Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

10478 miejsce

Gdzie zaginęła dusza starych baśni i bajek?

Szukałam ostatnio w księgarni ładnego wydania książki dla dzieci - klasyka bajek i baśni w dobrej oprawie graficznej i tekstowej. Wyszłam z pustymi rękami i kilkoma cierpkimi przemyśleniami...

Ilustracja do "Śnieżki" z początku XX wieku / Fot. Franz Juttner, 1908, WikiCommonsPo okładce ją poznacie...

Stanowisko z literaturą dla dzieci zapełnione po brzegi. Zewsząd wylewają się kolorowe, uśmiechnięte buzie dzieci, stworków, potworków i potencjalnych bajkowych straszydeł. Patrzę na całość i niestety nie zauważam żadnej wyróżniającej się książeczki. Wszystkie skrzą się złoceniami, kolorami i połyskują okładkami, które w podobny sposób reklamują wielkie, najpiękniejsze, najsłynniejsze i najcudowniejsze... coś.

W pamięci mam własne książki z bajkami wydane na przełomie lat 80. i 90. Były ogromniaste, niejednokrotnie jeszcze w płóciennej oprawie. Nie lśniły blaskiem sklepowym, jak te dzisiejsze, ale nie dało się im odmówić unikatowego uroku.
Tak... płócienne okładki i okładki matowe. Szczypta umiaru, o której współcześni wydawcy chyba zapomnieli... Piękna okładka to często jedyny magnes, który skłania do zakupu tej, a nie innej książki - szczególnie, jeśli poszukujemy absolutnej klasyki bajek i baśni.

Znajdujemy więc mnóstwo zlewających się ze sobą czerwonych okładek ze złoceniami, ciemnozielonych ze srebrzeniami i mnóstwa sympatycznych zwierzątek i przepięknych, nad wiek rozwiniętych księżniczek i królewien... Wszystkie piękne, uśmiechnięte i tak wymuskane przez grafików komputerowych, że nie pozostawiają miejsca na dopowiedzenie sobie czegokolwiek w wyobraźni. A poza tym są takie same... wszystkie do siebie podobne, jednolicie zlewające się ze sobą. Zwykłe.

Przekartkowałam kilka najbardziej rzucających się w oczy - kolorowe, czasem z dodatkowymi przesuwanymi obrazkami, czy krótkimi zagadkami dla dziecka. Im głębiej jednak szukałam, tym mniej treści udawało mi się odnaleźć: gdzie się podziała właściwa opowieść?!

Niestety, po przejrzeniu kilku tomów zauważyłam, że na dobrą sprawę nie ma wyboru: ponadczasowym baśniom amputowano słowa, a dzieciom i rodzicom powoli wtłacza się czytelnicze lenistwo. Jak się zaraz okaże niełatwo też o podjęcie wyzwania i sięgnięcie po teksty oryginalne.

Tymczasem okaże się, że książka, którą z braku czasu wybierzemy może się okazać czymś zupełnie innym, niż pierwotnie miała być...

Dzieci się zgubiły, a syrenka poślubiła księcia...

Jeśli rezygnujemy z pięknej okładki i niezwykłej szaty graficznej, mamy nadzieję, że kupione przez nas bajki i baśnie będą obfitsze w treść i przedstawią dziecku opowieści takie, jakimi byłe one przed laty: inspirujące, pobudzające wyobraźnię, pouczające.

Przypomnijmy sobie: Jaś i Małgosia pochodzili z bardzo biednej rodziny. Pewnego dnia rodzice, nie mając pieniędzy, by dalej je żywić, porzucili je w lesie, by nie oglądać, jak umierają z głodu... Tymczasem co i rusz spotykamy na kartach opowieści dwa radosne, pulchne stworzenia, które z uśmiechem biegną do lasu, by zerwać niejednego dorodnego prawdziwka. Jakież to zaś nieszczęście, że wychowani w leśnych ostępach gubią się...

Prawdziwą ewolucję w czasie dziejów przeszła jednak zupełnie inne postać. Ilu czytelników, tyle też wersji bajki o Królewnie Śnieżce. Mało kto pamięta, że u braci Grimm, którzy niejako "mają patent" na całą fabułę, nie było żadnej złej królowej, ale zła matka Śnieżki. By nieco załagodzić odbiór i uniknąć łamania cennego stereotypu kochającej matki, zamieniono ją na macochę - złą i zawistną, która: i tu drugie pomijane często wydarzenie w historii - poprosiła wpierw myśliwego o zamordowanie Śnieżki. Dowodem miało zaś być jej serce wydarte z piersi dziewczyny. Co ciekawe, zakrwawione szczątki zła matka otrzymała... Skąd one jednak pochodziły i jak potoczyła się dalsza historia - warto poszukać na własną rękę.

