Pozycja materiału w rankingach:
Zdań kilka o wyprawie, do której nie przygotowywałam się zbyt długo. Gerlach też nie był nigdy w obrębie moich marzeń. Skoro jednak pojawiła się możliwość zdobycia szczytu o wysokości 2655 m n.p.m., bardzo chętnie i bez zastanowienia wyruszyłam.
Gerlach jest największym szczytem Tatr. Położony na Słowacji, przy bocznej granicy Tatry Wysokich. Przez wiele lat wejście na szlak biegnący aż do samego szczytu dostępne było dla każdego spacerowicza. Na trasie zamontowano łańcuchy, które służyły pomocą dla wspinających się. Bardzo szybko jednak postanowiono zdjąć zabezpieczenia. Zerwano łańcuchy. W ścianach zostały tylko i wyłącznie haki.
Podczas tegorocznej wyprawy w Tatry wraz z gronem znajomych zaplanowaliśmy wędrówki po wyższych szczytach polskich i słowackich Tatr. Dziesięciodniowy wyjazd to doskonały czas na uzyskanie odpowiedniej kondycji, by pod koniec pobytu ruszyć na Gerlach. W ramach rozgrzewki znalazły się szczyty takie jak: Giewont, Kończysty Wierch, Hruby Virch, Jarzębczy Wierch czy Lodowa Przełęcz, którą zdobyliśmy w deszczu, gradzie, wietrze i piorunach strzelających prawie pod nogi.
Początkowo trasa wydawała się być zwyczajna i prosta. Bardzo energiczny i rozmowny przewodnik pokazał nam wszystkie górskie kwiaty odpowiednio je nazywając, wskazał gdzie w okolicy najczęściej spacerują kozice. Nasza trasa biegła przez Dolinę Wielicką, w której znaleźć można takie atrakcje jak: Mokra Wanta - Ciągły deszcz (czyli skała, z której nieustannie kapie woda), czy widok na Śląski Dom i Lodową Przełęcz.
Kiedy nabraliśmy potrzebnych sił, przed nami ukazała się pionowa ścianka, na którą "wypadało" się wdrapać. Kiedy weszliśmy na szczyt tej ścianki, do miejsca zwanego Szczerba nad Gerlachowskim Kotłem, dostaliśmy kolejną szansę na odpoczynek. Tym razem byliśmy na wysokości ponad 2500 m n.p.m. Nasza radość z tej wiadomości była ogromna. Znaczyło to nic innego jak tylko jedno - Gerlach jest już bardzo blisko.
Trudnością w tego typu wędrówce staje się lina, którą związani są wszyscy wędrujący, jednak po kilku minutach można do tego przywyknąć. Podczas wyprawy trzeba być niezwykle ostrożnym, zwracać uwagę zarówno na siebie jak i innych kompanów. Choć lina w większości przypadków asekurowała, to jednak momentami jeden ruch wystarczyłby, aby wszyscy polecieli w dół!Zobacz także:
Artykuły
(74)
Galerie
(16)
Średnia ocen
(4.24)
Wiek: 29 | Miejscowość: Sopot | Kraj: Polska
O mnie: Wykształcenie: - Pedagogika Społeczna UG - Bibliotekoznawstwo i Informacja Naukowa Zainteresowania: fotografia, tworzenie stron internetowych, podróże(góry), spacery i turystyka, od kilku lat jeżdżę na nartach. Moje galerie zdjęć:... więcej
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
Leszek 30.03.2012 11:43
Gratuluję zdobycia Gerlacha ale pewne rzeczy trzeba wyjaśnić. Po pierwsze większość grup wchodzi przez Wielicką Próbę a schodzi przez Batyżowiecką ale można wchodzić także w odwrotnym kierunku bo nie ma formalnie ruchu jednokierunkowego. Po drugi to nie prawda ze na Gerlach można wejść tylko z przewodnikiem. Członkowie KW mogą wchodzić na Gerlach bez przewodnika ale jest to obwarowane pewnymi warunkami o których nie będę teraz pisał. Zainteresowani mogą znaleźć informację w necie.
Pozdrawiam
Edyta 04.08.2011 13:33
Witam,
mam do was wszystkich pytanko, czy macie może namiar na jakiegoś przewodnika, który poprowadziłby na szczyt Gerlach, byłabym wdzięczna za pomoc.
