Facebook Google+ Twitter

Gdzie szukać sposobów na naprawę systemu edukacji?

  • Autor usunął profil

  • Data dodania: 2008-08-27 17:42

W polskim systemie edukacji zrobiło się na tyle śmiesznie, a zarazem groźnie, że można zgłaszać przeróżne, najbardziej bzdurne i poronione inicjatywy. Będą one mimo to traktowane z całą powagą.

Niektóre spośród nich będą - lub już zostały - wprowadzone (vide mundurki). Jak widać, sporo zależy od wysokości, z której takie koncepty się zgłasza.

Wiele spośród owych inicjatyw ma swoje podłoże w niezrozumiałym dla mnie przekonaniu (żywionym przez znaczną część społeczeństwa), że winę za obecną sytuację w szkołach ponoszą uczniowie.
Jest to o tyle zaskakujące, że od dość dawna uważa się, iż "Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie". Oznaczałaby ta znana wszystkim mądrość, iż poddajemy dziecko obowiązkowi szkolnemu po to, by kształtować jego osobowość - we współpracy z rodzicami - w sposób użyteczny tak dla niego samego, jak i dla kraju. Obowiązek kształcenia jest zatem instytucją, która stawia sobie za cel pozyskanie dobrze ukształtowanych obywateli. Ukształtowanych na róznych poziomach, cennych z punktu widzenia państwa.
(Należałoby więc sądzić, że to nasze dzieci są w swym rozwoju zależne od innych...)

By cel powyższy został osiągnięty, dzieci nasze są pod przymusem oddawane w ręce ludzi, którzy podjęli się go zrealizować. Nazywamy ich nauczycielami. Chcąc ów zaszczytny obowiązek pełnić każdy musi przejść wieloletnie szkolenie, na koniec którego uzyskuje glejt dający mu prawo do nauczania. Tym glejtem jest tytuł magistra z przygotowaniem pedagogicznym.

Mało tego. Po podjęciu pracy w charakterze nauczyciela jest człowiek przez pierwsze lata obserwowany i podglądany przez bardziej doświadczonych kolegów. Udzielają mu oni wskazówek korygujących pierwsze niedoskonałości, a po kilku latach przechodzi proces mianowaniem zwany - jest to następny glejt, który orzeka, że ten człowiek dobrym nauczycielem jest i basta!

Wszyscy wiemy, jak wielkim trudem jest proces uczenia dziecka, wychowywania go, budowania jego emocjonalnej, duchowej i obywatelskiej dojrzałości. Uwzględniając ten trud poczyniono nauczycielom wiele przywilejów, niedostępnych zwykłemu pracownikowi etatowemu.

Wymieńmy niektóre tylko spośród nich - te, o których wszyscy wiemy (a może nie...?):
- etat nauczyciela to 18 godzin w skali tygodnia (przy 40 godzinach pracownika na etacie);
- nauczyciel ma wolne od pracy wszystkie święta, okresy ferii (świątecznych i zimowych oraz wakacje). W skali roku daje to całe 3 miesiące wolne od pracy (pracownik etatowy ma prawo do urlopu, którego wysokość zależy od stażu - dwadzieścia i kilka dni);
- nauczyciela mianowanego nie można zwolnić inaczej niż dyscyplinarnie. Jakość pracy nie daje ani dyrektorowi szkoły, ani nikomu innemu prawa do jego zwolnienia (pracownik na etacie może zostać zwolniony praktycznie pod byle pretekstem, a już na pewno - za złą jakość świadczonej pracy).

Przywilejów danych w polskiej szkole nauczycielowi jest więcej; kto ciekaw, zachęcam do lektury odpowiednich ustaw (przede wszystkim Karta Nauczyiela).

Mamy zatem potężne grono ludzi - solidnie wykształconych, merytorycznie i duchowo przygotowanych do wykonywania tej pracy, świadomych trudu, jakiego się podejmują i wynagradzanych za ten trud przez państwo specjalnymi przywilejami - poza pensją, rzecz jasna (ta jest powodem największych utyskiwań tychże, przez co można by uznać, że zostali do wykonywania rzeczonej profesji zmuszeni).