Wniosek jednak nasuwa się od razu. Większość obecnych na rynku książek to opowieści "na podstawie" lub "inspirowane" oryginalnymi. Wydania, które pozwalają na najwierniejsze przytoczenie starych dobrych opowieści jest niestety niewiele. Potwierdzić to mogą wszyscy, którzy mieli kiedykolwiek styczność ze słynnym już, dwutomowym wydaniem Baśni Braci Grimm (w niebieskiej lub szaro-zielonej okładce). Sama pamiętam, jak zatapiałam się w opowieściach, które przedstawiały świat zupełnie inny, niż ten znany z większości baśni.

Podobnie wygląda też historia związana z wydaniami Baśni H.Ch. Andersena. Pamiętacie chociażby "Małą syrenkę"? Koleje jej losu były niemniej tragiczne, jak jej koniec. Jak jednak domagała się hollywoodzka popkultura - piękna historia musiała zostać załagodzona i obecnie wielu żyje w przekonaniu, że książę poślubił wodną królewnę.

Różnie dziwne i unowocześnione wersje bajek spotkałam na półkach sklepowych. Od zwyczajnych, lecz "załagodzonych" względem oryginałów, aż po zupełnie dziwaczne, śmieszne i pokraczne niemal mutacje pięknych baśni. Nigdy jednak nie są to wydania wznawiane i jak zawsze pokazuje czas - tylko oryginały są naprawdę w cenie i zaskakująco szybko znikają z półek - choćby były mniej kolorowe, fantazyjne i bardziej nasycone tekstem niż ilustracjami.

Dziwi tym bardziej fakt, że wielu z nas wybiera na pierwszą książkę współczesne wersje, nie próbując nawet zaproponować dziecku poznania wpierw wersji klasycznej.
Dzieci dostają dziś zewsząd mnóstwo impulsów i propozycji interpretacji otaczającego ich świata. Dla nich większość z tych informacji staje się przyszłą bazą, na której będą rozwijać swój światopogląd. Bardzo często jednak w morzu wiadomości brakuje tych prawdziwie podstawowych, które dla nas oczywiste - u nich rozmywają się i tracą znaczenie. Jak bardzo widoczne jest to już teraz w systemie edukacji, strach wspominać.

Po co więc odbierać mu jeszcze odrobinę tak ważnej spuścizny kulturowej?

Brak brutalności, czy smutnych splotów życia? Wiele bajek właśnie tak zaczyna przedstawiać dzieciom rzeczywistość. W klasycznych baśniach nie chodzi jednak o to, by epatować tragedią, ale pozwolić dziecku na posmakowanie różnych stron życia: dzięki klasycznym baśniom dzieje się to w sposób jak najbardziej kontrolowany!

Nie pozostawiamy bowiem dziecka "na pastwę" filmowych interpretacji (które nie raz i nie dwa przerażają starszych i w rzeczywistości dla nich są dedykowane), ale wspólnie z nim przechodzimy po raz wtóry znane nam historie i ułatwiamy zrozumienie trudniejszych kwestii.

To rodzic i opiekun staje się głównym interpretatorem i przewodnikiem dziecka.

O tym, jak wzmacnia to wspólne więzi, nie trzeba wspominać.

Czy Kot w Butach pozostanie już tylko buńczucznym rudzielcem o głosie Banderasa, czy powróci jeszcze do nas jako polujący na kuropatwy i przechytrzający czarnoksiężnika dachowiec? A Mała Syrenka? Może znów rozpłynie się w wodnej kipieli, przypominając nam o tym, że czasem poświęcenie dla innych jest ważniejsze od szczęścia własnego?

Próbujmy i eksperymentujmy, a może na nowo odkryjemy duszę baśni, o których tak wielu zapomniało.


Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Mój bratanek rzuca temat i oczekuje żeby na poczekaniu opowiadać mu bajkę, potrafi zadawać pytania w trakcie powieści, stanowczo powinnam to wszystko zacząć spisywać. :-) Dzisiaj dziecko zalewa się kolorami, kształtami, książkami trójwymiarowymi, a nie treścią i przekazem - to smutne.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.