępne i jak na krakowskie warunki relatywnie niedrogie.
Zasiadłszy za małym stolikiem zamówiłam upatrzoną w menu potrawę. Czekając na jedzenie uświadomiłam sobie nagle, że jestem w restauracji, która przynajmniej z nazwy jest gruzińska, związana zatem z krajem, o którym w ostatnich tygodniach było w mediach głośno. Zaczęłam się rozglądać. Sama nie wiem czego oczekiwałam: przecież nie czarnych wstążek, żałobnie solidaryzujących się z tragedią w Gruzji. Restauracja to miejsce, w którym człowiek przebywa między innymi dla przyjemności. Powinna być zatem azylem dla swoich gości. Wyraźna żałoba w przypadku tego typu lokali zamiast zachęcać do zainteresowania tematem i solidarności z ofiarami wojny raczej by odstraszała. A jednak ciężko było uwierzyć, by szefostwo restauracji w takim momencie nie zdecydowało się na podkreślenie jakimś szczegółem pamięci o wydarzeniach w Gruzji.

Akt solidarności czy reklama wina?


Nie pomyliłam się: na jednej ze ścian zauważyłam sporych rozmiarów plakat przedstawiający dwie butelki gruzińskiego wina. Przebiegający obok napis głosił: "W związku z katastrofalną sytuacją, spowodowaną wojną w Gruzji, przekazujemy 5% ze sprzedaży win gruzińskich na potrzeby humanitarne".
Patrzyłam na plakat z lekkim zdziwieniem i poczuciem niesmaku. Moja pierwsza reakcja brzmiała: to nie plakat obwieszczający solidarność z Gruzją, to zwykła... reklama.

Do końca posiłku walczyłam ze sobą, by zagadnąć kelnerkę na temat moich obiekcji. Zrezygnowałam: plakat nie był na pewno inicjatywą którejś z mijających mnie co chwila pań, poza tym wydawało mi się, że dość jasno przekazuje on treść. Po powrocie do domu zajrzałam jednak na stronę sieci restauracji "Gruzińskie Chaczapuri". Powtarza ona informację zawartą na plakacie, informując dodatkowo o terminie darmowej degustacji gruzińskiego wina.

Lekkie uczucie niesmaku


Być może całą sytuację oceniam źle. Być może intencje były zupełnie czyste, a ja bojąc się łatki naiwniaczki doszukuję się dziury w całym. Tak naprawdę jednak tego typu sprawy, oceniane przez przeciętne osoby, odbierane są impulsywnie, poprzez proste skojarzenia. Czy zatem plakat informujący o przekazaniu 5 proc. dochodów z win gruzińskich na rzecz potrzebujących ofiar wojny tylko mnie wydał się fatalnym, trącącym obłudą pomysłem na reklamę?

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (13):

Sortuj komentarze:

+) Fakt; trudno uwierzyć w czyste intencje w ten sposób obwieszczane.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Beata pisze:

" Zwróciłaś uwagę na ciekawy problem: gdzie przebiega granica między interesem a bezinteresownością? Odpowiedź na to pytanie jest chyba dosyć prosta: różnica tkwi w intencjach. A te trudno oceniać."

Myślę, że nie w intencjach tkwi rozwiązanie problemu. Te można mieć jak najlepsze a mimo to postępować nieetycznie. W tym wypadku łączenie wprost zysku z pomocą jest naganne i nieetyczne właśnie. I choć brzmi to być może okrutnie, bez względu na intencje.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Rzeczowo. +

Komentarz został ukrytyrozwiń

A w ógle to "Zjawisko" warte nagłośnienia .

Komentarz został ukrytyrozwiń

Namawianie do picia, rozpijanie, czyli wpędzanie w alkoholizm pod płaszczykiem solidarności z wlaczącą Gruzją, to jest SKANDAL. I tyle.
Artykuł mi się bardzo podoba, ale jak dla mnie , to wstęp jest przydługi.

Komentarz został ukrytyrozwiń

(+) bardzo dobrze napisany, ciekawy tekst!
A jeśli chodzi o sens i treść - cóż, nie Ty jedna masz (co najmniej) "mieszane" uczucia...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Wręcz przeciwnie... Dezerter śpiewa: "jest w tym jakiś ponury symbol, że człowiek rozumny właśnie z drewna a nie plastiku produkuje trumny"

Komentarz został ukrytyrozwiń

Alez eliminacja może być jak najbardziej ekologiczna - byle trumienka była drewniana.......

Komentarz został ukrytyrozwiń

;głupi pomysł...na reklamę

Komentarz został ukrytyrozwiń

Asen, zdaje się, że u prezydenta serwowano ostatnio tylko gruzińskie wina.
Jadwigo, politycy sięgają coraz częściej po hasła "ekologiczne". Dobrze, że nie po "humanitarne". Na przykład: humanitarnie wyeliminujemy tych, których poglądy nie są zbieżne z linią partii ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.