Facebook Google+ Twitter

Gdy przywódca nie jest narcyzem

Donald Tusk wielokrotnie podkreślał, że jego celem nie jest realizacja żadnej wielkiej idei. Cudownie. Będzie za to dążyć do zmiany drogą małych kroczków, czyli prewencyjnie dreptać w miejscu, aby się tylko nie rozpędzić.

Wprawdzie trudno się doszukiwać czegoś dziwnego w tym, że po Jarosławie Kaczyńskim przyszedł polityk, któremu realizacja jakiejś wielkiej idei jest obojętna. Niektórzy, w erze polityki bez ideologii, określą go jako nowoczesnego i rozumiejącego rzeczywistość. Inni określą jego styl jako oportunistyczną postpolitykę, a od gładkich słów w quasi-liberalnym sosie, dostawać będą mdłości.

Quasi-liberalnym, bo i z idei liberalnej Tusk zrezygnował na rzecz praktyczności. Ale żaden to zarzut, wszak do bycia skutecznym, a przede wszystkim dobrym politykiem, poza jakąś etyką, żadne wyznawane idee nie są konieczne. Każda idea operuje bowiem poza częścią praktyczną, mniejszą lub większą dozą wiary, ideowej pasji opartej na przekonaniu o niezbędności dostosowania rzeczywistości do swojego wyobrażenia. A już szczególnie, gdy jest to idea wielka. To z kolei bywa ryzykowne.

Nie ma oczywiście niczego złego w samej chęci wprowadzania zmian, ale czynienie z tego religii i ciasne ich pojmowanie, niedopuszczające poprawek czy kompromisów (niekoniecznie zgniłych) generalnie samym zmianom nie sprzyja. Porzucając zatem wielkie idee, pozostają nam wielkie projekty.

Tusk mówi z kolei, że i w takie nie wierzy. W przeciwieństwie zapewne do swojego byłego kolegi Jana Rokity, który chciał nawet szarpać cugle. Szef PO, premier, woli niby nie ryzykować spadnięcia z konia, jedzie zatem powoli, ale tak naprawdę najchętniej odpędza ręką muchy, bo nie wie, dokąd na tym koniu jechać.

PO przyszła do rządzenia nieprzygotowana, to oczywiste, ale warte odnotowania. Donald Tusk niby wie, jak powinna wyglądać rzeczywistość (w tej kwestii wielu mamy ekspertów), ale politykiem jest po to, żeby wiedzieć, jak to sprawić. Ma więc zamiar iść bez zawieruchy, drogą małych kroczków, jak sam twierdzi. Jakże wspaniale. Jaka to piękna wizja, gdy bez konfliktów społecznych, uśmiechnięty naród każdego dnia idzie do pracy, ze świadomością, że dziś rząd zrobił kolejny mały krok. Gdy premier na konferencji prasowej błyskotliwie odpowiada na pytania, przedstawiając dziesiątki słusznych zamierzeń. A jednak, poza nawet szczerą życzliwością Tuska, która mu się teraz akurat przydaje, jest to po prostu kamuflaż.

Największą miarą tego kamuflażu są zapowiadane efekty prawodawcze „białego szczytu”. Nie będzie żadnej poważnej reformy systemu służby zdrowia, a przynajmniej nikt o takiej nawet już nie mówi. Będą zmiany, które praktycznie wszyscy uważali za niezbędne i to w niewielkiej liczbie. Znaczy to tyle, że Donald Tusk, premier z poparciem, o którym marzy każdy europejski przywódca, zwyczajnie tchórzy. I to nawet tchórzy w sposób na tyle nieuzasadniony, że nie do usprawiedliwienia. Ewentualne mówienie o tym, że rząd nie chce inicjować konfliktów to absurd z dwóch powodów. Po pierwsze: jeśli system ma być przez to gorszy, to takie działanie jest szkodliwe. Po drugie: PO ma 50 proc. poparcia, więc nawet jak jej spadnie do 30 proc., to nie widzę w tym problemu. Zresztą każda zmiana musi wywołać jakieś protesty. Miękkość Tuska w kwestii reform jest więc niezwykle drażniąca. A jeśli o braku działań obecnej ekipy mówi nawet Leszek Balcerowicz, to jest to znamienne.

