Facebook Google+ Twitter

"Gęba" pełną gębą, na III Festiwalu Kabaretu w Zielonej Górze

Wszystko, co śmieszne, szybko się kończy. W niedzielę uniwersytecka aula na jeden wieczór zamieniła się w studencki klub Gęba. Tegoroczny festiwal zakończył się prezentacją skeczy w wykonaniu zielonogórskich kabareciarzy pochodzących z tego właśnie klubu.

Kabaret Teatr Absurdu podczas pierwszego dnia Festiwalu Kabaretu. / Fot. Bartek KriegerZaczęło się jak zwykle, czyli ciekawie i nietypowo. Przed rozpoczęciem ostatniej imprezy hostessy sprzedawały publiczności festiwalowe pamiątki w postaci... skrzywionych gwoździ. Choć nikt nie wiedział, co gwoździe wspólnego mają z kabaretem, na tacy znalazło się sporo gotówki. Gwoździe sprzedawano po pięć złotych. Ale ci, którzy ich nie kupili, gorzko tego żałowali. W czasie przedstawienia okazało się, że organizatorzy bardzo potrzebują owych gwoździ i każdy z nich został odkupiony od publiczności z dziesięciokrotnym przebiciem.

W ostatniej gali noszącej nazwę Suplement Uroczysty wystąpiły dla nas prawie wszystkie Gębowe formacje kabaretowe: Babeczki z Rodzynkiem, Bez Reszty, Ciach, Forma, Hlynur, Hrabi, Jurki, Magda Mleczak, Nowaki i Słuchajcie. Co ciekawe, do auli UZ przeniesiono prawie wszystkie meble ze studenckiego klubu, który mieści się w jednym z zielonogórskich akademików. Prowadzący galę Dariusz Kamys i Joanna Kołaczkowska – oboje z kabaretu Hrabi, z rozrzewnieniem wspominali pierwsze kroki, które stawiali na kabaretowej scenie. Zaczynali właśnie w klubie Gęba.

Na scenie mogliśmy zobaczyć między innymi Stanisława Tyma, występującego w roli psychologa przyglądającego się sztuce teatralnej. Posłuchaliśmy „Hej sokoły” w języku szwedzkim, a także skeczu z Kabaretu Starszych Panów w nowym wykonaniu. Przyglądaliśmy się też wysiłkom improwizowanego maratonu zdań rymowanych, podczas którego Stanisław Tym zmuszony był do rapowania o ziemniakach. Na chwilę przenieśliśmy się też w lata dwudzieste nucąc "Sex appeal".

Największą sympatię publiczności zyskały jednak kabaretowe skecze opowiadające o klubie Gęba. W rolę kierownika akademika wcielił się nie kto inny, jak sam Janusz Rewers z Kabaretu Ciach. Kierownik nieustannie szukał winnych połamanych drzwi, pisał raporty i fotografował uczestników imprezy. Mieliśmy okazję zobaczyć, jak wygląda życie w Gębie w godzinach porannych lub jak kto woli, po-nocnych. Byli mieszkańcy akademika i bywalcy studenckiego klubu z uśmiechami na twarzach wspominali studenckie czasy. Niedzielny uroczysty suplement był wyjątkową okazją do tego, aby zapoznać się z zielonogórskimi kabaretami, które za sprawą swojego wieloletniego mentora – Władysława Sikory, wytworzyły własną markę. Nie bez powodu mówi się wszak o Zielonogórskim Zagłębiu Kabaretowym.

Publiczność jak zwykle dopisała. I z pewnością uznała niedzielny wieczór za udany. Raz po raz, cała sala wybuchała gromkim śmiechem, a kwestie aktorów często przerywały oklaski publiczności. Na scenie znalazło się także kilka monet, co kabareciarze uznali za bardzo pożyteczną inicjatywę publiczności. Na koniec mogliśmy usłyszeć znany wszystkim, pochodzący z filmu "Titanic" utwór „My heart will go on” w bardzo kabaretowej aranżacji. Takim właśnie muzycznym akcentem zakończył się trzeci Festiwal Kabaretu w Zielonej Górze.

Dla mnie takie święto mogłoby trwać przez cały rok. Niektórzy mówią, że co za dużo, to niezdrowo, ale ciekawe, czy można się rozchorować od nadmiaru śmiechu?

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Plus za determinację i zaangażowanie :-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.