Facebook Google+ Twitter

Genialny lekarz spod znaku Ryb

  • Autor usunął profil

  • Data dodania: 2009-01-11 14:12

Reportaż śladami Leonida Gawryłowa tajemniczego krasnostawskiego felczera. Gawryłow wiele razy przywracał do zdrowia osoby, którym ostatnią nadzieję odebrali dyplomowani lekarze. Schorzenia diagnozował z dłoni i źrenicy oka, na podstawie takiego badania potrafił podać dokładny stan pacjenta oraz ścieżkę powrotu do zdrowia...

fot. archiwum rodzinne p. Mordzińskiego / Fot. Marek SzymaniakAromat choinki szczelnie wypełniał pokój. Córka gospodarza, która przed chwilą otworzyła mi drzwi, właśnie zakończyła ją przystrajać. Kwadrans później pojawił się ojciec. Właśnie wrócił z przedświątecznych rekolekcji. O zimnym wieczorze za oknem pozwalał zapomnieć żar palącego się w kominku drwa. Byłem gościem Andrzeja Davida Misiury. To działający społecznie artysta, autor sześćdziesięciostronicowej książki ”Gdy mistrz odchodzi – wspomnienia o Leonidzie Gawryłowie” - wydawanej w 1983 i 1985 roku w skromnym nakładzie trzystu egzemplarzy.

Usiedliśmy. Kryształowe kielichy ożywiło czerwone wino. Wieczór był późny. Życie człowieka wyjątkowego otwierało się przede mną z każdym słowem. Leonid Gawryłow, dla jednych cudowny lekarz, człowiek wybitnie dobry, altruista, dla drugich znachor i dziwak. Dla wszystkich osobowość niespotykana, wymagająca przede wszystkim od siebie, dopiero potem od innych.

Jego przygoda z medycyną zaczyna się w dniu otrzymania straszliwej diagnozy dotyczącej jego stanu zdrowia. Choroba, miała pozbawić go życia w ciągu kilku najbliższych miesięcy. Ponieważ dostępne środki nie rokowały nadziei, Gawryłow postanowił leczyć się sam, medycyną niekonwencjonalną. Ziołolecznictwo, które dotychczas było jednym z jego zainteresowań uratowało mu życie. Terapię przeprowadził sam. Po kilku miesiącach w wyśmienitym zdrowiu odwiedził lekarza, który tylko potwierdził u niego brak jakichkolwiek schorzeń. Skoro potrafił wyleczyć siebie, zaczął też leczyć innych.

Jego sposoby leczenia były wykpiwane w środowisku lekarskim, mimo swojej skuteczności. Gawryłow wiele razy przywracał do zdrowia osoby, którym ostatnią nadzieję odebrali dyplomowani lekarze. Schorzenia diagnozował z dłoni i źrenicy oka, na podstawie takiego badania potrafił podać dokładny stan pacjenta oraz ścieżkę powrotu do zdrowia. Zajmował się także kręgarstwem, czyli leczeniem chorób, polegającym na masażu kręgosłupa oraz mięśni pleców i nastawianiu kręgów.

Z czasem sława Gawryłowa rosła i pacjenci przybywali nawet z najdalszych części województwa, a nawet kraju. Przyjmował ich w swoim domu, przed którym od rana do późnego wieczora czekali chorzy z nadzieją uzdrowienia. Dziennie potrafił przyjąć do sześćdziesięciu pacjentów, od których nie pobierał opłaty. Jeżeli ktoś zostawił pieniądze, przeważnie przeznaczał je dla bardziej potrzebujących. Pocztowymi przekazami, których rozsyłał mnóstwo, wspierał organizacje charytatywne, biedotę oraz fundował stypendia dla ubogich studentów. Spał tylko kilka godzin dziennie, bo zawsze musiał znaleźć czas na pracę nad sobą. Fascynacja wiedzą tajemną i kulturą Tybetu zaowocowały codzienną medytacją i praktyką jogi, która pozwalała mu zachować równowagę duchową i utrzymywała ciało w wysokiej sprawności fizycznej.
fot. archiwum rodzinne p. Mordzińskiego / Fot. Marek Szymaniak Krasnystaw / Fot. Marek Szymaniak

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (5):

Sortuj komentarze:

Przemek Kraska
  • Przemek Kraska
  • 10.09.2012 09:14

Dziękuję za super reportaż. Moja Babcia ciągle wspomina doktora Gawryłowa. Mieszkał jakiś czas u mojej babci. I babcia do dziś cytuje jego słowa.

Komentarz został ukrytyrozwiń
slawek Nalewajko
  • slawek Nalewajko
  • 08.02.2011 17:55

Piękna historia oraz ogrom pracy włożony w to abyśmy mogli ją poznać za co uprzejmie dziękuję ,jako dziecko słyszałem o tym znachorze jak niektórzy go nazywali ale cóż byłem tylko dzieckiem czy młodzieńcem dziś inaczej oceniam tą historię i tego człowieka i może to lepiej że bliżej poznałem ją dziś !. Ale dobrze autor napomknął że takiemu Wielkiemu Człowiekowi należy się choćby tablica pamiątkowa bo wart jest tego wart wdzięczności za serce które okazał wielu ludziom i tak myślę że władze Krasnegostawu stać choćby na skromną tablicę bo o takich ludziach musimy pamiętać .

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 25.01.2009 15:23

Oj tak... RYBY to dobry znak!.... Bardzo interesujący tekst.:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Marek! Podziwiam Cię za skrupulatność i ogrom włożonej pracy.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 11.01.2009 19:04

Miło mi, czytać pozytywny komentarz i reakcję :) cieszę się, że jest KTOŚ kogo ciekawią takie tematy, a mam ich w zanadrzu kilka...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.