I w tak to ukształtowanym polskim systemie edukacji okazuje się, że największą winę za obecny jej stan ponoszą dzieci... Zaskakujące prawda?

Ja zaś chciałbym zwrócić uwagę na pewien fakt. Pomijany, przemilczany, lecz faktem pozostający: nie istnieje otóż żaden system weryfikujący jakość pracy nauczycieli. Wie o tym każdy, kto w szkole był lub czyje dzieci chodziły albo chodzą do szkoły. Wie o tym zatem praktycznie każdy Polak.

Każdy z nas mógłby opowiedzieć swoje osobiste, związane z tym złe historie. O ludziach, którzy mieniąc siebie nauczycielami nie dość, że są niezdolni zrealizować podstawowy obowiązek - przekazać wiedzę i umiejętności w zakresie przedmiotu, to skutecznie potrafią rujnować osobowość dziecka, wzbudzać nienawiść, agresję; o ludziach skutecznie blokujących dziecko na pasję uczenia się, która przecież jest naturalna; o ludziach, postrzegających dzieci jako najbardziej przykry i niechciany element swojej pracy lub odwrotnie - jak w pełni pożądany element, stanowiący idealną pożywkę do przenoszenia na nie własnej życiowej frustracji, nienawiści do ludzi i świata, niezdolności do uczynienia swego życia wartościowym.
Takie historie zna każdy z nas.

(Zdanie pod wpływem komentarzy: każdy z nas zna też historie o nauczycielach będących wzorem dla innych, lecz nie o nich mówi powyższy akapit.)

Jakość systemu nauczania sprawia, że coraz popularniejszą staje się profesja korepetytora. W zależności od rodzaju i skali problemu taki prywatny nauczyciel jest potrzebny doraźnie albo cyklicznie przez dłuższy czas (semestr, rok, kilka lat). Za swoją pracę pobiera wynagrodzenie według ustaleń pomiędzy nim a rodzicem. Najczęściej jest to stawka godzinowa, w dużych miastach może być naprawdę wysoka. Zainteresowany gotów jest jednak płacić takie pieniądze - w nadziei, że może korepetytor naprawi to, co nauczyciel zepsuł. Oczekuje zatem konkretnych, wymiernych efektów. Jeśli takowe się nie pojawiają, dziękuje za współpracę i szuka kogoś innego, lepszego.

Niezwykle prosty, niezwykle skuteczny system weryfikacji. Taki sam obowiązuje w niemal każdej relacji usługodawca - usługobiorca. Prostota mechanizmu sprawia, że najlepsi są spokojni o swoją renomę, również więc - o swój byt. Kiepscy korepetytorzy odpadają. Rynek usług weryfikuje siebie sam.

To właśnie jest system weryfikacji, który w nieco zmienionej formie chciałbym zaproponować. Niech jakość pracy nauczyciela weryfikują najbardziej zainteresowani - dzieci i rodzice. I od tej oceny w pierwszej kolejności niech zależy pensja, a w drugiej - określenie przydatności do zawodu. I niech ten mechanizm funkcjonuje w trybie ciągłym.

Uważam bowiem, że dopóki nie wytworzy się mechanizmów gwarantujących okazywanie szacunku naszym dzieciom przez nauczycieli, dopóty nie możemy liczyć na szacunek w drugą stronę. Agresja nauczyciela wobec ucznia zwróci się kiedyś przeciwko niemu.

Zmiany w zakresie programu nauczania są również niezbędne (takie, które zapełnianie pamięci śmieciami zastąpiłyby umiejętnością myślenia, wyszukiwania potrzebnych informacji, zdolnością rozwiązywania problemów etc.), ale nie wpłyną na ukształtowanie przez szkołę człowieka zdolnego wchodzić w dojrzałe, pozbawione nienawiści relacje z innymi.

Dzieci są podmiotem, nie zaś - przedmiotem nauczania. O ten truizm, który dla znakomitej większości obecnych nauczycieli nie jest taki oczywisty, powinien być oparty nowoczesny, ze spojrzeniem w przyszłość model edukacji.

