Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

9474 miejsce

"Georgialiki. Książka pakosińsko-gruzińska" i internetowa?

Współautorzy: Artur Bińkowski

Książki, które mają trafić w moje ręce, trafiają różnymi drogami. W przypadku książki Katarzyny Pakosińskiej to ja musiałam przejechać i przejść wiele kilometrów, by w Uszguli otrzymać ją z rąk Fridona i znaleźć w niej... swoje teksty.

Zacznijmy jednak po kolei. W 2006 roku po raz pierwszy trafiłam do Gruzji, po raz pierwszy do Swanetii i po raz pierwszy do rodzinnego domu Fridona Niżaradze – artysty, symbolika i filozofa. Wtedy, razem z Dominikiem Judką, robiliśmy zdjęcia i nagrania materiału, który stał się kanwą filmu “Fridon” oraz późniejszym elementem składowym reportażu o Fridonie. Po kilku latach znalazłam się ponownie w Uszguli – magicznej, swańskiej wiosce oraz w domu Fridona pełnym symbolicznych obrazów. I tutaj trafiła w moje ręce książka Katarzyny Pakosińskiej, “Georgialiki” – podał mi ją sam Fridon.

Georgialiki. Książka pakosińsko-gruzińska - Katarzyna Pakosińska, Wydawnictwo Pascal / Fot. www.pascal.plPrzekartkowałam ją i pierwsze wrażenie było pozytywne – wydana ładnie, na dobrym papierze, kolorowa, pełna fotografii, przyciągająca uwagę czerwonymi tytułami rozdziałów i stronami opisującymi regiony Gruzji. Nie zaczęłam jej czytać od początku, tylko od rozdziału o Fridonie, z którym Autorka zrobiła 2-minutowy fragment w odcinku o Swanetii z cyklu “Tańcząca z Gruzją”. Było to w 2008 roku, tuż przed wybuchem wojny z Rosją.

Ciekawa byłam wrażeń Autorki i jej odczuć związanych ze spotkaniem tak charyzmatycznej i nietuzinkowej postaci jaką jest Fridon. Zaczynam czytać i cóż to... chyba mam omamy. Czytam jeszcze raz... teraz mam już pewność – to moje własne słowa z moich osobistych dzienników, których fragmenty znalazły się w reportażu o Fridonie opublikowanym jako jeden z pierwszych tekstów na Oblicza Gruzji.

Fragmenty z mojego Dzinnika Wyprawy 2006 wykorzystane w reportażu "Fridon - przyszliśmy na ten świat w gości":

Strona z książki Georgialiki Katarzyny Pakosińskiej - fragment rozdziału z Fridonem Niżaradze / Fot. www.pascal.pl[..] Święty Jerzy przebija smoka, lecz nie zdoła go do końca przebić nigdy… kultura Wschodu przetrwa… Chrześcijaństwo nie zdoła zapanować nad całym światem.
[..] Kobieta, wszędzie kobieta – jako sacrum i jako profanum.
Niszczycielska i uwodzicielska, kobieta – matka, kobieta – wróg… upragniona i przerażająca, odpychająca i wabiąca, demon i anioł… [..]
[..] Temraz opowiada, czemu Fridon się nie ożenił. Podobno szukał idealnej kobiety, tak bardzo upragnionej, ale widocznie tak przerażającej – skoro nie znalazł. Stała się jego wyidealizowaną obsesją.


Przyznam, że poczułam irytację. Pal licho, gdyby poprzestała na samym zapożyczeniu słów, bo symbolika obrazów Fridona jest złożona i sięga metaforycznie poprzez archetypy i motywy do samych korzeni cywilizacji. Jednak Autorka twierdzi przy tym, że symbolika tych obrazów jest prosta do odczytania (sic!) od siebie nie dodając przy tym żadnej dalszej interpretacji poza opisem widzianych na obrazach elementów.

Strona z książki Georgialiki Katarzyny Pakosińskiej - rozdział o Królowej Tamar / Fot. www.pascal.plZaczynam przeglądać książkę dalej w poszukiwaniu tematów, o których sama pisałam. Królowa Tamar – o, tutaj Autorka Georgialików bardziej się rozpędziła tnąc i przestawiając szyk mojego reportażu popełniając zwyczajny plagiat. Święta Nino – tutaj w rameczce tylko kawałek.

