Facebook Google+ Twitter

Gdzie strzelą szampany? Gra o mistrzostwo ekstraklasy do końca.

Medale naszykowane, trofeum gotowe. Nieznana tylko nazwa triumfatora ekstraklasy. Po niespodziewanej porażce Legii w Gdańsku (0:2) sprawa pozostaje otwarta. Piłkarze ze Stolicy czy Piast? Odpowiedź na to pytanie w sobotę od godziny 18:00.

Nie tak to miało wyglądać. Legia miała odgonić demony przeszłości (dwa przegrane tytuły w Gdańsku w ostatnich latach), kolejne samochody obierające kierunek wylotowy ze stolicy na Gdańsk ze stolicy jechały napełnione szampanami. Aż dwa tysiące kibiców wróciło z powrotem do Warszawy z napitkiem, a nerwy potrwają do niedzieli. Kuriozalne wręcz 0:2 po znakomitym meczu Sławomira Peszko sprawiło, że na Energa Stadion zamiast zmrożonych szampanów jeszcze większy chłód bił od zmrożonych kibiców gości. Dwa dni przed meczem kontuzji doznał piłkarz kluczowy - Tomasz Jodłowiec i przed spotkaniem potwierdził się najgorszy scenariusz. "Jodła" wypadł ze składu, a Czerczesow zaczął kombinować.

Manewry z Vranjesem, Masłowskim i Brzyskim w pierwszej jedenastce przyprawiały sympatyków Legii o palpitację serca. Całkowicie zresztą słuszne, bo zawodnicy Piotra Nowaka nie mieli absolutnie żadnych problemów ze sforsowaniem obrony przyjezdnych, którzy nie wystąpili także bez Michała Pazdana. Podpora i kapitan lidera ekstraklasy był... oszczędzany na niedzielną batalię z Pogonią, żeby przypadkiem się nie wykartkować.

Miała być pokerowa zagrywka i trzy asy, tymczasem wszystkie niecodzienne postaci w wyjściowej jedenastce zawiodły na całej linii. Dołączył do nich zresztą Michaił Aleksandrow, który na Łazienkowskiej miał zastąpić bezbarwnego Ivana Trickovskiego. Okazało się, że... jeszcze bardziej się nie nadaje. Bułgar już od dwóch lat nie zdobył nawet gola. W 2014 roku też po raz ostatni zanotował dwie asysty. Na domiar złego doszły dwie żółte kartki Lewczuka, ale tutaj sprawa rozwiązana - na pewno w następnym starciu zagra już Pazdan.

Z powrotem do składu powinni wskoczyć też Ariel Borysiuk oraz Michał Kucharczyk, więc sytuacja wraca do normy. Czerczesow naturalnie nie chował głowy w piasek - ze swoją standardową śmiałością wypalił, że jedenastka była... ciekawa. Historia jest przewrotna. Legia w 2012 roku ograła największego konkurenta do tytułu na własnym boisku - aż 4:0 drużynę Śląska Wrocław. Wyłożyła się w Trójmieście i to ekipa z Dolnego Śląska schyliła głowę po złote medale. Legioniści w ostatni weekend nie dali szans Piastowi (4:0), by znów wróciły koszmary z Gdańska.

Mecz z Pogonią wcale nie musi być formalnością, bo sądząc po aktywności twitterowej Czesława Michniewicza - marzy mu się zapisanie po raz kolejny w historii naszej ligi. Zwłaszcza, że już kiedyś... narozrabiał na Legii z Zagłębiem Lubin. W 2007 roku jego piłkarze zdobyli tam mistrzostwo Polski po triumfie 2:1. Jarosław Fojut i owszem, sympatyzuję nieco z Legią, a Wladimir Dwaliszwili został nawet w barwach ekipy ze stolicy wicekrólem strzelców ligi. Gruzin nie ustępował w pewnym momencie poziomem sportowym Danijelowi Ljuboi, ale później zgubił formę, której długo nie mógł odzyskać. Paradoksalnie - świeżość wróciła mu na finisz obecnych rozgrywek. Były uczestnik Ligi Mistrzów w barwach Maccabi Hajfa ukąsił przed kilkoma dniami Piasta właśnie. Po kapitalnej wygranej z Cracovią w ostatniej kolejce (3:2) - optymizm nie jest bezzasadny. Bukmacherzy są jednak spokojni, w tym firma Fortuna, która zakłada triumf Legii (kurs 1.2 na gospodarzy, aż 14.0 na Pogoń).

Piast na to wszystko patrzy z dużym spokojem. Znów odrobił dystans trzech punktów (bezdyskusyjne 2:0 z Ruchem Chorzów na wyjeździe), ale musi pokonać Zagłębie Lubin, które ma już zapewnione puchary. Beniaminek na pewno podejdzie do tego spotkania odrobinę luźniej. Niezależnie od rozstrzygnięcia - nawet srebro będzie najlepszym rezultatem w historii śląskiego klubu. Daleko byłoby jednak do spełnienia marzeń z loży VIP gliwickiego stadionu, na której po kilku meczach tegorocznych rozgrywek rozbrzmiewał hymn Ligi Mistrzów. Gliwiczanom na koniec sezonu nie wystarczy taki sam dorobek punktowy jaki zgromadzi drużyna z Warszawy. Przy równiej liczbie punktów, o tym kto jest wyżej decydują miejsca zajęte na koniec rundy zasadniczej. Kurs Fortuny na Piasta wynosi 1.9, a na Zagłębie 4.05, więc teoretycznie - wszystko w nogach legionistów...

Niestety nie w nogach wszystkich, bo kontuzja w meczu z Lechią wyeliminuje prawdopodobnie z ostatniej serii spotkań Guilherme (zszedł w 66. minucie z opatrunkiem na nodze). Nie ma już co do jednego wątpliwości - tym razem nie zabraknie determinacji, na co zwracał uwagę Arkadiusz Malarz. Piłeczka jest po stronie Czerczesowa. Podobnie z presją, ale Hamalainen zapewnia, że wpadka z Lechią została błyskawicznie wymazana z pamięci. Radoslav Latal zachowuje natomiast kompletny spokój, bo Gliwice i tak są już dumne. Potwierdzają to nastroje kibiców, którzy zaintonowali swoim ulubieńcom po meczu w Chorzowie utwór disco polo "Oczy zielone". A co do oczu, cała Legia powinna mieć je szeroko otwarte, żeby dramat nie przydarzył się akurat na stulecie...

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.