Chciałbym bardzo, by moja sugestia wyrażona w tym artykule stała się początkiem szerokiej, publicznej debaty, która dałaby asumpt do zmian w polskim systemie edukacji.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (38):

Sortuj komentarze:

  • Autor usunął profil
  • 01.09.2008 08:33

Panie rokets_w vel anonimowy: na wszystko, o czym pan napisał, odpowiedziałem w komentarzach - jako że podobne zarzuty już padały. Jeśli chce pan poznać szerszą perspektywę powodu mojego artykułu, proszę przeczytać komentarze.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Macieju dziwię się Panu, że Pan nie wstydzi się sam za siebie i pisze takie bzdury.Z kąt Pan te wiadomości posiada? Chyba z baru piwnego albo z meliny pijackiej, gdzie słyszał pan bełkot pijanej młodzieży. Czas pracy nauczyciela to przeciętnie 18 godzin tygodniowo.A czy pan doliczył czas pracy za co nauczyciel nie otrzymuje pieniędzy? Powiem Panu co nauczyciel jeszcze robi poza tymi 18 stoma godzinami: sprawdzanie zeszytów, sprawdzanie kartkówek, sprawdzanie sprawdzianów, wywiadówki, rady pedagogiczne, wszelakie wycieczki klasowe i szkolne trwające nie tylko w czasie godzin i przede wszystkim przygotowywanie sie do zajęć lekcyjnych. A muszę panu wspomnieć, ze nauczyciel na klasy rożnych roczników wiec do każdej lekcji praktycznie musi się przygotować indywidualnie.

Zna Pan powiedzenie /Obyś wychowywał cudze dzieci/ myślę, że nie znał Pan tego powiedzenia.

Mundurki- jak je zwal tak zwał- ale dzieci powinny być ubrane schludnie w miarę możliwości w jednolitym stroju nie odbiegającym od innych. Jak Pan wie są dzieci rodziców bogatych i biednych. A dzieci z rodzin biednych czuja się gorsze od dzieci lepiej ubranych.
Wprowadził bym zakaz ekstrawaganckich strojów z dekoltami i spódniczkami gdzie wszystko widać. Wprowadził bym zakaz noszenia ozdób w uszach nosach i na palcach. Ograniczył bym tzw prawa ucznia a wprowadził przede wszystkim obowiązki ucznia i sankcje za ich nieprzestrzeganie, łącznie z usunięciem ze szkoły w skrajnych wypadkach z zakazem dalszej edukacji (czyli dawniej tzw wilczy bilet)

Należy zwiększyć prawa nauczyciela w stosunku do ucznia. Bo jak by się nauczyciel zachował to zawsze jest żle. Kiwnie palcem czy krzyknie - to się znęca nad uczniem. Pochwali i po głowie pogłaska już krzyk, że molestuje. Uczeń wymyśli bzdurę już policja w szkole i nauczyciela aresztują.
Podam panu przykład: Czy pamięta Pan Elbląg? Uczniowie powiedzieli , że pani ich prowadzała do piwnicy i tam kazała im uprawiać ze sobą seks. Rodzice,policja i prasa i tacy jak pan dziennikarze zrobili aferę na całą Polskę. Nauczycielkę zwolniono. A jak póżniej policja przycisnęła gówniarstwo, to przyznali się, że nakłamali bo postawiła im jedynki na półrocze, mimo że mieli szansę na poprawienie oceny ale nie nauczyli się mimo wszystko.
A efekt naszego prawa i zrobionej afery zwłaszcza przez media było takie, ze zniszczono życie młodej nauczycielce. Gdyby tacy Jak Pan dziennikarze potrafili byc obiektywni i nie szukali sensacji, Ta młoda nauczycielka była by nadal pracownica tej szkoły. To właśnie tacy pismaki jak Pan Panie Macieju sieja ferment i niszczą ludzi porządnych.

