Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

19126 miejsce

Gdzie mieszka miłość? W jakiej krainie?

Śpiewającej odpowiedzi na postawione w tytule pytania udzielali nam w Filharmonii Zielonogórskiej im. Tadeusza Bairda soliści – gwiazdy Gliwickiego Teatru Muzycznego – Anita Maszczyk i Michał Musioł

Filharmonia Zielonogórska. Na zdjęciu część budynku dobudowana przed trzema laty. Fot. Jola PaczkowskaW ostatni weekend tegorocznego karnawału Orkiestra Symfoniczna Filharmonii Zielonogórskiej zaproponowała swojej publiczności wieczór z najpiękniejszymi ariami i duetami operetkowymi.

Telewidzowie pamiętają zapewne program "Z batutą i humorem ", który prowadził jeden z najwybitniejszych współczesnych polskich dyrygentów – Maciej Niesiołowski.

Teraz teatralną wersję koncertu pod takim samym tytułem, według pomysłu i oryginalnego scenariusza Niesiołowskiego, ma w swoim programie Gliwicki Teatr Muzyczny.

Orkiestra Zielonogórskiej Filharmonii koncertuje z wieloma dyrygentami i różnymi zespołami (polskimi i zagranicznymi), towarzyszy wybitnym solistom z kraju i zagranicy. Pod batutą Macieja Niesiołowskiego zaproponowała nam utwory w rytmie polki, walca i marsza – autorstwa Juliusa Fucika,   Edwarda Elgara,   Josefa i Johanna Straussów.

Ponaddwugodzinne widowisko „najlepszy konferansjer wśród dyrygentów i najlepszy dyrygent wśród konferansjerów” jak zwykle – w eleganckim fraku – prowadził z właściwym sobie lekkim i pełnym wdzięku humorem.

Od pierwszych chwil stworzył kameralny, rodzinny nastrój, mimo iż na widowni zasiadało około 400 osób. Dziwił się, że panuje cisza, że sprawiamy wrażenie, jakbyśmy to my, widzowie, byli zestresowani. Była więc na samym początku lekcja śpiewu – ćwiczyliśmy powitanie na dwa głosy: Dooobry wieeeczór! Następnie przyszedł czas na lekcję oklasków...

Potem to już była tylko wyśmienita zabawa. Występy orkiestry były przeplatane popisami duetu - Anity Maszczyk i Michała Musioła.

Najpierw usłyszeliśmy solistkę w arii z Giuditty Franza Lehara „Kto me usta całuje, ten śni”. Młoda, niezwykłej urody pani Anita, wystąpiła w przepięknej sukni, którą sama zaprojektowała. Maciej Niesiołowski zauważył, że… prasowanie tych wszystkich falbanek jest niezwykle pracochłonne. Wie o tym, bo sam je prasuje. – Żelazkiem, na desce – przekonywał niedowierzającą widownię.

O stroju Michała Musioła, który swoim wdziękiem i talentem oczarował żeńską część publiczności od pierwszego utworu   – Roberta Stolza „Pokochaj mnie” – dyrygent… nic nie powiedział.

Kiedy soliści zmieniali kreacje, orkiestra grała polkę, czyli – jak to dyrygent określił – dookoła Wojtek…itd., itd., itd.   Konferansjer niestrudzenie oswajał widownię, próbując nawiązać z nią dialog. Gdy na salę weszła po chwilowej nieobecności jakaś elegancka kobieta, usłyszała pytanie wypowiedziane z radością w głosie: – Wróciła pani jednak do nas?

Tymczasem na scenę wkroczył w nowych pięknych strojach znany nam już duet, by odśpiewać i odtańczyć „Mia bella Fiorentina” Franza von Suppé   z operetki Boccaccio. Każde z nich przy tym (z osobna) uwodziło i tak oczarowaną publiczność.

Sala koncertowa w czasie przerwy. Fot. Jola PaczkowskaDyrygent zabawiał słuchaczy dowcipami muzycznymi. Testował nas ze znajomości instrumentów:
  Jaka jest różnica między skrzypcami a kontrabasem?
  Kontrabas dłużej się pali!

Widownia zupełnie poddała się muzycznym emocjom, kiedy usłyszała żywiołowe wykonanie duetu „O Juliska, o Juliska” Freda Raymonda z operetki Błękitna maska. A po chwili kołysała się w rytm czardasza, gdyż przyszła kolej na arie z operetki Imre Kalmana Hrabina Marica – „Graj Cyganie” i „Czardasz Maricy”.

Potem było jeszcze weselej. Młodzi soliści wbiegli na scenę w… piżamach, by zaśpiewać razem „Myszko, przyjdzie noc taka znów” z operetki Paula Ábraháma Wiktoria i jej huzar. Pani Anita była na dodatek w papilotach, a Misio (jak zdrobniale mówił o soliście dyrygent) w szlafmycy, którą zresztą (po upojnej nocy) założył na głowę Maciejowi Niesiołowskiemu, robiąc oko do widowni. Soliści popisali się nie tylko pięknym śpiewem, tańcem, ale i doskonałą grą aktorską. Publiczność bawiła się w najlepsze.

Zastosowano też kilka gagów. Jeden z nich po odegraniu polki "Éljen a Magyar ". Dla niewtajemniczonych – Éljen! znaczy po węgiersku: "Niech żyje!". Po skończonym utworze ktoś na widowni z temperamentem południowca wykrzyknął: – "Éljen!"

Po żywiołowym śpiewie połączonym z ognistym hiszpańskim tańcem wykonanym w duecie – „Bo w Barcelonie” Nico Dostala z operetki Clivia – były   nie mniej żywiołowe   owacje na stojąco.

Rewelacyjna zabawa dobiegała końca. Dyrygent stwierdził, że: Czas pomyśleć, czy nas w domu nie ma. Na bis jeszcze raz usłyszeliśmy czardaszowe rytmy z operetki Hrabina Marica, tym razem duet Żupana i Maricy – „Ach, jedź do Verasdin”.

Opuszczaliśmy salę koncertową ze śpiewem w uszach, a niektórzy na ustach, wdzięczni artystom za ten wspaniały, pełen zabawy i humoru wieczór.

 

 

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (6):

Sortuj komentarze:

hbbohrze
  • hbbohrze
  • 13.07.2011 17:18

j6DGfm <a href="http://hyzmcbkbmkch.com/">hyzmcbkbmkch</a>, [url=http://uvgchlzszybx.com/]uvgchlzszybx[/url], [link=http://qzrmbsrfugpd.com/]qzrmbsrfugpd[/link], http://drhpfgspdnev.com/

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ale mieliście wieczór! (+)

"Komm mit nach Waraschdin.." ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Serce roście! :-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jolka, lubię Twoje teksty (i galerie).

Komentarz został ukrytyrozwiń

Brawo Jolu. Dobry tekst, skoro "byłem tam" chwilowo, więc wielki plus

Komentarz został ukrytyrozwiń

Zazdroszczę :-) +

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.