Facebook Google+ Twitter

Gdzie są pisarze z tamtych lat?

Czytając współczesne powieści polskie czuję pewien niedosyt. Czy słuszny? O tym zadecydują następne pokolenia. Mnie pozostaje... czytanie i nadzieja, że zaspokoję swój apetyt na prawdziwy zachwyt.

 / Fot. U.A.MarczewskaWbrew statystykom donoszącym nam o alarmująco niskim współczynniku czytelnictwa w Polsce należę do osób, które książki zarówno czytają, jak i kupują. Zapytana o ulubionego pisarza wymienię z pewnością co najmniej kilka nazwisk, wśród których nie zabraknie tych rodzimych. Jednak o ile w przypadku literatury światowej mogę śmiało mówić o moim zachwycie nad erudycją Umberto Eco, magiczną psychologią bohaterów Jose Saramago czy nawet brutalnym artyzmem Elfride Jelinek (wszystko to wszak autorzy żyjący i tworzący), to wymienione przeze mnie nazwiska polskie należeć będą raczej do przedstawicieli minionych już generacji.

Literatura vomitu


Mój przyjaciel podczas jednej z naszych licznych dyskusji o literaturze użył określenia "literatura vomitu". Do tego nurtu miałyby się zaliczać współczesne powieści polskie ukazujące ohydę świata takiego, jakim jest on obecnie, krytykę popkultury i bunt przeciwko wszechogarniającej nas komercjalizacji życia. Bohaterem jest zazwyczaj zagubiona w świecie jednostka, mieszkaniec blokowiska, który w zderzeniu z brutalną rzeczywistością, ponosi klęskę. Przez kartki książek przelewa się morze alkoholu. Świat tej literatury jest szary i śmierdzący. Jednym zdaniem: wszystko jest złe.

Taki jednostronny model rzeczywistości może lekko przerażać. Pokusiłabym się o stwierdzenie, że oddawszy się czytaniu wyłącznie tej literatury najchętniej zamknęlibyśmy się w domu na cztery spusty i popadli w silną depresję. Bo jaką nadzieję może dawać ostatnia powieść Doroty Masłowskiej, która ubiera w język hip hopu realia świata pretendującego do miana warszawskiego show biznesu, czy słynna książka Wojciecha Kuczoka, której bohater jest maltretowany przez ojca, zaś przyszłość jawi się pod znakiem domu zatopionego skutkiem nieszczęśliwego wypadku w... fekaliach? Ten ostatni motyw jest chyba zresztą dość modny: bohaterka "Małża" Marty Dzido - młoda, bezrobotna dziewczyna, której narzeczeństwo się rozpada - w finałowej scenie książki załatwia się na środku ulicy. Od fizjologii nie uciekają również bohaterki Manueli Gretkowskiej. Wprawdzie jej ostatnia powieść jest w porównaniu z wcześniejszym dorobkiem autorki bardzo wyciszona i, w mojej subiektywnej opinii, po prostu lepsza, ale i tu niewiele jest szczęścia: każdy jego przejaw podlega bezlitosnemu zduszeniu.

W poszukiwaniu mistrzów słowa


Cóż, muszę zastrzec jedno: wspomnianej literatury nie uważam jednoznacznie za literaturę złą. Wszak o wartości książki decyduje nie tylko sam temat oraz to, czy ogólny nastrój jest pozytywny czy raczej smętny. Nie mam nic przeciwko książkom przygnębiającym, a wiele z nich oceniam bardzo wysoko. Dużą rolę odgrywa erudycja pisarza, jego zdolność kreowania rzeczywistości, która w zależności od możliwości piszącego może być mniej lub bardziej autentyczna w swojej - w tym przypadku - beznadziejności. I tak, kierując się oczywiście osobistymi odczuciami estetycznymi, wybieram "Pokalanie" Piotra Czerwińskiego, który dramat swojego współczesnego bohatera odmalował bardzo ostro, nie ograniczając się jednak do samej powierzchni brutalnych wyrażeń, nie zaś "Gnój" Wojciecha Kuczoka, który jako książka w ogóle mnie nie przekonał. W literaturze szukam sztuki, która dla mnie oznacza także wirtuozerią słowną - dlatego podziwiam ostry, brutalny, a jednocześnie bardzo... muzyczny styl Jelinek (mimo iż jej książki mnie bulwersują).