Powiem jeszcze jedno------powinno się wrócić ponownie do sytemu dyscypliny i edukacji jaki był jeszcze za czasów Gierka. Pomijając wypaczenia w nauczaniu historii.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 29.08.2008 14:14

Nie, Mash. Przygotowuję np. uczniów do matury - oni nie mają zaburzonego obrazu, chcą się po prostu solidnie przygotować.
Uczę studentów z uczelni technicznych lub ekonomicznych - u nich też wszystko w porządku, jedynie czasem program ich przerasta.
Uczę dzieciaki, które nic złego o nauczycielach nie mówią - po prostu są słabe z matematyki. Nauczyciel zaś nie potrafi im pomóc bardziej indywidualnie, bo w klasie jest 30 osób, a szkoły nie stać na zapłacenie mu za prowadzenie zajęć wyrównawczych.

Sytuacji złych jednak, z jakimi się spotykam, jest stanowczo zbyt wiele. I są zbyt drastyczne, bo są atakiem na osobowość dziecka.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jola pokazała dobitnie - nie można o niczym dyskutować, biorąc za punkt wyjścia skrajnie złe przypadki.

Komentarz został ukrytyrozwiń

A ja też mam pytanie: wywnioskowałem, że Pan w tym momencie pracuje z młodzieżą w jakiś sposób pokrzywdzoną przez nauczycieli. W takim razie nie ma pan "zawodowego" kontaktu z osobami nie narzekającymi, ba, nie uważającymi nauczycieli za zło wcielone ( słusznie, niesłusznie, mniejsza o to ). Otóż czy czasem nie ma Pan przez to zaburzonego postrzegania sprawy?

W takim wypadku nie dziwiłoby mnie, że ma Pan mało do przekazania pozytywów jeśli chodzi o obecnych nauczycieli, jedynie te drastyczniejsze przypadki.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 29.08.2008 13:30

Aniu, cytat z Twojej wypowiedzi:
"Ale zgodzę się z Tobą co do ewaluacji pracy nauczycieli. To nie może być ocena dziecko - rodzic, bo wtedy nauczyciel jest zupełnie bezbronny, a dziecieki w stylu "laleczki Chucky" tez się zdażają. Najlepiej widać (szczególnie w liceum) wyniki pracy nauczyciela, nie tyle nawet po średniej ocen klasy ale po ... frefencji. Trzeba by bylo zaprojektować cały system oceny pracy uczących, gdzie wypowiedziec móglby się każdy zainteresowany, to niestety jest pracochłonne i kosztowne..."

Moja propozycja miała być głównie podniesieniem pewnego problemu, rozpoczęciem o nim rozmowy. Być może właściwszy będzie "cały system oceny pracy uczących". I mam jedno tylko w związku z tą uwagą pytanie: czy pracochłonność i kosztowność takiego procesu może tłumaczyć fakt, że w zamian nie robimy dokładnie nic?

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 29.08.2008 13:21

I jeszcze jedno, Panie Cezary - ton pańskiego komentarza jest również emocjonalny, z bardzo osobistymi wycieczkami w moim kierunku. A ja właśnie o tym głównie piszę w swoim artykule - że szkoły nie uczą dobrych relacji między ludźmi. A tego przede wszystkim powinny.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 29.08.2008 13:14

Panie Cezary, w niektórych odpowiedziach na komentarze do mojego tekstu zawarłem wyjaśnienie kilku pańskich uwag. Jeśli zależy Panu na rozmowie, zapraszam do przeczytania. Jeśli z Pana strony miało to być wyłącznie powiedzenie swojego i na tym koniec, to nie ma sensu, żebym się powtarzał.
Odpowiem zatem tylko na te uwagi, których nie było we wcześniejszych komentarzach innych osób.

Jakie ma Pan dane na temat większej ilości wybitnych Polaków wykształconych dawniej?
I jak Ci wybitni Polacy rządzą obecnie krajem?

Przeglądając sieć trafiłem na artykuł (w biuletynie Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego), z którego wynika, że w testach na rozumienie tekstu 30-latkowie wypadli 2 razy lepiej niż 50- i 60-latkowie.
Program nauczania sprzed kilkudziesięciu lat faworyzował osoby wybitne - taki był wymóg polityczny. Mieliśmy więc trochę osób wybitnych i gromadę funkcjonalnych analfabetów.
Obecnie zaś, jak jest - nie wiem, nie mam danych. Szkół wyższych jest więcej, ale też z poziomem nauczania bywa różnie. Wymogi są często istotnie zaniżane (mówię o uczelniach technicznych) ze względu na niższy poziom nauczania w liceach.
Możliwe jest w efekcie, że mamy obecnie więcej "średniaków", a mniej wybitnych. Powtarzam - możliwe. Nie mam danych. Jeśli Pan ma, proszę się podzielić.

