Pozycja materiału w rankingach:
Polski tytuł filmu „Genua. Włoskie lato” przywodzi na myśl obraz beztroskich letnich wakacji. Nic bardziej mylnego. Najnowszy obraz Michaela Winterbottoma opowiada o bardzo trudnych emocjach, przeżyciach związanych z odejściem najbliższej osoby.
Kiedy w wypadku samochodowym ginie Marianne – żona Joe i matka dwójki dzieci, cała rodzina nie może poradzić sobie ze stratą bliskiej osoby. Ojciec, profesor literatury na uniwersytecie, podejmuje decyzję o przeprowadzce do słonecznej Genui. Liczy na to, że zmiana otoczenia i uroda włoskiego miasta będą lekiem na doskwierający smutek.
Pozornie w filmie niewiele się dzieje. Fabuła rozwija się powoli, nie prowadzi do żadnego punktu kulminacyjnego. Jednak Winterbottomowi udaje się zbudować stałe napięcie, które pod koniec rośnie i sprawia, że widz śledzi rozgrywające się wydarzenia z zapartym tchem. Być może za thrillerowy klimat odpowiadają wąskie uliczki Genui, w których łatwo zabłądzić, być może ciągłe pojawianie się ducha matki nadaje filmowi mroczny charakter. Niezależnie od przyczyny muszę przyznać, że nie nudziłam się ani przez moment w czasie seansu.Zobacz także:
Artykuły
(122)
Galerie
(18)
Średnia ocen
(4.87)
Wiek: 26 | Miejscowość: Warszawa | Kraj: Polska
O mnie: Moje trzy pasje to kino, fotografia i pisanie recenzji. Niestety moja praca nie ma nic wspólnego z żadną z tych dziedzin.
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
Autor usunął profil 15.06.2009 12:59
Film dobry, ale czegoś mi w nim jednak zabrakło - choć sam nie do końca wiem czego. Nie dostrzegłem w nim ani "thrillerowego klimatu" ani "mrocznego charakteru", prędzej nazwałbym to tajemnicza aurą (głównie w kontekście pojawiającego się ducha matki). No i aktorstwo uważam akurat za największą zaletę obrazu Winterbottoma, obok świetnych zdjęć.
5. Festiwal Muzyki Filmowej w Krakowie oraz 80. urodziny Wojciecha Kilara. Relacja
(odsłon: +566)