Teraz pora na toasty – to mój ulubiony konik. Zbieram je od dawna – spisuję, wyszukuję, tłumaczę i adaptuję. Każdy jest w jakiejś mierze autorski. I nawet jeśli ma motyw znany i powtarzany, to spisany tak, a nie inaczej, ze słowami i puentą dopasowanymi do własnego postrzegania świata, jest w pełni indywidualny i autorski. Tak jak baśnie braci Grimm, których nie wymyślali, ale przez lata pieczołowicie zbierali i spisywali, zapewne wybierając i dopieszczając jedną wersję z wielu. To samo jest z toastami – powtarzane i przekazywane w tradycji ustnej u jednego tamady potrafią zachwycić, gdy u drugiego przemkną niezauważone. Bo bycie Tamadą to wielka sztuka i odpowiedzialność – tak opowiedzieć historię, legendę czy anegdotę i tak dobrać puentę, by trafiły i do głów, i do serc słuchaczy. Spisany toast posiada określoną, bardziej uniwersalną formę a przez to zatraca pewną intymność i indywidualnego odbiorcę, jednak nadal zawiera część osobowości tej osoby, która go spisała i taką a nie inną formę nadała.

Zatem wyłuskuję owe toasty u Pakosińskiej – cała druga część książki jest nimi przeplatana. “Gela Kandelaki wyczuwa moment i pogodnie wznosi toast [..]” – i cóż ów Gela mówi? Strona z książki Georgialiki Katarzyny Pakosińskiej - toast za kobiety oswajające mężczyzn / Fot. www.pascal.plCiekawy toast, tyle że dokładnie słowami mojej adaptacji. Nie znam pana Geli ani innych gości Autorki, ale widać, że oni znają mnie dobrze, bo całkiem udanie i bez pomyłek cytują kilka toastów opracowanych przeze mnie... do tego po polsku. W Gruzji spędzimy jeszcze trochę czasu, więc może będzie okazja powymieniać się z nimi toastami...

Strona z książki Georgialiki Katarzyny Pakosińskiej - toast gruziński o stworzeniu kobiety / Fot. www.pascal.plBiesiada u Pakosińskiej rozkręca się w najlepsze. Wznoszone są toasty a goście zajadają smakowite, gruzińskie potrawy. Toasty wznoszą nie tylko w moich adaptacjach, bo trafiają się także inne – ze strony Georgiego Magiakelidze, czy krążące od lat anonimowo po internecie. Nie przeszkadza to współbiesiadnikom Pakosińskiej, bo sypią nimi jak z rękawa, gdy tylko nadarzy się odpowiednia okazja.

Przyglądam się też przepisom, które Autorka skrzętnie spisywała na serwetkach lub na czym mogła podczas kręcenia swojego cyklu. Niestety, rozpoznaję w nich przepisy znane mi z książki Jeleny Kiładze “Tradycyjna kuchnia gruzińska” – trochę tylko zmodyfikowane i poskracane, lecz podobieństwo jest tak widoczne, że trudno mi uwierzyć, że po spisaniu i przetłumaczeniu ich przez Autorkę tak bardzo przypominają te z książki Kiładze. Strona z książki Georgialiki Katarzyny Pakosińskiej - przepis na kawę z czosnkiem / Fot. www.pascal.plNawet trafił się jeden przepis z naszej strony na kawę po batumsku, zmieniony przez Autorkę na kawę z Adżarii – też spisany na serwetce tylko pytanie gdzie...

Bawimy się dalej? Ja już trochę straciłam humor i apetyt a rozczarowanie, nie tyle książką, co Autorką, rośnie. Patrząc obiektywnie nie jest to książka wysokich lotów, ale przyjemnie i lekko się ją czyta. Opowiada o kręceniu dokumentalnego serialu “Tańcząca z Gruzją”, o młodzieńczej miłości Autorki do gruzińskiego tancerza Mamuki, o udanych poszukiwaniach po latach, o wrażeniach z Gruzji, o spotkaniach z ludźmi. Lekko, łatwo i przyjemnie. Szkoda tylko, że tak nie zostało.

