Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

39584 miejsce

Generał "Nil". Gdzie się podział bohater?

Generał "Nil" to przede wszystkim film o człowieku z krwi i kości. Ryszardowi Bugajskiemu udało się kolejny raz perfekcyjnie ukazać kontrast między władzą złożoną z miernot i niezłomnym bohaterem.

Olgierd Łukaszewicz, odtwórca głównej roli oraz Magdalena Emilianowicz (L) i Anna Cieślak (P) odtwarzające role córek generała Fieldorfa przed uroczystą premierą filmu Ryszarda Bugajskiego „Generał Nil” w Teatrze Narodowym w Warszawie. / Fot. PAP/Leszek SzymańskiNiezbyt często zdarza się, że wychodzę z kina pełen gniewu. W przypadku Generała "Nila" owe emocje spowodowane były nie samym filmem lecz poczuciem, że poległ najwyższej próby bohater, a jego oprawcy nigdy nie doczekali się osądzenia. Kolejny raz - po Katyniu, Andrzeja Wajdy i Popiełuszce, Wieczyńskiego miałem wrażenie, że siłą dobrego kina historycznego jest wskrzeszanie na taśmie filmowej pamięci tych ludzi, którzy w najgorszym dla siebie i Polski czasie potrafili osiągnąć wyżyny człowieczeństwa.

Olgierd Łukaszewicz, który wcielił się w rolę generała Augusta Emila Fieldorfa miał niełatwe zadanie. Trudno zagrać postać z pomników, bez otarcia się o patos, bądź banał. Największym atutem jego kreacji w Generale "Nilu", jest wydobycie z postaci, człowieczeństwa. Łukaszewiczowi udało się to perfekcyjnie. W pewnym momencie widz może nawet zadać pytanie: gdzie podział się bohater, skoro oglądam zwyczajnego człowieka?

To uchwycenie cech ludzkich generała "Nila", było zapewne celowym zabiegiem zarówno reżysera, jak i aktora. Łatwo wyobrazić sobie biografię Fieldorfa naszpikowaną akcjami Kedywu, którym dowodził. I choć niewątpliwie takie ujęcie byłoby interesujące, straciłoby na autentyczności. Bugajskiemu zależało bardziej na portrecie psychologicznym niż hagiografii pełnej spektakularnych wydarzeń. Scena, w której generał zwraca współosadzonemu oficerowi SS miskę z jedzeniem, zabraną przez innego więźnia, wstrząsa do głębi, tym bardziej, że wspomniany oficer w czasie okupacji znajdował się na liście Kedywu, która zawierała nazwiska hitlerowskich zbrodniarzy, na których wydano wyrok śmierci. Tym bardziej nie zgadzam się z opinią Tomasza Raczka, który na swoim blogu napisał, że Łukaszewicz przedstawił głównego bohatera w ten sposób, że nie można się z nim w żaden sposób zidentyfikować.

Jeszcze większym wyzwaniem, jest naszkicowanie relacji między człowiekiem, dla którego liczą się wartości takie jak honor i władzą, która je zreinterpretowała. Reżyser, w tym przypadku, nie ograniczył się do przedstawienia scen tortur. Pokazał mechanizm reżimu, który musi niszczyć bohaterów, by nie stali się drogowskazem dla społeczeństwa.

Generał "Nil" to film pełen smutku. Inny być nie mógł z racji historii, którą opowiada. Ale jest to też obraz, wyrażający gniew wobec wspomnianego na początku braku sprawiedliwości. Pod jednym z artykułów dotyczących filmu znalazłem komentarz internauty, który stwierdził, że postawa Fieldorfa była bezsensowna, bo choć mógł się uratować uciekając na Zachód, został w Polsce, twierdząc, że wyjazd byłby aktem tchórzostwa. Chciałoby się życzyć rzeczonemu internaucie, jak i nam wszystkim takiej odwagi, która stawia poczucie obowiązku wobec własnej ojczyzny, ponad własny interes.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.