Facebook Google+ Twitter

Gdzie ta szopa, turoń i śpiewanie kolęd?

W dzisiejszych czasach brak kolędników z krwi i kości. - powiedział do mnie Dawid i dało mi to do myślenia.

Boże Narodzenie / Fot. Gabriela Blajer- No bo jak to, walą do drzwi, wyją zamiast śpiewać i jeszcze
o wszystko mają pretensje
- kontynuował. Rzeczywiście, współcześnie obyczaj ten znamy jako prymitywny cyrk na kółkach, a przecież tradycja kształtowała przez całe wieki zwyczaj kolędowania i chodzenia po domach od Wigilii aż do Trzech Króli.

Tymczasem święta tracą swój urok już w wigilijny wieczór, gdy brzuchy pełne,
jednym okiem ciągle zerka się na zegar, by nie przegapić pasterki, a tu dzwonek
i mocne pukanie do drzwi. Nie otwierasz, to dobijają się jeszcze mocniej. Otworzysz, zaczną wyć, a ty możesz już zacząć rozbijać swoją świnkę, w której od dzieciństwa gromadzisz resztę z zakupów. Tylko nie ośmiesz się cukierkami czy domowym przekładańcem. To nie te czasy!

Jeśli otworzysz drzwi, nie zobaczysz tego, co ujrzałbyś kilkanaście lat temu. Zapomnij
o przebierańcach, turoniu, kolorowej gwieździe, życzeniach i kolędowaniu. Twoim oczom ukażą się do niczego nie podobne stwory z kartkami w rękach i buziami zasłoniętymi wełnianym szalem, które pod czerwonym od mrozu nosem nieudolnie zaczną nucić jakieś "Wśród nocnej ciszy". Niby śpiewać każdy może, zresztą w razie czego usprawiedliwić się można nieszczęśliwym wypadkiem z dzieciństwa, bo czy dziecko jest winne, że akurat jemu słoń nadepnął na ucho?

Pewnie nie jest, ale jeśli już zdecydowało się chodzić od domu do domu i przed szanowną publicznością występować w roli solisty, to mogłoby przynajmniej z jedną kolędę od początku do końca wymamrotać. Koncert tymczasem zaczyna się w chwili otwarcia przez gospodarza wrót do swojego domostwa, a kończy - urwany w pół słowa w momencie wyciągnięcia ręki po pieniądze. Tu, rzecz jasna, preferowane są papierowe. Przecież żadna praca nie hańbi, a kolędowy biznes wchodzi w modę jako praca sezonowa - analogiczna do zbierania truskawek.

Z opowieści babć wynika, że opuszczenie przez kolędników jakiegoś domu źle wróżyło jego mieszkańcom na Nowy Rok. Życzenia od kolorowych przebierańców przyjmowane były z kolei jako wróżba powodzenia i dostatku. Czekanie na kolędników było tak samo emocjonujące, jak w dniu Wigilii wpatrywanie się w niebo w celu zlokalizowania pierwszej gwiazdki. Dziś jest już inaczej. Nie ma kolędników z krwi i kości, nie ma też czekania na ich przybycie. Pozostała tylko sentymentalna tęsknota za tradycją, która mija wraz z zakończeniem bożonarodzeniowego świętowania. Bo też jaka to przyjemność oglądać pod progiem swojego domu zwykłe szare dzieci, które w łatwy sposób można rozpoznać na ulicy?

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (5):

Sortuj komentarze:

"Znamy ten ból." W latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku kolędnicy przemieszczali się z wioski do wioski a przygotowany program mieli przygotowany na zasadzie przejmowania tradycji z poprzednich pokoleń. Nie było kamer, nie rejestrowano tego i tak ucieka w świat zapomnienia.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Trza im było powiedzieć, że wspierasz tylko grupy lepiej zorganizowane ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Przeganiam konsekwentnie. W tym roku biegają pojedynczo, każdy sobie rzepkę żebrze. :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

A przy okazji kolęd:
link
.

Komentarz został ukrytyrozwiń

...Dla tego sami winniśmy dać stosowną motywację do tego by współcześni kolędnicy b. się przykładali nie tylko do strojów ale i wyuczenia się kolęd. I dając np. 10 zł dodać: "przyjdźcie za rok lepiej przebrani i z lepiej nauczonymi kolędami to chętnie dam więcej"... ;)
A jeśli traficie na grupę lepiej przebraną i lepiej wyuczoną - pochwalić ich za to i podkreślić, że za to nagradzacie ich większą kwotą niż zazwyczaj.
Grunt to właściwa motywacja...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.