Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

3991 miejsce

Geniusz Verdiego - recenzja Rigoletto z Teatru Wielkiego

Nie można powiedzieć, że nie lubi się opery, nie zobaczywszy najważniejszych „tytułów”. To tak jakby ktoś po zjedzeniu pizzy i spaghetti bolognese stwierdził, że nie przepada za włoską kuchnią.

Przecież jest jeszcze lasagne, ravioli, risotto, minestrone, bruschetta, saltimbocca... długo by wymieniać. Z operą jest właściwie podobnie.

Rigoletto / Fot. ze strony Teatru WielkiegoNie zmuszam nikogo do zakupu wydawnictw firmy X czy Y, prezentujących najważniejsze spektakle operowe wszechczasów. Myślę jednak, że warto pochylić się nad kilkoma tytułami, aby „wyrobić sobie” gust. O czym myślę? O Weselu Figara Mozarta. Madame Butterfly
Giacomo Pucciniego. Carmen Bizeta. Donizettiego Łucji z Lammermooru, ale nade wszystko o Verdim. Giuseppe Verdi stworzył, bowiem kilka najistotniejszych historii muzyki oper. Aidę, Traviatę, Nabucco no i Rigoletto.

Ta ostatnia opera, której pierwotny tytuł brzmiał „Przekleństwo” Giuseppe Verdi skomponował w wieku 38 lat, jako swoją siedemnastą z dwudziestu ośmiu oper. Dziś, 160 lat od premiery, mamy możliwość dotknięcia geniuszu muzyki Verdiego, który tak perfekcyjnie objawia się w Rigoletto. Tytułowy Rigoletto to niemłody już książęcy błazen, garbus. Za ostrym językiem i maską cynizmu skrywa żal do świata za swoją inność, ale też ogromną tajemnicę. Strach o piękną i niewinną córkę, 16 letnią Gildę. Książe, u którego na dworze „pracuje” Rigoletto jest pozbawionym skrupułów uwodzicielem. Czas na dworze podporządkowany jest intrygom wokół jego kolejnych podbojów miłosnych. Podczas rozpoczynającego spektakl balu stary hrabia Monterone, żąda satysfakcji za uwiedzenie córki. Na drwiącego zeń Rigoletta i księca rzuca klątwę, po czym zostaje osadzony w lochach. Zaniepokojony błazen, sam przecież też jest ojcem, nie potrafi poradzić sobie z wyrzutami sumienia. Przekleństwo hrabiego spełnia się dość szybko i w najbardziej okrutny sposób.

Oszałamiająca aria Cortigiani, vil razza dannata, z II aktu mocno „zwilżyła” mi oczy. Mistrzowskie wykonanie Andrzej Dobbera, barytonu śpiewającego partie tytułowego bohatera nie pozostawia obojętnym. W Rigoletto debiutował w mediolańskiej La Scalli. Trudno się temu dziwić, bo jest jedynym polskim barytonem śpiewającym główne verdiowskie partie na najbardziej prestiżowych scenach świata.

Z tej opery pochodzi jedna z najbardziej znanych pieśni o „zmienności serc kobiecych”. Książę, w tej partii osadzony Kolumbijczyk, Cesar Gutierrez, może nie porywający, ale doskonale oddający postać księcia Mantui. Przekonujący zarówno, gdy obiecuje wierną miłość jak i gdy zaleca się do kolejnej „ofiary”. La donna e mobile, aria księcia Mantui z aktu III, jest świetna.

Bezdyskusyjną zaletą przedstawienia, którego obecna realizacja była przygotowana w 1997 roku jest zastosowanie klasycznego punktu spojrzenia. Wrażenie robią dekoracje i pełne przepychu kostiumy, dzięki którym przenosimy się w czasie na dwór księcia Mantui. Przedstawienie niezaprzeczalnie doskonale prowadzi nasze emocje. Cóż to za emocje. Rozumiem ból, miłość, zemstę, nienawiść, poświęcenie. Opera nie jest dwu czy trzywymiarowa ociera się momentami o piąty wymiar i szósty zmysł. Gorąco polecam, Szafranowicz …



PS. Zachęcam do przeczytania biografi Verdiego. Nietuzinkowy człowiek. Geniusz.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Tomasz Jaszcz
  • Tomasz Jaszcz
  • 23.03.2011 12:40

Warto dodac, ze oszalamiajace wrazenie zrobila Joanna Woś, spiewajaca role Gildy. Niezrownana wokalnie i aktorsko. Prawdziwa perla tego przedstawienia.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.