Zbędne były kawałki o regionach Gruzji, w których Autorka posunęła się do skopiowania – niemal dokładnie słowo w słowo – fragmentów z Wikipedii ignorując licencję, która wymagała od niej jedynie podania źródła. Posuwanie się do plagiatu (w przypadku rozdziału o Tamar) czy kopiowanie z innych stron całych fragmentów bez podania choćby skąd je wzięła, często łamiąc przy tym prawa autorskie innych, również pozostawia niesmak.

Na wyklejce książki napisano: “Wydanie pierwsze. Copyright for the text © Katarzyna Pakosińska. Copyright for this edition © Wydawnictwo Pascal”. Czy aby tu coś komuś się nie pomyliło? Czy kopiowanie tekstów z internetu jest sposobem na pisanie książek? / Fot. Artur BińkowskiCzy aby pani Pakosińska zbyt wodzy fantazji nie popuściła? Bo dużej fantazji trzeba by przypisać sobie autorstwo całego tekstu wplatając w niego fragmenty zapożyczone a to od jednych, a to od drugich – bez pytania o zgodę i bez podania choćby źródeł owych zapożyczeń. Jeśli nie było czasu na pracę własną, to trzeba było przemyśleć inną formułę i pozostać przy wspominkowym dzienniku nie siląc się na oryginalność czy bycie ekspertem od Gruzji.

Jak już wspomniałam, książka jest przyjemna, w sam raz do poduszki i pewnie mogłabym polecać ją paniom, które na fali ogólnego zainteresowania Gruzją jadą do niej po raz pierwszy, często z biurem podróży. Ot, taka poczytajka oparta o zapis przeżyć Autorki.

Jednakże czuję się oszukana i wcale nie dlatego, że Autorka ukradła moje własne teksty. Czuję się oszukana jako czytelniczka. Wszystko wydawało się zapisem prawdziwych zdarzeń. Te skrzętnie zapisywane na serwetkach przepisy, te toasty na każdą okazję, te wspaniałe supry, te rozmowy – co tu jest fantazją, kłamstwem, konfabulacją czy zapożyczeniem? Nawet rozczulająca opowieść o tym, jak to Autorka z trudem tłumaczyła gruziński wiersz, znaleziony gdzieś w biblioteczce u gospodarzy, korzystając co rusz ze słownika a następnie wkleja go w książce... w cudzym tłumaczeniu dostępnym w internecie. A takich smaczków pewnie można znaleźć więcej.

To, co miało być reportażem autentycznym okazało się mistyfikacją. Ot, taki gruzińsko-pakosiński kabarecik. Czuję się oszukana jako czytelniczka i przy tym pozostanę.

PS Autorom publikacji o Gruzji proponuję książkę przeczytać – może także trochę własnych słów w niej znajdziecie.

Publikacje z serwisu Oblicza Gruzji wykorzystane bezprawnie przez Katarzynę Pakosińką w książce "Georgialiki": Fridon - przyszliśmy na ten świat w gości, Królowa Tamar - jedna z największych władczyń świata, kawa po batumsku, Oswoić barana, Przedłużanie szczęścia, Smutek, radość i przyjaciele oraz Kobieta - boski miks.

ZOBACZ TEŻ: Rozmowa Michała Misiorka z Katarzyną Pakosińską

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (21):

Sortuj komentarze:

Doświadczenie poczytności, jak się okazuje, ma niekiedy - zdaje się, że często, ma swoje ciemne oblicze. Wielu autorów przekonuje się nieraz, jak komuś przypadły do gustu ich twórcze dywagacje. Ale na taką skalę... !!!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Gazeta Prawna http://www.gazetaprawna.pl/artykuly/746631,katarzyna-pakosinska-oskarzona-o-plagiat.html

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 18.11.2013 15:02

Wyborcza wykorzystuje zdjęcia Autorów bez podania źródła, a nawet nazwy portalu. Może Redakcja powinna interweniować?