Przywódca musi chcieć zmian. Musi wiedzieć, co chce zmienić i jak. I musi mieć ludzi, którzy pokierowani jego wizją, zrobią co trzeba. Musi mieć w sobie trochę pychy i egoizmu, trochę pasji, ale wcale nie ideologicznej. Tusk cały czas mówi o swoich „fetyszach” związanych z tanim państwem i innymi mniej lub bardziej ważnymi sprawami. Tylko czas na to, żeby coś poważnego z tego wynikło. Żeby choć widzieć projekt tej zmiany. Przywódca bez wizji okazuje się administratorem, który nie potrafi uderzyć ręką w stół. A uderzenie ręką w stół to przywilej wybranej władzy, od której uderzenia takiego się w zasadzie oczekiwało.

Tusk jest już chyba po idealnym momencie na reformatorskie trzęsienie ziemi. Jego ekipa nie była wystarczająco przygotowana. Może właśnie dlatego, że zmiany i tak nie zostałyby odważnie wprowadzone. Ale w dalszym ciągu Tusk ma w ręku wszystkie atuty do dokonania skoku. Ma poparcie społeczne, silną pozycję we własnej partii, dziennikarzy i ekspertów, którzy generalnie nie będą go przecież łajać za dobre reformy – choć konflikt i dyskusja jest nieunikniona i to bardzo dobrze.

Musi więc wykrzesać z siebie trochę przywódczego narcyzmu (z którym jako przywódca partii, nie ma chyba aż takiego problemu) i przestać bać się męskich decyzji. Musi po prostu, parafrazując Horacego, chcieć wybudować pomnik. Bo w gruncie rzeczy jak oczekiwać prawdziwych zmian od kogoś, kto właściwie nie chce zapisać się w historii. I wcale nie chodzi o to, by taką żądzą emanował. Byle tylko wiedział, do czego dąży. O ile jeszcze ma ludzi na tyle kompetentnych, by byli w stanie wprowadzić pomysł w czyn.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (17):

Sortuj komentarze:

Zauważ, że mój sprzeciw dotyczy formy a nie treści. Nie mam zamiaru dyskutować o czymś co autor uważa za oczywistość - tym stwierdzeniem sugeruje(sz) że dyskusja nie ma sensu, nad oczywistościami się nie dyskutuje (powtarzam się, wiem). Porozmawiałbym gdyby w artykule nie było tej blokady, zniechęcającej mnie do prób dyskusji o temacie. Oczywiście to wszystko to tylko moje zdanie. Zarzucono mi już że za bardzo przejmuję się formą, być może słusznie, artykuł jest w dziale M3G więc może nie powinienem tego robić. Miłego wieczoru.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Myślę, że się nie rozumiemy :). Taka jest moja teza i to wynika z mojego oglądu sprawy, a mam nadzieję, że jest to ogląd obiektywny i nie wydaje mi się, by mogły w tej kwestii występować jakieś wątpliwości. Nawet Grzegorz Schetyna parę miesięcy temu otwarcie powiedział u Moniki Olejnik, że się wcale do swojej roli nie przygotowywał. Choć w jego przypadku nie jest to jakiś wielki zarzut z mojej strony. Wracając do tematu, takie stwierdzenie nie przeszkadza odmawia nikomu prawa do wyrażenia sprzeciwu, co też uczyniłeś. Ciekaw jestem, co też przygotowali, swoją drogą. Dzięki za radę ;). Pozdrawiam

Komentarz został ukrytyrozwiń

Tomek, jeśli piszesz że jakieś stwierdzenie jest rzeczą oczywistą - to zamykasz definitywnie dyskusje a nie otwierasz. Nad rzeczami oczywistymi się nie dyskutuje, to oczywiste, ba logiczne nawet! Oczywistym jest na przykład że piszemy w teraz w języku polskim, nie będziemy przecież nad tym dyskutować, to oczywiste :)))
Następnym razem jeśli rzeczywiście będziesz chciał rozwinąć dyskusję, a nie zamykać narzuconymi przez siebie dogmatami, to nie narzucaj czytelnikowi swojego zdania "oczywistościami". Pozdrawiam

Komentarz został ukrytyrozwiń

Mariko - daj spokoj - obie zostajemy przy swoim, bo juz od dawna znamy swoje zdanie w pewnych sprawach.