Dla porównania dodam, że np. moje pierwsze zetknięcie z prozą Jarosława Iwaszkiewicza określiłam mianem łyku źródlanej wody w upalny dzień, zaś książki takie, jak "Idzie skacząc po górach" czy "Bramy raju" Jerzego Andrzejewskiego to dla mnie prawdziwa aria na emocjach - głównie dzięki ich warstwie stylistycznej.

Dzieło pokoleniowe



 / Fot. U.A.Marczewska Gdybym miała bawić się w krytyka i podać przykład polskich, współczesnych książek, które uważam za dobre, chętnie wymieniłabym kilka nazwisk. Powiedziałabym o nastrojowej Oldze Tokarczuk, o Pawle Huelle czy naprawdę bardzo dobrym, choć tematyką odwołującym się do dawniejszych czasów Wiesławie Myśliwskim - w twórczości tego autora nawet głęboki smutek jest piękny. Nie uciekam również od fantastyki: należę do niepoprawnych fanów twórczości Andrzeja Sapkowskiego czy Jacka Dukaja. Gdybym jednak miała wymienić choć jedną książkę, do której można chociażby przymierzyć miano dzieła totalnego, epokowego - miałabym bardzo duży problem.

Jak "przeczytają" nas w przyszłości?


Sięgając po literaturę współczesną, próbuję patrzeć na nią z dystansu. Jak wpłynie na postrzeganie naszych czasów za lat pięćdziesiąt? Co wybiorą czytelnicy zainteresowani okresem przełomu wieków w Polsce? Czy któryś z młodych obecnie pisarzy otrzyma od nich miano twórcy pokoleniowego? A jeśli tak, to jakie będzie ich wyobrażenie o naszych czasach: szare, beznadziejne, płytkie? Wbrew własnym gustom mam nadzieję, że odnajdą coś więcej: jakiś element, którego współczesny czytelnik być może nie potrafi należycie docenić. Będę musiała przedyskutować to za kilkadziesiąt lat ze swoimi wnukami. Tymczasem zamierzam nadal czytać. Nie tylko polską prozę współczesną.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (19):

Sortuj komentarze:

ech "Drogi wolności" - 40 lat temu wyrzucili mnie z Reytana za czytanie pod ławką Sartre'a!!!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Kiedyś moim "guru" był socjalista J.P.Sartre i jego "Drogi wolności". Cieszę się, że i dziś ktoś (unikam reklamy) zdecydował się to wydać :-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Plus za "uwielbienie" papieru :-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

a może Cortazar? Joyce? Eco też! przecież trzeba coś czytać! i nie chodzi mi o coś bylejakiego. bo dookoła tu i ówdzie zupa w proszku, z moich znajomych ok,20 osób nikt nie czyta!!! zgroza,wiodą sobieblokowe zycie , nie chce im się niczego zmieniać, studiują,pracują, żyją, ale nie czytają. Mój dobry kolega z dawnych lat stwierdził, że od czterech lat przeczytał 1 książkę, właśnie typu Masłowkiej story i jeszcze mu się zakończenie nie spodobało i stwierdził ze odda ją do Empiku, nie skomentowałem nie byłem w stanie,nie wiem co tak działa na ludzi??? może marazm i kompletne odrętwienie które panuje w Łodzi??? w kazdym bądź razie serdecznie pozdrawiam autorkę,, Buziaki Agato:-)))

Komentarz został ukrytyrozwiń

Plus :-)

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 31.07.2007 23:12

Beato, czytałem chyba 3 lata temu na studiach.;-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Np sugestywny "Baal w Babilonie" Arrabala Fernando

Polecam

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Andrzeju, tekst o czytelnictwie prosimy do nas :)

Wydaje mi się, że jeśli ktoś szuka motywów erotycznych, to znajdzie lepsze książki niż utwór Diderota :P

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 31.07.2007 22:08

Marcinie, jest trochę racji w tym co napisałeś. Zresztą, kiedyś Miłosz zauważył, że polskiej prozie XX wieku brakowało i brakuje talentów, które mogłyby zmierzyć się z historią najnowszą naszego kraju. Tutaj potrzeba pisarza wybitnego.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 31.07.2007 22:05

Panie Andrzeju, może syn zabierał utwór Diderota, bo motywy erotyczne tam śledził z wypiekami na twarzy? Np. jak to tytułowy Kubuś wziął na sposób pewną panią, bo udawał naiwniaka w tychże sprawach. Proszę syna przepytać z treści.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.