Facebook Google+ Twitter

Gdzie poszły pieniądze z fotoradarów? Niestety nikt nic nie wie

Mocą ustawy sejmowej miliony złotych, które zarabiają samorządy przez mandaty z fotoradarów, powinny finansować budowę i remonty dróg oraz poprawiać bezpieczeństwo kierowców. A czy tak jest?

 / Fot. Wikimedia CommonsKtoś kiedyś wpadł na genialny pomysł: kupmy stertę fotoradarów i zainstalujmy. Dadzą 1,5 miliarda złotych do budżetu. Powiedziano, kupiono, zainstalowano. Stoją przy drodze na jednej nodze - świecą, namierzają, błyskają. Łapią kierowców wykroczeńców, bo naruszyli prawo o ruchu drogowym. Jak dotąd - nałapali za mało, aby była pociecha w budżecie.

Gdzie te pieniądze z fotoradarów – pytają ludziska? Miały - zgodnie z ustawą - trafić na inwestycje drogowe. Niestety, dotychczas nie trafiły. W dodatku nikt nie wie co się z nimi stało. Władze wielu gmin nie potrafią powiedzieć swoim obywatelom, co się dzieje z ich środkami z mandatów, zapłaconych przez kierowców.

Pewien wesoły dowcipniś zauważył: pieniądze z fotoradarów pójdą na... fotoradary? Taki jest ponoć zapis-wytrych w nowej ustawie sejmowej. Słynny pisarz rosyjski, mistrz prozy psychologicznej - Fiodor Dostojewski, blisko 200 lat temu stwierdził: Pieniądze są jak raki - rozpełzają się na wszystkie strony.

Sprostował go współczesny mistrz słowa w polityce, Donald Tusk, który wyjaśnił: Politycy nie są od tego, żeby obiecywać, a potem dawać, bo nie swoje pieniądze dają. I nikt nie powie, że polski premier nie miał racji. A przecież miał to być sukces rządu. Minister drogowy, czyli od transportu, Sławomir Nowak, chwalił się na Twitterze: pieniądze z mandatów pójdą na budowę dróg. Ktoś powie: chwalił się, i co? Chwalił się też słynnym zegarkiem, z którym miał wielki kłopot, i on i prokurator… Chwalił się, i co?

Skutkiem i efektem ubocznym fotoradarów jest 5 mln zł, uzyskanych na cięciu punktów karnych kierowców, którzy przekroczyli dozwoloną szybkość. Zarobili na tym interesie: policjant i psycholog – wykładowcy kurów. Średni zarobek to 350 złotych; po 75 zł za godzinę wykładu. W całym kraju w kursach, trwających 6 godzin, wzięło udział 14 tysięcy kierowców. Pieniądze nie poszły do centrali, trafiły do WORD-ów, które organizowały kury.

Tymczasem, mocą ustawy miliony złotych, które zarabiają samorządy przez mandaty z fotoradarów, powinny finansować budowę i remonty dróg oraz poprawiać bezpieczeństwo kierowców. Ale według mediów, pieniądze te dość często rozłażą się jak raki, czyli topią się i rozmywają w miejskich budżetach. I żeby było jasne - nie chodzi tu absolutnie o złą wolę w działaniu samorządów, lecz o "nieprecyzyjne przepisy". Słynny satyryk i fraszkopisarz, Jan Izydor Sztaudynger mawiał: Innych nie sądzę, sam też lecę na pieniądze.

To nie tak. Pieniądze są, choć ich nie ma. Najpierw rząd był ostro krytykowany, że wpływy z fotoradarów nieopatrznie rozpływają się w budżecie państwa. Teraz, po wejściu nowej ustawy podjętej przez Sejm, wszystko powinno grać jak w zegarku. Środki z fotoradarów mają iść na budowę i remonty dróg. Ale – jak się okazuje - podobny problem jak dotąd w centrali, występuje obecnie w samorządach. Występuje, mimo jasnych w tym zakresie przepisów. Czy samorządowcy łamią przepisy? Nie. Interpretują je po swojemu.

>>>Pieniądze z fotoradarów pójdą na nowe fotoradary. Zapis – wytrych

Wyjątek stanowi miasto stołeczne Warszawa. Tu, według zapewnień ratusza, mandaty od 2012 roku wystawiane na podstawie radarów, w całości idą na utrzymanie i remonty dróg. To dzięki wpływom z mandatów wyremontowano w stolicy, m.in. jezdnię na Trasie Łazienkowskiej. Lublin rok temu przeznaczył swoje wpływy fotoradarowe, w wysokości 1,6 mln zł, na częściowe koszty utrzymania znaków pionowych i poziomych na drogach.

Jak komentuje dziennik.pl - niejasne tłumaczenia samorządów w sprawie pieniędzy z fotoradarów- mogą dziwić, skoro art. 20d ustawy o drogach publicznych mówi, że "pieniądze z grzywien nałożonych dzięki urządzeniom rejestrującym", muszą być w całości przeznaczone na budowę i modernizację dróg, czy poprawę bezpieczeństwa ruchu drogowego. - Przepisy nowej ustawy zawierają zamknięty katalog zadań – potwierdza rzecznik resortu transportu, Mikołaj Karpiński. Jednak ekspert transportu, dr Michał Beim wskazuje, iż winna jest nie tyle zła wola samorządów, ile nieprecyzyjne przepisy.

Stanisław Cybruch

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Jeżeli przepis jasno mówi, że "pieniądze z grzywien nałożonych dzięki urządzeniom rejestrującym, muszą być w całości przeznaczone na budowę i modernizację dróg, czy poprawę bezpieczeństwa ruchu drogowego", to nie widzę w tym wypadku żadnej nieprecyzyjności. Znając Polskę i Polaków wiemy, że się właśnie rozchodzą.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.