Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

37244 miejsce

Gdy siły natury łączą się z ludzką głupotą. Tragedia Johnstown

Błąd człowieka w połączeniu z siłami natury to mieszanka, która zawsze prowadzi do tragedii. Tak samo było w przypadku amerykańskiego miasteczka Johnstown w stanie Pensylwania. Właśnie dziś mija 120 lat od strasznej tragedii jaka tam miała miejsce. Zresztą sami się przekonajcie jak było...

Zdjęcie wykonane po katastrofalnej powodzi w roku 1889. / Fot. Wikipedia.en / public domainJest maj 1889 roku. Dolina rzeki Conemaugh rzadko pokryta lasami leży nad małym przemysłowym miasteczkiem Johnstown, zamieszkałym przez ok. 3000 osób. Mieszkańcy tego miasteczka doskonale wiedzieli o tym, że każdej wiosny należy spodziewać się powodzi, które mimo wszystko dawały dość dużo czasu, by przenieść się w bezpieczne, wyżej położone miejsce. Powódź jaka miała miejsce w roku 1889 nie byłaby niczym nadzwyczajnym, gdyby nie to, że ludzie przez własną głupotę i zachłanność przekształcili ją w gigantyczną katastrofę. A o co poszło? O zaporę na rzece, która była jedną wielką konstrukcyjną pomyłką.

Nawet konstruktorzy starożytnego Cesarstwa Rzymskiego nie zbudowaliby w ten sposób zapory na jakiejkolwiek rzece, gdyż byli na to zbyt rozsądni. Zapora ta nie miała nawet kształtu łuku, który przenosiłby siłę naporu wody na podłoże, mało tego - nie była nawet zbudowana z kamienia.

Zarys historyczny...


Ludzie stracili wszystko: rodziny, przyjaciół, domy, dobytek... dosłownie wszystko. / Fot. Wikipedia.en / public domainCelem zapory South Fork było zapewnienie dopływu wody do części kanału Pensylwania położonego w South Fork, 22 kilometry w górę rzeki od Johnstown. Była to konstrukcja ziemna o szerokości 260 metrów i wysokości 24 metrów. Jezioro, które powstało wskutek postawienia tej zapory miało długość pięciu i szerokość dwóch kilometrów. Jeszcze w trakcie budowy, w roku 1847, tama zawiodła, a powstały przy tym strumień wody dosłownie zmył znajdujący się w Johnstown akwedukt. Prace zakończono w 1852 roku jednak pierwotna funkcja zapory straciła już na znaczeniu, bowiem transport wodny wyparty został przez transport kolejowy.

Mamy rok 1889. Tama jest w opłakanym stanie. Przez przynajmniej dziesięć lat prywatny właściciel - Koło Łowieckie i Wędkarskie South Fork, tworzone przez grupę milionerów z Pittsburga - jakby zupełnie zapomniał o zaporze. Po pierwsze czoło tamy opadło poniżej poziomu jej boków. Po drugie rury umożliwiające regulację wody usunięto pownieważ zbyt kosztowne byłoby ich utrzymanie i naprawa. Po trzecie przelew został zagrodzony sieciami aby... ryby nie uciekały z jeziora. W tej sytuacji katastrofa była tylko formalnością.

Zaczyna padać...


Po powodzi w Johnstown - Main Street. / Fot. Wikipedia.en / public domain30 maja zaczęła się ulewa. Wcześniej w tym samym miesiącu deszcz na ten teren padał w sumie przez jedenaście dni. Ziemia nasączona wodą nie była już w stanie zatrzymać ani litra wody więcej. Deszcz zamienił się w rwące potoki i rzeki. Bardziej czujni mieszkańcy Johnstown i terenów znajdujących się w górnym biegu rzeki przenieśli się w rejony wyżej położone. Fakt ten sprawił, że liczba ofiar była dużo niższa.

Stało się... zbyt mały spływ zapory South Fork zatkany szczątkami niesionymi przez powódź sprawił, że woda w jeziorze spiętrzyła się do tego stopnia, iż przelała się przez czoło zapory.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Straszna katastrofa, wczesniej nic o niej nie wiedziałem (dzięki, autorze :-))
Siły natury nigdy nie wybaczaja błędów.
Wyrok sądu mnie nie dziwi. Milionerzy mieli kase na najlepszych adwokatów.
Na pewno przy okazji katastrofy zagineły wszystkie kompromitujące dokumenty i plany.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ciekawy tekst. Szkoda tylko, że sąd za jedynego winowajcę uznał siły natury.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.