Facebook Google+ Twitter

Gdy półki świeciły pustkami

Co roku przed Bożym Narodzeniem, gdy wieszam ozdoby choinkowe, przypominają mi się tamte czasy. Czasy kartek, pustych półek, daremnego stania w kolejkach po towar, którego wiecznie brakowało.

Kiedy omawiam z uczniami wiersz Tadeusza Różewicza "List do ludożerców", zawsze nawiązuję do stanu wojennego podczas analizy fragmentu:

"Kochani ludożercy
nie wykupujcie wszystkich
świec sznurowadeł i makaronu"

Pytam uczniów, co wiedzą na temat stanu wojennego, o czym mówili im rodzice. Najczęściej w wypowiedziach pojawiają się informacje o pustych sklepach i kolejkach.
- Był tylko ocet i musztarda - mówi jeden.
- Wszystko było na kartki - dodaje drugi.
- A my jeszcze taką kartkę mamy, jutro przyniosę do szkoły i pokażę.

Wtedy opowiadam nieco więcej o reglamentacji, społecznych kolejkach, o tym, jak kupowało się to, co do sklepu rzucili, niekoniecznie najbardziej potrzebne. Jak przed sklep podjeżdżał samochód dostawczy, a ludzie ustawiali się, nie wiedząc jeszcze, co będzie można kupić. Czasem były to świece, choć niepotrzebne, bo poprzednio też akurat na nie się trafiło. A nie było makaronu, choć bardzo by się przydał. Czasem długo się stało, a odchodziło z przysłowiowym kwitkiem, bo towaru zabrakło.

- Jest taki sklep na ulicy Witosa, która wtedy nazywała się Dzierżyńskiego, niedaleko świateł.
- Sportowy? - pyta jeden z uczniów. Ustalamy, że to ten.
- Wiecie, co w nim kiedyś sprzedawano? Materiały. A w stanie wojennym, kto wie, co tam można było kupić?

Wieszak do ozdób choinkowych jedynym produktem w sklepie pełnym półek. / Fot. Jola PaczkowskaI tu pokazuję im maleńki rekwizyt.
- Tam był mięsny! - wykrzykuje jeden z uczniów. - Bo ten przedmiot symbolizuje puste haki.
- To jest znak zapytania - mówi jakaś uczennica. - Czyli nigdy nie było wiadomo, co dostaniesz.
- Poniekąd masz rację - odpowiadam.

Otóż pewnego dnia weszłam do tego sklepu, za długą ladą stały dwie sprzedawczynie, półki świeciły pustkami, ludzi nie było. Ale można było coś kupić... W małych foliowych torebkach zapakowane były takie oto haczyki, wieszaki do ozdób choinkowych. Były w sklepie jedynym towarem (sic!). Co roku od tamtej pory, gdy biorę je do ręki, wieszając ozdoby choinkowe, przypominają mi się tamte ponure czasy.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (11):

Sortuj komentarze:

(+) Świetne ! W pigułce, krótko, wymownie...
Wyzwaniem dla mnie jest to, że w żaden sposób nie potrafię uzmysłowić moim dzieciom materialnej nędzy tamtego okresu.One po prostu nie potrafią wyobrazic sobie pustych półek, wczuc sie w tamten klimat. O ile u Macka rocznik 1989 jest to bardziej zrozumiałe, o tyle u Kasi (1984) już mniej, bo ona dorastała przez kilka lat wśród pustych półek. Pociesza mnie jednak fakt, że w tych trudnych czasach potrafilismy razem z zoną roztoczyć nad Kasią wielki parasol ochronny, dzieki któremu nie zaznała traumy niedoboru.Bo prawdą jest, że Polak potrafi, że nawet w najtrudniejszych momentach staralismy sie zapewnic naszym dzieciom komfort i bezpieczeństwo (nawet naszym kosztem) oraz rekompensować miłością rodzicielską szarzyznę dnia codziennego.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pamiętam czasy gdy półki świeciły pustkami, a przed sklepem długie kolejki ludzi w oczekiwaniu na dostawe towaru. Było tak, że towar był dostarczony, a jakze czesto sie zdarzało, że ludzie za niczym stali bo towar po drodze 'wyparował'.
Wtedy, wszystko się kupowało, czy potrzebne bylo czy nie... kolejki były za wszystkim, za mydłem, za szamponem czy papierem toaletowym... pamietam jak papier toaletowy niczym koraliki na szyi uwiazany mialam i do domu tak ozdobiona autobusem szczesliwa jechałam...
Owoce, to był dopiero rarytas... strasznie dlugie kolejki by pomarancze zakupic, mandarynki, grapefruity czy arbuz nawet...... Z pozostałymi produktami identycznie było tak samo.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 13.12.2009 20:49

Jolu, jak mówiłem nie znam tych czasów, ten artykuł mnie mimo wszystko poruszył, ten haczyk i Twe wieszanie ozdób choinkowych i ten haczyk, potrafisz poruszyć serce!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pani Jolu brałem udział w tylu komitetach kolejkowych że może kiedyś o tym napiszę.
Najgorsza była zima zamarzały nieliczne długopisy, trzeba było odchaczać ołówkiem, pazerni porządkowi troglodyci kolejkowicze dokonywali tz gumkowania.

Najbardziej śmieszyło wyczytywanie nazwisk i kontrola czy pod tę osobę nie podszywa się jakiś oszust.
Przekazywanie list to dopiero była konspiracja?

Komentarz został ukrytyrozwiń

(+) Jak to miło, że życie składa się z drobiazgów.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Tak, tak, najprawdziwsza prawda!

Komentarz został ukrytyrozwiń

... albo "komitety kolejkowe", samozwańczy porządkowi. Jeden taki troglodyta uniemożliwił mi (w ósmym miesiącu ciąży) wejście do sklepu tak skutecznie, że się zatoczyłam...

Komentarz został ukrytyrozwiń

...a do wyzywienia była stareńka matka i dziecko z celiakią...i dylemat - komu sie bardziej nalezy maslo...
Jolu - mnie do tej pory gardlo się zaciska na wspomnienie tamtych czasów.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 14.12.2008 22:29

(+) choć brak mi trochę mocnej pointy...

Komentarz został ukrytyrozwiń

+ Jeszcze szary papier toaletowy kupowany w ilościach światła wieszany na sznurku na ramieniu.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.