Facebook Google+ Twitter

Gdy los ma wobec nas inny plan...

Życie pisze dla nas różne scenariusze. Potrafi nas niemile zaskoczyć w momencie, gdy najmniej się tego spodziewamy. Co czuje człowiek, który w rok po założeniu rodziny, oczekując swojego pierwszego dziecka, słyszy wyrok - wózek inwalidzki?

Figurka z bursztynu / Fot. Anna Hebda - prywatne zdjęciePan Grzegorz był szczęśliwym, młodym człowiekiem. Założył rodzinę, oczekiwał na pojawienie się na świecie swojej pierwszej córeczki. Niestety miesiąc przed jej narodzinami miał wypadek, który odmienił nieodwracalnie jego życie. Usłyszał wówczas, że już nigdy nie będzie samodzielnie chodził...

Co wtedy czuł? Jak sobie poradził w tej sytuacji? Jak dalej potoczyło się jego życie? Tego wszystkiego postanowiłam się dowiedzieć od osoby, która powinna być wzorem do naśladowania dla wielu osób.... Poznajcie Państwo historię człowieka, który mimo swej niepełnosprawności umiał tak połączyć pasję z pracą, by mógł zapewnić byt swojej rodzinie.

Panie Grzegorzu, jak wyglądało Pańskie życie przed wypadkiem?
Pan Grzegorz: Prowadziłem normalne życie. Wspólnie z żoną nie mogliśmy się doczekać, aż urodzi się nasze pierwsze dziecko, byliśmy niecały rok po ślubie... Byliśmy bardzo szczęśliwi... Planowaliśmy nasze życie... Zawsze chcieliśmy mieć dwójkę dzieci... Lubiłem wędkować, pracowałem...

I właśnie w pracy wydarzył się wypadek...
Pan Grzegorz: Tak to był ostatni dzień lipca. Pocałowałem żonę i jak każdego dnia poszedłem do pracy w hurtowni donic. Tego dnia był ogromny rozładunek towaru. Pod koniec pracy poczułem nacisk na klatkę piersiową, ale tylko przez dwie sekundy i wszystko wróciło do normy. Gdy poszedłem odebrać pensję nagle upadłem i niestety już nie wstałem. W szpitalu mnóstwo badań i operacja, która odwlekała się w czasie... Czułem niepewność, a zarazem nadzieję, że wszystko po operacji wróci do normy. Na szczęście moja żona to twarda psychicznie kobieta. Zaimponowała mi swoją postawą, wiernością, wsparciem, którego przecież głównie ona potrzebowała. W takich chwilach na próbę wystawiona jest idea małżeństwa. Moja żona zdała ten egzamin z wyróżnieniem. Nawet lekarze byli pod ogromnym wrażeniem jej spokoju i postawy. Wszyscy dziwili się, że nie urodziła przed terminem.

Rozumiem, że operacja nie przyniosła oczekiwanego rezultatu?
Pan Grzegorz: Ta, operacja zakończyła się porażką. Po 16 dniach takie "prawie zwłoki" przekazano na oddział rehabilitacji. Tam był młody i optymistyczny personel, który zmotywował mnie do działania, do walki. Uwierzyłem, że mimo kalectwa mogę normalnie żyć. Zawsze będę miło wspominał szpital w Sztumie, tam też dowiedziałem się że zostałem ojcem.

Umiejętnie Pan połączył hobby z pracą - zaczął Pan tworzyć z bursztynów śliczne figurki. W Pańskich pracach widać zamiłowanie do tego, prawdziwą pasję. Skąd pomysł, aby się tym zająć?
Pan Grzegorz: Urodziłem się nad morzem. Od dzieciństwa miałem z nimi do czynienia. Uwielbiałem je zbierać. W bursztynach jest coś magicznego, ale nieliczni potrafią to dostrzec- tę chwilę zastygłą w czasie... Ludzie lubią patrzeć na bursztyny, ale nie zawsze wiedzą ile czasu, pasji i cierpliwości trzeba poświęcić każdej jednej figurce.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (5):

Sortuj komentarze:

(odp na pytanie użytkownika Polak)
Pan Grzegorz na wózku porusza się samodzielnie, sam się z niego przesiada i wykonuje wiele czynności samodzielnie.

Komentarz został ukrytyrozwiń
Iskierka
  • Iskierka
  • 11.07.2011 18:53

Zastanawiam się jaką trzeba mieć w sobie siłę...., aby po czymś takim sie podnieść, aby dalej trwać. Zgadzam się w 100% ze stwierdzeniem, że często jedna osoba jest więcej warta niż tłum pełnosprawnych. Z drugiej strony jak często my "sprawni" nie umiemy docenić tego co mamy - nie umiemy cieszyć się każdym dniem, zwykłym porankiem - myslę, że optymizmu, serdeczności i tej "sprawności życiowej" i wieeeelkiego serca możemy sie uczyć od Pana, Panie Grzegorzu - pozdrawiam serdecznie

Komentarz został ukrytyrozwiń
Polak
  • Polak
  • 11.07.2011 13:07

bardzo fajna postawa i te warsztaty bezpłatne dla dzieci i młodzieży, a pewnie dla każdego zainteresowanego też.
Przypadek dziwny, coś boli w klatce piersiowej i nagle...wózek. Pierwsze o tym słyszę.
A pan na wózku porusza się samodzielnie czy tylko na nim siedzi, a resztę wykonuje ktoś inny? To ważne, bo wózek wózkowi nie równy. Jak ktoś sam jeździ na wózku to dramatu nie ma, ale jak jest się zdanym na innych, to sytuacja jest zupełnie inna.

Komentarz został ukrytyrozwiń
Mariusz
  • Mariusz
  • 10.07.2011 21:02

Ja również pozdrawiam Pana Grzegorza. Bardzo dobry wywiad, Ania ma naprawdę duży talent :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pozdrawiam Pana Grzegorza. Gratuluję wywiadu Aniu:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.