Komentarz został ukrytyrozwiń

GW o sprawie:
http://wyborcza.pl/1,75478,14970773,Katarzyna_Pakosinska_oskarzona_o_plagiat__Wydawnictwo_.html#BoxSlotII3img

Komentarz został ukrytyrozwiń

Wydawnictwo twierdzi, że "Z wiedzy jaką dysponujemy wynika jednak, że toasty, przepisy kulinarne tak jak i np. żarty nie są objęte ochroną prawnoautorską" - ciekawe czyja to wiedza... Wystarczy zajrzeć do ustawy o prawie autorskim, by zaraz na początku znaleźć Art. 2 pkt 1:

"Opracowanie cudzego utworu, w szczególności tłumaczenie, przeróbka, adaptacja, jest przedmiotem prawa autorskiego bez uszczerbku dla prawa do utworu pierwotnego."

A że tłumaczenie tłumaczeniu nierówne, nie mówiąc już o adaptacji, to już dobrze wiedzą ci, którzy się tym zajmują.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Oświadczenie Wydawnictwa jest co najmniej śmieszne (notabene my od Wydawnictwa nic nie otrzymaliśmy poza prośbą o numer telefonu). Dlaczego tak uważamy? Część odpowiedzi na to pytanie (np. w kwestii toastów) można znaleźć w notatce na FB (https://www.facebook.com/notes/oblicza-gruzji/czy-chcemy-się-na-pakosińskiej-dorobić/587379111329824), którą napisaliśmy wcześniej, więc do oświadczenia Wydawnictwa ustosunkujemy się osobnym tekstem.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Oświadczenie Wydawnictwa:
http://film.interia.pl/wiadomosci/telewizja/news/pakosinska-popelnila-plagiat,1966156,3604

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ktoś określił, że to "niezły kabaret"... Zatem dzisiaj tego kabaretu ciąg dalszy...

Dzisiejszej nocy w statystykach trafiliśmy na wejście z bloga książki p. Pakosińskiej "Georgialiki" http://georgialiki.blogspot.com/2012/10/nino-ramishvili.html. Tam znależliśmy spis bibliografii, z jakiej korzystała p. Pakosińska przy pisaniu książki. Lista imponująca... Tylko jest kilka "ale"...
* Dlaczego Google nie potrafi znaleźć frazy "Moja gruzińska bibliografia" (innych fraz z wpisu również) na tym blogu, skoro został on "dodany" 21.10.2012 r.?
* Dlaczego w adresie strony jest "nino-ramishvili" a nie "moja-gruzinska-bibliografia" - przecież pozostałe strony mają adresy odpowiadające tytułowi wpisu?
* Dlaczego wreszcie było to jedyne wejście z tej strony, mimo że jest na niej podany odnośnik do naszej?

Po sprawdzeniu kopii tej strony w Google (dzięki Ci, o Wielki Bracie :) ) sprawa stała się jasna - jeszcze 3.11.2013 r. na stronie pod podanym adresem znajdował się jakiś filmik właśnie Nino Ramishvili. Teraz został tylko czas dodania wpisu, stary adres i zaplątany odnośnik do strony o Nino Ramishvili na gruzińskiej Wikipedii, czyli w pełni Gruzją "nasycony".

Rodzą się przy tym pytania:
* Czy jest to próba zatuszowania sprawy i powiedzenia - "Przecież spis bibliografii był na mojej stronie podany. Upss, zapomniałam tylko zamieścić go w książce."?
* Czy jest to próba zdyskredytowania naszych zarzutów?
* Czy jest to próba wpłynięcia na opinię społeczną poprzez manipulowanie faktami?

Nie wiemy dokładnie kto wpadł na ten pomysł licząc, że przez jakiś czas się nie zorientujemy... aż Google ładnie stronę zindeksuje i będzie można z triumfem obwieścić światu, że "przecież było". Czy po to jest potrzebny czas Wydawnictwu i p. Pakosińskiej na ustosunkowanie się do naszych zarzutów i żądań?

Zrzuty ekranowe dodaliśmy do notatki na FB https://www.facebook.com/notes/oblicza-gruzji/cudownie-odnaleziona-bibliografia-do-georgialik%C3%B3w/587313584669710

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jestem zaskoczony. Czytałem i recenzowałem tę książkę jeszcze przed ostateczną redakcją.
link

Komentarz został ukrytyrozwiń

No cóż TVN widać kiepsko dba o swoich celebrytów skoro muszą postępować tak nieetycznie by zarobić parę srebrników...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.