Edyta
Robert Grzeszczyk 07.11.2010 22:38
Bardzo ciekawa relacja. Bardzo szczegółowa. A i komentarze bardzo pouczające.
Andrzej Wiosna 26.08.2010 16:39
&Karolina.Odkąd zdjęto zabezpieczenia, szlak na Gerlach należy do trudnych-zgoda.
&Barbara Romer Kukulska.Gdzie pani wyczytała,że nie widzę uzasadnienia dla przewodników?Napisałem,że nie ma chętnych na ich usługi,że nie mają pracy.Jak pani wyobraża sobie ochronę każdego zagrożonego (życia) w Tatrach.W sezonie,w soboty,do Morskiego Oka chodzi nawet do 10 000 osób.Nawet na prostej drodze można ulec wypadkowi.Każdemu przydzieliłaby pani przewodnika?Są różne sposoby zabezpieczania szlaków.Chodziłem po szlakach turystycznych w Alpach również.W trudniejszych miejscach łańcuchy dodatkowo bywają zabezpieczone liną asekuracyjną, do której można podpiąć karabińczyk.To bardzo dobre zabezpieczenie.A u nas już się je neguje.Był pomysł, żeby poprowadzić takie liny w trudniejszych miejscach na Orlej Perci.Ale po co,prawda?Lepiej zamknąć szlak i wprowadzić nakaz wędrówki z przewodnikiem.A projektanci Orlej- F.Nowicki i ksiądz Gadowski za własne pieniądze wytyczyli Orlą Perć i finansowali zabezpieczenia, żeby jak najwięcej ludzi mogło zobaczyć niezwykłą urodę Tatr wysokich.Taka była idea powstania tego np. szlaku.
Karolina Hermann 26.08.2010 09:53
dzieki :)
Andrzeju - w przypadku Gerlachu jestem przekonana ze to nie komercja.
BARBARA Romer Kukulska 26.08.2010 07:28
-> @ Andrzej Wiosna. - To w y d a j e się być komercyjne i przykro , że pisząc o tylu ofiarach nie widzi Pan uzasadnienia dla przewodników, ale ile jest warte jest jedno życie ? cenę za przewodnika? O tym myślimy po szkodzie. Jest wiele wypadków na szlakach wprost spacerowych. Ta ilość ofiar Giewontu to rocznie? ok. 55 ofiar rocznie zabiera Matterhorn, a w całych Alpach - ginie więcej ludzi niż na autostradach w Szwajcarii. ( jeśli nie ma akurat masowego wypadku autobusu). Helikopter ratowniczy startuje każdego dnia co najmniej raz . wiem, bo ląduje mi prawie nad głową. Mieszkam koło szpitala.
- > @ Karolino, życzę dalszych wypraw i przeżyć pozytywnych z nimi związanych, bo to tak jakby się bliżej nieba było. ;)) i czekamy na twoje relacje.
Andrzej Wiosna 25.08.2010 17:28
Witam.Szlaki coraz częściej zamyka się z przyczyn czysto komercyjnych.To są główne przyczyny-dorabia się różne ideologie.Jest nadmiar przewodników,którzy nie mają co robić,nie ma chętnych na usługi przewodnickie.Dyżurnym tłumaczeniem przyczyny zamykanie szlaków są względy bezpieczeństwa.Gdyby to była główna przyczyna to dawno już zamknięto by szlak na Giewont (ponad 60 ofiar śmiertelnych),jakoś nikt o tym nie mówi.W Tatrach wszędzie jest niebezpiecznie dla nieodpowiedzialnych osób.Wszędzie trzeba uważać.Doświadczony,dobrze wyposażony w sprzęt turysta może bez problemu chodzić po całych Tatrach.Widziałem dzieci na Orlej Perci i na Rysach też(to najtrudniejsze szlaki w polskich Tatrach),oczywiście pod opieką odpowiedzialnych dorosłych.I w tym rzecz:trzeba znać swoje możliwości,mierzyć zamiary na siły.Trzeba mieć wyobraźnię,w górach- po prostu- trzeba myśleć.
