W Polsce trwa impreza homoseksualna Europride, której punktem kulminacyjnym jest parada ulicami Warszawy. - Europride - już sama nazwa jest wyjątkowo głupia.
Uważa Pan, że władze nie powinny się na to zgadzać?- Były przypadki, kiedy w Polsce próbowano zakazać takich parad, np. w Warszawie. Rozpętało się szaleństwo w całej Europie. Polskę zaczęto piętnować jako kraj faszystowski. To pokazuje atmosferę ideologicznej histerii, jaka wokół tych spraw się wytworzyła. Mało który polityk odważy się wyrazić sprzeciw, gdyż zniszczyliby go nie tylko w Polsce, ale całej Europie. Ja akurat jestem członkiem Parlamentu Europejskiego, gdzie kocha się podobne akcje. Byłyby rezolucje, raporty, deklaracje, debaty, pogróżki.
Unia nie ingeruje w zapisy prawne dotyczące kwestii etycznych.- Owszem, ingeruje, i to dość energicznie. Jeśli będzie ileś rezolucji, oświadczeń, deklaracji, to społeczeństwo, media, środowiska inteligenckie, politycy i partie polityczne w końcu się ugną. Istnieje także presja bezpośrednia poprzez orzeczenia trybunału, które prędzej czy później będą miały swoje odpowiedniki czy konsekwencje w Polsce.
W demokracji każdy ma prawo do manifestowania swoich poglądów.- Jest pytanie o to, co jest poglądem, a co zachowaniem. Przy wprowadzaniu zakazu można się powołać na kategorię publicznego zgorszenia. Widziałem taką paradę w Madrycie. Maszerowały miliony osób na czele z panią minister od równości czy od czegoś równie absurdalnego. Przyznam, że to zrobiło na mnie wrażenie. Odrażający widok. Manifestantom, którzy zachowywali się niezwykle agresywnie, chodziło o to, żeby obrazić tych, których uważają za swoich wrogów, czyli katolików, Kościół katolicki, normy obyczajowe, poczucie stosowności. A to jest efekt kuli śniegowej; to, co się dzieje za granicą, przychodzi szybko do Polski.
Pełny tekst wywaidu na stronie:
polskatimes.plCzytaj także:
Polscy geje za 35 miliardów euro