Facebook Google+ Twitter

Gdzie starość to radość? Może w Indiach? Marigold Hotel

Czy nadal chcieć znaczy móc? Czy nigdy nie jest za późno na działanie? Ile możemy nauczyć się od ludzi w podeszłym wieku, na dodatek w tak egzotycznych okolicznościach? Życie naprawdę potrafi zaskoczyć!

Zasiadasz w kinie i widzisz poorane zmarszczkami twarze, a za każdą z twarzy kryje się coraz smutniejsza historia. Lub bardziej skomplikowana rzeczywistość oraz bagaż doświadczeń, który przysparza bohaterom jeszcze głębszego skrzywienia kręgosłupa. I w sumie gdyby nie kolorowy plakat i angielski tytuł filmu, niewielu zdecydowałoby się zobaczyć, co wspólnego mają grupa leciwych Anglików i odległe o pięć tysięcy mil Indie. Wbrew pozorom, bardzo wiele.Polski plakat do filmu. / Fot. FOX

Bohaterami filmu są schorowana Muriel (w tej roli wybitna Maggie Smith), lekko neurotyczna Madge (Celia Imrie), podstarzały Casanova Norman ( Ronald Pickup), mąż pod pantoflem- Douglas ( wspaniały Billy Nighy) oraz jego marudna żona. Oglądając film, odnosi się wrażenie, że żadna z postaci nie jest głównym bohaterem, każda z nich ma równie wiele zawirowań życiu prywatnym. Jednak najbardziej charakterystycznie jawią się siwowłosa wdowa, Evelyn (wspaniała kreacja laureatki Oscara,Judi Dench) oraz homoseksualny sędzia Graham (Tom Wilkinson), związany w przeszłości z Indiami.

Cała plejada znanych twarzy, dobrych i wybitnych aktorów nie pozwoliła, aby film odniósł klapę. I to… w sumie byłoby na tyle. Choć z drugiej strony urzekły mnie przede wszystkim zdjęcia, zarówno pierwsze ujęcia Londynu i wnętrz, jak i późniejsze, w drodze do rzeczonego Hotelu. Wypełniony po brzegi indyjski autokar jedzie drogą i mija nie tylko kolejny, sobie podobny, ale również ludzi podróżujących na grzbiecie słonia indyjskiego. Nie wspomnę już o przepisach ruchu drogowego, które praktycznie w Indiach nie istnieją. To stwarza niesamowite wrażenie. Aż w głowie się nie mieści.

Za reżyserię odpowiada John Madden, brytyjski reżyser znany z takich filmów, jak Zakochany Szekspir czy Kapitan Corelli. Film trwa ponad dwie godziny, momentami dłuży się niemiłosiernie. Aż prosi się, żeby włączyć ‘podgląd’ i przejść dalej. Choćby do dialogów, które bardzo ożywiają akcje filmu. Scenarzystą przy filmie był niezbyt znany Oliver Parker (ostatnio współtworzył film Now Is Good, z Dakotą Fanning w roli głównej).

Twórcą muzyki do filmu był Thomas Newman, co uważam za ogromną zaletę produkcji. Newman ma na swoim koncie ścieżki dźwiękowe do takich filmów, jak Żelazna Dama, Wall-E, Gdzie jest Nemo, czy Zielona Mila, Erin Brokovich, Podaj dalej i wiele, wiele innych.

Twarze znanych aktorów mogły przyciągnąć widza do kina, jednak aby zainteresować, potrzeba było nie lada wysiłku. Trudno mi powiedzieć, czy to przez czas projekcji, czy co innego, jednak coś w tej produkcji przeszkadzało mi, aby cierpliwie obejrzeć do końca. Niemniej jednak cała historia warta jest poświęcenia uwagi.

Evelyn została wdową, Muriel przygotowuje się do operacji wszczepienia protezy stawu biodrowego. Madge ma już dosyć bycia babcią swoich wnucząt i postanawia przeżyć życie na nowo. Jeszcze nie wie jak, ale jak deklaruje, tak robi. Za to Douglas postanawia wraz ze swoją małżonką nie inwestować w dom
zapewniający im bezpieczną przyszłość i dołącza do grupy podróżnych. Jest i Norman, który nie wie, czego od życia oczekuje oraz sędzia Graham, który skrywa niejedną tajemnicę.

Grupa starszych ludzi spotyka się na lotnisku i podróżuje paręnaście godzin do ziemi dla nich Obiecanej- Pensjonatu- Hotelu, raju dla osób w podeszłym wieku, w dalekich Indiach. Hotelu prowadzonego przez młodego człowieka, co zdawałoby się paradoksalne. Zwłaszcza, że młody mieszkaniec Indii ma dość ambiwalentny stosunek do starości, a sam stan hotelu bardzo odbiega od tego, co widnieje na ulotkach. I mogłoby wydawać się, że film jest filmem przede wszystkim dla osób starszych, podbudowującym ich poczucie bezpieczeństwa, czy dającym im nadzieję, że wszystko w życiu mogą jeszcze zmienić. Moim skromnym zdaniem, pomimo tych dwóch godzin, powinien obejrzeć go w miarę możliwości każdy młody człowiek.

Obejrzeć ten film podczas szarego, ponurego listopadowego dnia to tak, jakby przenieść się odrobinę w czasie. Autorzy obrazu nakłaniają moim zdaniem widza do refleksji nad naszym stosunkiem do osób starszych. Hotel Marigold to konfrontacja świata ludzi dorosłych i dzieci; młodzieży oraz tych w skórze sześćdziesięciolatka, ale nie całkiem dojrzałych (mam tu na myśli przekomicznego Ronalda Pickupa).

To naprawdę dobre kino, które bawi i uczy. Mimo swoich wad. Może, gdyby inny reżyser spróbował swoich sił przy tej produkcji, wtedy film byłby bardziej dynamiczny i zabawny. Ale… w sumie, spodziewać się dynamiki po siedemdziesięciolatkach… no nie wiem. Ale możecie być chwilami zaskoczeni!

Jest to film niezwykle pogodny, mimo czającego się na karku wszystkich bohaterów oddechu czasu. W mojej ocenie zasługuje na 3,5 w skali do 6.

Poniżej polski zwiastun filmu. Gorąco polecam!

Zarejestruj się i napisz artykuł
Znajdź nas na Google+

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.