Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

13939 miejsce

Generacja Transformacji – pokolenie dzisiejszych 30-latków

Moje pokolenie jest i będzie pokoleniem przejściowym, zawsze jedną nogą w "starym", drugą w "nowym". Jesteśmy dziećmi wielkiego procesu transformacji w naszym kraju.

fot. AKPADzieciństwo


Oczywiście PRL. Niektórzy mogą jeszcze pamiętać pełny nadziei rok 1980. Moje pierwsze wspomnienia pochodzą ze stanu wojennego. Tato niósł mnie "na barana", na ulicy stało ZOMO, latały kamienie. W mieszkaniu nie można było podchodzić do okna. W 1982 r. znalazłem w ogródku martwą wronę i oświadczyłem tacie i sąsiadowi zza płotu (partyjnemu), że będę kopał dół dla WRONY. I co w tym było takiego śmiesznego, że aż się krztusili? Nie mogłem wówczas tego pojąć!

A jednak jestem wdzięczny losowi za te wspomnienia, za stanie w kolejce po cukier i papier toaletowy. Bo oglądając „Misia” mogę kiwać głową i mruczeć: tak, tak było, pamiętam.


Podstawówka


W szkole podstawowej, kiedy byliśmy w piątej, szóstej, siódmej klasie, najbardziej znamiennym symbolem przemian było wypieranie języka rosyjskiego przez język angielski. Z „ruskiego” albo się uciekało, albo odrabiało się na tych lekcjach zadania domowe z innych przedmiotów lub czytało się książki pod ławką.

Kiedy pierwszy raz zagrała Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy, to właśnie z rosyjskiego „urwaliśmy” się z kumplem, żeby wziąć udział w przygotowaniach. Rusycystka miała taki system, że nie wpisywała uwag, tylko kazała to robić uczniowi. Taka mała samokrytyka. Wpisaliśmy: „Nie byliśmy obecni na jęz. rosyjskim, bo pomagaliśmy w organizowaniu WOŚP – zbiórki na cele dobroczynne”. Tak naprawdę, to rodzice mieli chyba powód do satysfakcji.

Na przerwach chłopaki z ósmej, w czarnych skórach, raczyli się piwem i palili skręty (szeptem powtarzaliśmy sobie: oni palą trawkę w kiblu). Czasem któryś z nich dał do pooglądania „Cats’a” młodszym rocznikom.


Liceum


Chodziliśmy do liceum, zawodówek, ale nie było żadnego gimnazjum. W liceum już większość robiła to, co tylko najstarsi robili w kiblach w podstawówce. Ale też bez przesady. Uczyliśmy się. Tylko ten program... Jakby jeszcze zakotwiczony gdzieś w poprzednim systemie. Przez długi czas synonimem skończonej nudy był dla mnie podręcznik do historii, niby już na nowo zredagowany, ale wciąż przesiąknięty "materializmem dialektycznym", bez jednej kolorowej ilustracji!

Egzamin dojrzałości musiał się wiązać z jakimś okresem przejściowym. Testowano na nas tak zwaną nową maturę, choć nie była obowiązkowa. Niby nowa, a jednak stara. No, ale przynajmniej zdawaliśmy język angielski. Tylko, że anglistki w moim liceum zmieniały się jak w kalejdoskopie. Swoją drogą do dziś wspominamy w męskim gronie panią Malinowską. Mój kolega, który naukę traktował raczej jako ciężki obowiązek, siedział na jej lekcjach w pierwszej ławce. I płonęły mu pucułowate policzki, kiedy pochylała się nad dziennikiem.


Studia


Archeologia. Wciąż tkwiąca w pradziejach, choć już powoli pojawiał się nowy horyzont programowy. Podręcznik: pięciotomowa „cegła” pt. „Prahistoria ziem polskich”, spędzał sen z powiek każdego studenta archeologii. Niezwykle solidne opracowanie materiałów, ponad 2000 stron, ponad 5 kilogramów wiedzy. Niestety, nie na czasie, stan z początku lat 80. Teraz w Empiku mogę kupić osobny podręcznik dla okresu wpływów rzymskich, osobny dla wczesnego średniowiecza.


I po studiach


A jak pokończyliśmy studia, to wpadliśmy, niemal całym pokoleniem, w czarną przepaść bezrobocia. Ilu z nas choć raz w życiu usłyszało: „zrób coś z sobą, nie leż tak do góry brzuchem”. Z zewnątrz wydaje się, że recepty są proste. Tymczasem rok, dwa, trzy lata bez pracy po ukończeniu studiów, kiedy można z powodzeniem dać z siebie wszystko i jeszcze być szczęśliwym, że starcza na piwo, to po prostu głęboki dół z wapnem. Tfu!