Karolina Hermann 25.08.2010 13:16
Pytaliśmy o to przewodnika mówił, że z troski o bezpieczeństwo ludzi wchodzących. I jak patrzę na ten szlak - to zgadzam się z nim jak najbardziej. Zamknięto przede wszystkim z powodu ilości śmiertelnych wypadków na Gerlachu, które miały miejsce w tamtym czasie. Dodatkowo - na masywie Gerlachu łatwo się zgubić. W sumie do samego końca wyprawy nie widać szczytu, chodzi się po prostu po skałach.
Choć chciałabym, to nie porównam niestety Gerlachu z Orlą Percią. Tam jeszcze nie byłam :)
BARBARA Romer Kukulska 25.08.2010 11:01
Właśnie, dobrze , że to wyjaśniasz. Proszę jeszcze...
A dlaczego uczyniono utrudnienia dostępności dla zwykłych dla turystyów . zlikwidowano szlak i łańcuchy?
O tym jak trzech polskich alpinistów spadło także napisałam. tutaj na ogół wolą chodzić dwójkami, a tylko z konieczności trójkami. Gorąco polecam te arty w linkach. wszystkie konsultowałam z doświadczonym alpinistą i instruktorem.
Karolina Hermann 25.08.2010 09:22
Barbaro:
Myślę, że chodzenie trójkami uzasadnione - w przypadku Gerlachu. Nie znam innych szczytów na które wejść można wyłącznie z przewodnikiem. Im mniej osób idzie tym jest bezpieczniej - przewodnik mówił nam wprost "postawcie nogę tu, postawcie tam, skałę złapcie tak a nie inaczej" W większej grupie trudniej byłoby kontrolować ruch każdego jej członka.
Wszyscy byliśmy związani jedną liną. Była asekurowana- o haki w skałach, same wystające skały. Ale nie zawsze !
Czasem przewodnik szedł niosąc linę w ręce. Wiadomo robił to w momentach kiedy miał świadomość że są łatwiejsze.
Jeden zły krok członka ekipy i lecą wszyscy. Dlatego lepiej iść w mniejszym gronie.
I jeszcze jedno - lina ma swoją wytrzymałość. Przewodnik mówił, że do trzech ton. Nas szło: 1 kobieta i 3 facetów.
Myślę sobie jednak - im mniej, lżej tym lepiej, dla nas i dla liny.
W większej grupie wejście/zejście byłoby o wiele dłuższe - czasowo(każdego trzeba pilnować)
Łańcuchy zlikwidowano ponieważ wcześniej pomimo zakazu wchodzenia bez przewodnika ludzie i tak wchodzi.
W momencie kiedy łańcuchy zniknęły(i do tego zatarto oznaczenie szlaku) wejście na Gerlach dla przeciętnego człowieka stało się bardziej utrudnione. Trzeba już postarać się o liny, uprząż itd.
Nakaz wchodzenia z przewodnikiem wprowadzili Słowacy. Są tacy przewodnicy, którzy zabierają większe grono turystów.
Na własną odpowiedzialność. Jednak liczą się z tym, że zapłacą karę jeśli będzie kontrola.
Tyle, że Słowak Słowakowi pójdzie na rękę. A w całej tej historii tracą znów Polacy. Jeśli kontrola złapie Polaka wprowadzającego więcej niż 3 to kara gwarantowana.
Co do schodzenia. Jeśli o mnie chodzi. Strasznie dostały kolana, bolą do dzisiaj. Trzeba uważać na każdym kamieniu, bo może okazać się, że jest ruchomy i lecimy wprzód.
Na pionowych ściankach bywały stopnie/schodki metalowe. Niestety czasem brakowało jednego, albo dwóch z nich.
Nie dość, że nie widać co jest dalej, to jeszcze trzeba daleko sięgać (w takich miejscach okazywałam się za niska)
Przy schodzeniu jest też inna praktyka - przewodnik idzie na końcu. Gdybyśmy lecieli w dół - zdąży wtedy linę asekurować.
A osobie która w tym wypadku idzie pierwsza, wskazując drogę do pokonania rzuca kamykiem z komentarzem "do tego miejsca musimy dojść".
Siostry lekkich obyczajów. Film o holenderskiej prostytucji. [Youtube]
(odsłon: +277)