Facebook Google+ Twitter

Gdyby starczyło w szkole czasu na PRL...

Przeczytałem dziś artykuł Teresy Reśniewskiej pt. "Z PRL nie pamiętam nic, a więc nic Nie Wiem". Autorka mylnie ocenia w nim rolę szkoły w przekazywaniu wiedzy historycznej.

W liście autorka ubolewa, że nie pamięta czasów PRL-u. Z różnych powodów, przede wszystkim dlatego, że urodziła się dopiero w roku 1986, "[...] kiedy po kilku latach wolnej Polski Aleksander Kwaśniewski wygrał w wyborach z Lechem Wałęsą, byłam dopiero w trzeciej klasie podstawówki" - oznajmia.

Ponadto autorka twierdzi, że w jej szkole zabrakło po prostu czasu na to, aby omówić najnowszą historię Polski: "na lekcjach historii zwyczajnie zabrakło nam czasu, a ja sama maturę zdawałam z przedmiotów ścisłych".

Ja również urodziłem się w 1986 roku. Jako historyk z wykształcenia, prawdopodobnie posiadam większą wiedzę o PRL niż autorka, ale to akurat w tym kontekście jest nieistotne.

Zdziwiło mnie, a nawet rozbawiło twierdzenie, że gdyby na szkolnej lekcji historii starczyło czasu na omówienie dziejów PRL-u, to wówczas autorka miałaby większe pojęcie o tej epoce. Uważam, że pewnie znałaby kilka-kilkanaście dat, tyle samo nazwisk, być może dzięki tym lekcjom miasto Radom kojarzyłoby się jej już jednoznacznie... Prawdopodobnie miałaby podstawy do tego, aby dalej szukać - w bibliotekach, czasopismach, filmach. Takie jest moje zdanie o sposobie przekazywania wiedzy historycznej w polskiej szkole.

Teresa Reśniewska na podsumowanie roli szkoły w przekazywaniu wiedzy o PRL pisze:
"A nieobecność PRL-u w szkole wszystkim wydaje się i całkiem usprawiedliwiona - bo przecież "nie zdążyliśmy", i na rękę - bo "kłopot z głowy". Uczniowie przecież porozmawiają z rodzicami i doczytają sami".

Znów rola szkoły jest moim zdaniem przeceniona. Sądzę, że nawet gdyby w każdej szkole wystarczało czasu na ten okres historyczny, to ta wiedza nie wniosłaby zbyt wiele do świadomości młodego pokolenia, urodzonego w schyłkowym okresie istnienia "Ludowej", lub później.

Z kolei prof. Jan Hartman w artykule "Nasza, ludowa, zapomniana" twierdzi, że szkoła jest winna niewiedzy młodych ludzi, ale nie dlatego, że nie wystarcza czasu na omówienie PRL-u (o tym w ogóle autor nie wspomina), ale dlatego, że "[...] w ogóle unika trudnych i drażliwych tematów, chowając się za oportunistyczną sztampą albo wręcz oddając pole innym instytucjom. Winne są też kolejne rządy, które nie dbały o pamięć po PRL".

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Że też autorzy programów do nauczania historii nie pomyśleli o tym, że nasze pojmowanie świata opiera się na zbliżeniach, że głębiej poznajemy to, co bliskie, miejscowość, region, kraj, Europę, a potem świat. Tak samo więcej powinniśmy wiedzieć o historii współczesnej niż o wojnach starozytnych Greków. Historia się powtarza. W PRL międzywojnie było tematem tabu, "Marsza I Brygady" nie śpiewało do 1988 roku, w którym obchodzono 70 rocznicę odzyskania niepodległości. I bywa często, że dorośli ludzie 11 listopada, swiętują, tłuką kotlety i nie wiedzą dlaczego. Koniec historii w 1945 roku? Kto wie, czy Fukujama nie maczał w tym swoich palców.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 16.10.2010 10:22

Poruszył pan bardzo ważny problem edukacyjny. W większości polskich szkół jest problem z omówieniem historii najnowszej, gdyż nauczyciele mówią, że nie starcza czasu. Poniekąd trzeba przyznać im racje. Spowodowane jest to reformą edukacji. 3 lata zamiast 4 LO a ilość materiału na historii nie zmienia się. Jak zrezygnować z wojny 100-letniej czy rewolucji francuskiej. Choć zawsze powtarzam jak ktoś chce zawsze znajdzie sposób, jak nie ktoś nie chce zawsze znajdzie powód.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.