Czy mam jeszcze wspominać o emigracji młodej polskiej siły roboczej? Myślę, że nie potrzeba. Ostatnio autorzy z mojego pokolenia i nieco młodsi zasypali nas całą serią tekstów na ten temat. I bardzo dobrze!

Obecnie, kiedy wkraczamy już w życie zawodowe, lub zakładamy rodziny, nie może zabraknąć poczucia przejściowości. No i proszę - nawet politolodzy nie potrafią odpowiedzieć, czy mamy jeszcze III RP, czy już IV RP. Dla mnie to jest Rzeczpospolita Trzy i Pół. Przejściowa.

Jeśli pokolenie urodzone w drugiej połowie lat 70. to generacja transformacji, to jakie czekają nas jeszcze wyzwania, jaka jest nasza misja, rola, którą mamy odegrać na prowincjonalnej arenie dziejów Europy niezbyt Zachodniej? Ja ma swoją odpowiedź. A Wy?


 

ZOBACZ TAKŻE:
Czy jesteśmy generacją Nic?

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (18):

Sortuj komentarze:

Beato, harcerze palą, i to nie tylko papierosy. Możnaby o tym napisać artykuł (nie biorę tego tematu). Poza tym harcerstwo harcerstwu nie równe. Co innego ZHP, które na początku lat 90-tych było pogrążone w głębokim kryzysie moralno-ideologicznym i co roku słyszało się o pijaństwie zastępowych na obozach, a nawet molestowaniu biszkoptów. Inny był ZHR, do którego należałem. To był powrót do tradycji przedwojennych i nawet piwko u zastępowego burwersowało nas. Ale i tu i tu działy się czasem różne rzeczy.

Bunt za komuny był łatwy, bez dwóch zdań. Nie mówię tu o czynnej opozycji, tylko kontestowaniu systemu, na podobnej zasadzie, jak dzisiaj. Dla mnie bunt wobec systemu dziś to odrzucenie stereotypowego, schematycznego, zidociałego widzenia świata, jakie serwuje nam telewizja. Co więcej, paradoks jest taki, że w naszym kraju ten kto traktuje poważnie swoje obowiązki w pracy, a zwłaszcza w społeczeństwie może się czuć jak przysłowiowy "frajer". Więc buntujemy się, nie ulegając kultowi mamony. Nie oznacza to, że nie lubimy pieniędzy. Muszą być, żeby żyć. Ale nie życie po to, żeby je mieć.

Komentarz został ukrytyrozwiń

...a ja ubóstwiam bojówki, z taką duza kieszenią na udzie, gdzie się mieści mapa, latarka, baton oraz miękkie bluzki bawełniane oraz skafander Milo Extreme, z masą kieszeni, zamków i rzep... Ależ się rozmarzyłam:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Olu, a ja kocham sukienki i szpilki :) :) :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Nie. Zamiast siedzieć w salonie kosmetycznym, maluję parowozy w skansenie, a zamiast leżeć na plaży, chodzę po wiaduktach kolejowych. Nie cierpię sukienek, chodzę w bojówkach : )

Komentarz został ukrytyrozwiń

Harcerze też palą. I to nie tylko papierosy... ;)

A tak bardziej ogólnie, to chyba w większości mieliśmy duży szacunek i respekt dla ludzi starszych.

Kiedyś uczestniczyłem w dyskusji, że tak powiem, salonowej. To było spotkanie z trzema "młodymi wilczkami", studentami różnych kierunków. Jedna z dyskutantek, pani w średnim wieku, postawiła jako zarzut, że my, tj. nasze pokolenie, nie buntujemy się (oczywiście w przeciwieństwie do pokolenia tej pani). Miała rację?

Komentarz został ukrytyrozwiń

... co do Goldenów, Adamie, to mój dziadek nie palił, bo był harcerzem. Ale drugi dziadek palił fajkę :0)

Komentarz został ukrytyrozwiń

I były to całkiem niezłe czasy. Wiele przesady w "czarnym obrazie komuny". Przeżyłem w komunie 36 lat i jakoś nikt mnie nie indoktrynował, nie zmuszał do chodzenia na 1-maja czy powitanie Breżniewa. Miałem szczęście. I powiem, że nie zazdroszczę dzisiejszej młodzieży i tym nieco starszym dzisiejszych czasów.

Komentarz został ukrytyrozwiń

(+) Adam, wychodzi na to, że jak Ciebie tata nosił "na barana", to my z Zarankiem już paliliśmy trawkę :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Zacznij od zmiany postrzegania samego siebie w kategoriach prowincji.

Komentarz został ukrytyrozwiń

...i cudowni ludzie, tutaj spotkani:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.