Rozumiem, że wiele osób uważa mundurki za dobry pomysł. Ja - nie. Tego, że między dziećmi ma miejsce swoisty ranking (np. kto jakie ciuchy nosi) jest wynikiem świata, który nie przez nie został wymyślony. Przez dorosłych, wykształconych wcześniej został wymyślony. One tylko z niego korzystają.
Rywalizacja nie jest wymysłem dzieci, lecz podpowiedzią ze strony dorosłych. Dzieci tylko obserwują toczący się wokół "wyścig szczurów" i tworzą własny, ze zmodyfikowanymi regułami.

Pisze Pan, że moja relacja jest stronnicza. Oczywiście, że tak. Jestem bardzo głęboko poruszony chorobą, jaka toczy cały system edukacji, w każdym zakątku Polski. Nie interesuje mnie porównywanie z tym, co było 40 lat temu - istotna jest obserwacja tego, co ma miejsce teraz! tu! Mógłbym przecież równie dobrze porównać nasz świat do tego sprzed 200 lat i stwierdzić, że nic tu nie ma do poprawiania, bo jest o wiele lepiej, niż wtedy.
Jeśli dostrzegam problemy, to o nich piszę. I nie jako osoba skrzywdzona przez system edukacji, lecz jako ten, który z wytwarzanymi przezeń problemami styka się w swojej pracy. Uważa Pan, że powinienem milczeć? że powinienem bawić się w obiektywizm, gdy dzieci opowiadają mi, co wyrabiają z nimi nauczyciele? powinienem położyć uszy po sobie i stwierdzić, że "przecież jest lepiej, niż 40 lat temu"?

Myślę, że to właśnie z powodu społecznego milczącego przyzwolenia mamy to, co mamy. Bo prościej jest ponarzekać na rząd, że nic nie robi, niż samemu ruszyć zadek.

Ton mojego artykułu jest emocjonalny, ponieważ dzieci często opowiadają mi historie, od których włos jeży się na głowie (gdyby to Pan był na moim miejscu... co Pan by zrobił? przemilczał to? oczekuję propozycji, może się źle do tego zabrałem). Utarło się jednak w tej kulturze (nie tylko w naszym kraju), że "dzieci i ryby głosu nie mają". Kto ma za nie mówić o ich niezawinionych cierpieniach?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Istotnie autor tekstu zdaje się być najlepszym dowodem na słabość naszego systemu kształcenia.
Tytuł tekstu sugeruje poważne zajęcie się problem polskiego szkolnictwa po czym mamy dość stronniczą relacje z życia marginesu dosyć luźno zdefiniowanej grupy zawodowej. O uczniach mówi się niewiele, a o systemie nauczania prawie wcale. Artykuł odbieram jako publiczne odreagowanie na własne niepowodzenia w szkole lub, co chyba bardziej prawdopodobne, problemy dzieci własnych lub krewnych i znajomych. Cóż taki to portal. Myślę, że wylanie żółci gremialnie wszystkich nauczycieli chociaż trochę poprawiło frustratom samopoczucie.
Mój ulubiony cytat z artykułu:
„Uważam bowiem, że dopóki nie wytworzy się mechanizmów gwarantujących okazywanie szacunku naszym dzieciom przez nauczycieli, dopóty nie możemy liczyć na szacunek w drugą stronę. Agresja nauczyciela wobec ucznia zwróci się kiedyś przeciwko niemu.”
Proponuje mechanizm w postaci rytuału np. zamiast sprawdzania obecności pokłony na klęczkach wobec uczniów. Może na początek wystarczy.
Już parę lat temu widziałem nakręcony przez uczniów film o wkładaniu nauczycielowi kosza do śmieci na głowę.
Jednak, mimo wszystko chciałby się dowiedzieć czegoś ciekawego na poruszony temat.
Nie znam się na dydaktyce i dlatego może ktoś mi wyjaśni jaki wpływ ma poszatkowanie procesu dydaktycznego (podstawówka, gimnazjum, szkoła średnia), likwidacja ciągłości środowiska dorastania młodych ludzi, na jakość nauczania jak i efekty wychowawcze.

