Facebook Google+ Twitter

Genowefa Bazyli pisze opowiadanie "Opowieści Gośliniaków"

Genowefa Bazyli autorka tomiku wierszy "Niepokój do wynajęcia" pisze opowiadanie - wspomnienie o Murowanej Goślinie i okolicy. A oto fragmenty tego opowiadania.

Genowefa Bazyli spotkanie rodzinne / Fot. Karol SzmagalskiJest to wspomnienie z tomiku " Wspomnienia Gośliniaków - ulica dworcowa „Genowefa Bazyli."

Moje wspomnienia sięgają lat z przed ostatniej wojny. Dotyczą nie tylko zdarzeń ale i przyrody. Murowana Goślina była kiedyś piękną zieloną mieściną, gdzie przy kamieniczne ogródki tonęły w kwitach. Wiem. że kiedy wybudowano nasz dom, sadzono kwiaty. Pamiętam wielkie kielichy różowych i białych mieczyków. Pamiętam, jak na górce piachu, służącego do budowy, sadziłam kaczeńce, jaskry różowe postrzępione firletki i zalewałam się łzami, bo zerwane na podmokłych łąkach kwiaty, szybko więdły. Rosłam zauroczona przyrodą. Bo też od mojego domu rozciągały się łąki kwitnące od wiosny, a latem pachnące sianem. Pola wszelakich zbóż upstrzone makami. modrakami, rumiankami i kąkolami, w których rogate kielichy zaglądałam ze strachem, że zobaczę diabła. Wśród tych łanów wiła się polna droga wyciśnięta kołami chłopskich wozów. Po prawej stronie biegła ciężka uklepana gołymi stopami ludzi idących do pobliskiej wsi Boduszewo.
Chodziłam wśród zbóż wyższych ode mnie pełnych ognistych maków, niebieskich chabrów, białych rumianków i rogatych kąkoli, w których kielichy zaglądałam żeby zobaczyć diabła, jak mówiły kobiety na wsi. Wśród tych łanów wiła się polna droga wyciśnięta kołami chłopskich wozów. Po prawej stronie drogi była ścieżka wydeptana bosymi stopami ludzi idących do kościoła, nakładało się je dopiero przed kościołem. Uwielbiałam chodzić tą ścieżką. Nieraz bose stopy niosły mnie daleko bo zapatrzona w horyzont koniecznie chciałam tam dojść. Do domu zawsze sprowadzał mnie pan Kubera, mieszkający niedaleko nas. Nie wiem czy jeszcze ktoś pana Kuberę pamięta?

Pamiętam sierpień 1939 roku. Ciotka przywiozła mi z Częstochowy różaniec. Piękny, niebieski i taki trochę mniejszy dla dzieci. Ubrana w haftowaną białą sukienkę i buciki od kościoła z różańcem w haftowanej torebce maszerowałam z ciotką do kościoła. Szłam brukowaną ładownią, teraz ulicą Kolejową do dworca a potem aleją lipową na rynek. Drzewa wydawały się bardzo wysokie. Zadzierałam głowę, żeby zobaczyć niebieską drogę między konarami. Wyobrażałam sobie jak idę cała haftowana po tej cudnej drodze. Dużo później napisałam wiersz inspirowany tą właśnie drogą.

"Fiołki i lipy"

Zgubił wrzesień fiołki w trawie,
w kroplach rosy, chłodnym cieniu.
zadumały się liliowe, falowały zapachami,
które wiatr jak pajęczynę upinał między drzewami.
w alei lipy ciekawe szepnęły zdumione:
ktoś rozpiął
wśród gałęzi firanki fiołkowe.
Zastygły jak żony Lota
stopami w ziemię wrosły.
zakwitły jak motyle , zapachniały miodnie.

Potem był wrzesień, ucieczka, naloty, dramat rozgrywający się sześć lat. Ale to już całkiem inna historia. A lipy? Stareńkie, poddane zabiegom resekcji starych konarów, stoją po dziś dzień i w lipcu pachną miodem.Genowefa Bazyli i jej dom rodzinny w Murowanej Goślinie / Fot. Karol Szmagalski

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Plusiki Panie Karolu...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.