Co do pracodawców - żarłacze wyzyskujące pracownikow zdarzaja sie i na zachodzie.To nie jest polska specjalność. To tylko polska nowość rynkowa. Tak samo jak przedsiebiorcy uczciwi, ktorzy prace, pracownika a przede wszystkim swoje własne dobre imie szanuja na tyle, aby byc uczciwymi. To sprawa przyzwoitości i ekonomicznej rozwagi - każdy rodzaj wyzysku czy oszustwa ma krótkie nogi.
To samo dotyczy wielu zwiazkowców - obserwuje juz z pozycji emerytki, ze bardzo często podcinaja galąź, na ktorej sami wygodnie siedzą. I to nie oni ponosza konsekwencje ekonomiczego rozwalenia przedsiebiorstwa, ale ogol pracowników, o ktorych tak walczą.

Oczywiscie - nie uogolniam, ale i tę strone medalu trzeba brac pod uwagę.
Rady nadzorcze? - To sa miejsca dla krewnych królika ktorzy musza sie wreszcie czegoś dorobic. Czlonkowie nie gwarantuja swoim majątkiem niczego, tak samo, jak urzędnicy nie ponosza matrialnych konsekwencji zlych decyzji . I tede i tede i tede

Komentarz został ukrytyrozwiń

"Całe szczęście, że sam nie zostałem zaliczony do pisowskich aparatczyków :)"

Rzadko kiedy tak czuwam nad konstrukcją zdania ;)

""Większość społeczeństwa jakoś tej oczywistości nie akceptuje" - co do tego zgoda. Zresztą ma to różne przyczyny. Ale że większość społeczeństwa czegoś nie akceptuje, to nie znaczy, że nie jest to prawdą."

Ale świadczy o tym, że nie jest to żadna oczywistość.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Bonar - W żadnym razie nie zamykam dyskusji. Otwieram ją ;). Wszelkie aluzje odrzucam :). Grześku - Całe szczęście, że sam nie zostałem zaliczony do pisowskich aparatczyków :). I zdecydowanie nie tylko, wystarczy gazety poczytać. "Większość społeczeństwa jakoś tej oczywistości nie akceptuje" - co do tego zgoda. Zresztą ma to różne przyczyny. Ale że większość społeczeństwa czegoś nie akceptuje, to nie znaczy, że nie jest to prawdą. Np. większość społeczeństwa nie akceptuje, że trzeba podnieść granicę wieku emerytalnego.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Nieczęsto zgadzam się z Bonarem ;) Tutaj jednak muszę - Tomku, oprócz Ciebie to jest to oczywiste tylko dla pisowskich aparatczyków. Większość społeczeństwa jakoś tej oczywistości nie akceptuje.

Komentarz został ukrytyrozwiń

JadwigA - wyjaśnienie Twoje dotyczące " tamtych czasów" przekonały mnie, za ówczesną postawę dziękuję i rzeczywiście za moją pochopność przepraszam. Jednakże z treści, przynajmniej z jej głównej części wynikało zupełnie coś innego. Jestem osobą pracującą, więc wiem, jak bardzo związki potrzebne są w firmach. Biedny przedsiębiorca, którego tak bardzo żałujesz zna prawo a przynajmniej powinien, wie jakie są realia tworzenia miejsc pracy. W moim gronie znajdują się ludzie prowadzący firmy już od kliku lat. Rzeczywiście mają cały czas komplet pracowników,ale naprawdę zachowują się względem nich tak jak powinni. A są tacy, którzy chcieliby zarabiać miliony a pracownikowi dać przysłowiową złotówkę no i wychwala się jeden z drugim, że on miejsca pracy stworzył. Oczywiście stworzył ale nie dla nich samych a tylko po to by mieć zyski. Zgadzam się, że rodrobnione związki to kula u nogi. Kilka silnych w Polsce wystarczyłoby! Tak samo możnaby nie mieć rad nadzorczych, radnych też, bo przecież wystarczyłby Prezydent czy np. Wójt. O naszych polskich radach nadzorczych to wcale mi się mówić nie chce. Rady powinny radzić jak przynosić zyski i z zysków czerpać premie. Na zachodzie, żeby być w radzie trzeba majątkiem ręczyć. A u nas firmy przynoszą straty, ludzie nie otrzymują pensji, ale rada nadzorcza ma i to krocie! Zresztą jest to temat rzeka! U nas w Polsce jest to wszystko postawione na głowie a rządzącym marzy się Irlandia!!! Dla kogo ta Irlandia chyba dla nich samych?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pani Jadwigo, rozwinie Pani myśl?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Mariko - nie tylko "lud" na głupiego ostatnimi czasy wygląda.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.