p.s. Dawniejsza szkoła była jeszcze gorsza. Nauczyciel był drugi po Bogu, a rodzic co najwyżej mógł z czapką w rękach, pokornie wysłuchać relacji o swojej latorośli. Mimo to wybitnych Polaków jakoś więcej wykształciło się w tych „ciemnych” latach. Prawie wszyscy nosili mundurki, a niektórzy, o zgrozo, tarcze, a nawet czapli szkolne.

Komentarz został ukrytyrozwiń

"Aniu - pomimo, że jestem (byłem) "panem od wu-efu", to nie poczułem się dotknięty osobiście. Ani artykułem, ani Twoim komentarzem.
Dlaczego? " - no nie wiem Maćku... może dlatego że Ty nigdy nie obmacywałeś dzieci i nie popijałeś na zapleczu? :) Założę się, że gdybym powiedziała "faceci to świnie" to tez bys się nie obrazil. Zapewne dlatego, że utozsamiasz sie nie ze swoim zawodem, czy płcią, ale ze samym sobą.

Mash, nie zamierzałam tutaj zakładać "kącika osób skrzywdzonych przez nauczycieli" jak to wesolo ująłeś :D Moje przykłady mialy pokazać, zachowania nauczycieli i fakt, że nie zostali oni z ich powodu zwolnieni. To miala być riposta na Twoje wcześniejsze uwagi o tym, że w razie problemów nauczyciela mozna zwolnic. Ja w moim jeszcze dość krótkim życiu nigdy nie słyszalam o takim przypadku. To zawsze była wcześniejsza emerytura, urlop zdrowotny lub ewentualnie przeniesienie do innej szkoly. I to jest patologia, tak jak przerzucanie z parafii do parafii księży pedofilów, zamist wyklucznie ich ze slużby (oczywiście - żeby nie było - nie porownuję tutaj nauczycieli do księży pedofilow, tylko mechanizm rozwiązywania takich sytuacji).

Ale zgodzę się z Tobą co do ewaluacji pracy nauczycieli. To nie może być ocena dziecko - rodzic, bo wtedy nauczyciel jest zupełnie bezbronny, a dziecieki w stylu "laleczki Chucky" tez się zdażają. Najlepiej widać (szczególnie w liceum) wyniki pracy nauczyciela, nie tyle nawet po średniej ocen klasy ale po ... frefencji. Trzeba by bylo zaprojektować cały system oceny pracy uczących, gdzie wypowiedziec móglby się każdy zainteresowany, to niestety jest pracochłonne i kosztowne...

I na koniec... sama nie wiem jak wyjasnić fenomen wspaniałych nauczycieli. Miałam na przykład historyczkę w liceum, która krzyczała na nas niemiłosiernie i odpytywała na "dzień dobry" tych którzy się spóźniali... nikt się nią nigdy za bardzo nie przejmował, a ludzie dalej przychodzili na lekcje 10 minut "po". Miałam też z kolei wspanialego profesora matematyki. Szalone poczucie humoru, matematykę prowadził z pasją i jakoś tak interesująco, nawet dla mnie, ówczesnego głąba matematycznego. Nigdy nie podniósł na nas głosu, ale jak coś się zaczynało dziać, wystarczyło jego jedno spojrzenie i w klasie było "jak makiem zasiał". Co roku wygrywał konkurs na najlepszego nauczyciela w liceum, kochają go tłum uczniów, odwiedziają do tej pory. Miał jakąś wewnętrzną charyzmę i był po prostu świetną osobą.

Nie ma takich wielu. Ale to nie dziwne, bo ludzi wyjątkowych nie jest dużo. Byłoby za to wspaniale, żeby Ci wyjątkowi decydowali się uczyć...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.