Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

17265 miejsce

Ghana. Fałszywa ambasada USA działała ponad 10 lat

Akra przez lata gościła ambasadę Stanów Zjednoczonych o której istnieniu bardzo długo nie wiedział Biały Dom. Minęła dekada intratnej działalności przestępców, zanim ktokolwiek zechciał zauważyć białą plamę na Czarnym Lądzie.

Jeszcze do niedawna w stolicy Ghany, można było zauważyć budynek nad którym łopotał gwiaździsty sztandar. Flaga Stanów Zjednoczonych była obecna w każdy poniedziałek, wtorek i piątek, między 7.30 a 12 po południu. Wewnątrz witał gości fotoportret prezydenta Baracka Obamy, a oni sami wierzyli, iż odwiedzają amerykańską ambasadę w Akrze.

"Misja dyplomatyczna" była owocem geniuszu członków zorganizowanej przestępczości Ghany i Turcji. Wszystkiemu pomagał nadać poblask autentyzmu jeden z prawników, który specjalizował się w problematyce imigracyjnej i meandrach prawa karnego. Obowiązki "urzędników konsularnych" wypełniali Turcy, wystarczająco biegle władający angielskim i holenderskim.

Fałszywa ambasada Stanów Zjednoczonych w Akrze, Ghana. / Fot. U.S. Department of State"Amerykańska" ambasada działała bez przeszkód przez ponad dekadę. Mało reprezentatywny obiekt (patrz foto po lewej) nie budził większych zastrzeżeń i niepokojów, wszak czego można spodziewać się w kraju, który niezmiennie od lat snuje się w ogonach statystyk i rankingów stanu zamożności państw całego świata...

Pod taką przykrywką prowadzono niczym nieskrępowany proceder, którego istotę stanowił dość szeroki wachlarz specyficznych usług. Klientom oferowano różnego rodzaju dokumenty, od wiz po równie fałszywe akty urodzenia. Działalność była nawet reklamowana w otwartej formie, m.in. billboardy i ulotki. Swobodę ruchów zapewniali przestępcom korumpowani przez nich urzędnicy. Za stosowną gratyfikacją pozyskiwano blankiety dokumentów, które następnie fałszowano, podrabiano czy preparowano w jeszcze inny sposób. W kraju, który słynie z wysokiego ryzyka podatności na łapówki, nie było zbyt trudno o odwrócenie uwagi władz od niezwyczajnej placówki.

Amerykańskiego snu nadszedł jednak kres. Minionego lata władze USA we współpracy z częścią jeszcze nieskorumpowanej policji Ghany i innymi międzynarodowymi partnerami, dokonali zatrzymań i zamknięcia fałszywej ambasady. Akcja stanowiła o jednym z celów większych działań pod kryptonimem "Operation Spartan Vanguard". Całość zainicjowana i opracowana przez agentów bezpieczeństwa dyplomatycznego prawdziwej ambasady Stanów Zjednoczonych w Ghanie dla rozwiązania problemu przemytu i plagi oszustw w regionie. W toku prowadzonej operacji wykryto także fałszywą ambasadę Holandii.

Prawdziwa ambasada Stanów Zjednoczonych w Akrze, Ghana. / Fot. U.S. Department of StateDochodzenie pozwoliło dotrzeć do głównych architektów "dyplomatycznego" przedsięwzięcia oraz zlokalizowano dwa lokale używane do przestępstw (sklep odzieżowy i apartament mieszkalny). Reklamy i inne formy pozyskiwania klientów przyciągnęły nie tylko lokalnych chętnych, ale wzbudziły zainteresowanie także wśród mieszkańców Wybrzeża Kości Słoniowej i Togo. Wdrożono nawet system zwożenia pozyskanych interesantów z całej Afryki Zachodniej na miejsce. Po przyjeździe do Ghany wynajmowano im pokoje w hotelach i opiekowano się do czasu sfinalizowania transakcji.

Koszt wydania zestawu, który składał się z wizy USA i fałszywych dokumentów tożsamości wraz z aktem urodzenia, zamykał się w kwocie 6 tysięcy dolarów. Zarazem nie wiadomo ilu klientów "ambasady" stanowili ludzie naiwni, a ilu było mniej lub bardziej świadomych współuczestników całej machinacji.

Podczas zatrzymań podejrzanych zabezpieczono liczne dowody przestępczego procederu, m.in. urządzenia komputerowe i smartfony; 150 paszportów z 10 różnych krajów; podrobione wizy USA, strefy Schengen, indyjskie i RPA; inne fałszywe dokumenty tożsamości.

Z lewej: Kilka z 150 zabezpieczonych paszportów, które wykryto podczas policyjnego nalotu. Z prawej: Niektóre z różnego rodzaju ujawnionych dokumentów, które fałszowano. / Fot. U.S. Department of StateOstatecznie temat nie jest znowuż całkiem obcy obywatelowi kraju nad Wisłą. A raczej nad Odrą, albowiem najsłynniejszym w naszym kraju przestępstwem tego rodzaju, mógł się onegdaj pochwalić jegomość przedstawiający się jako Jacek Ben Silberstein. W latach 60-tych otwarł konsulat austriacki we wrocławskim hotelu, oczywiście ustanowił siebie szefem placówki. Jego działalność nie trwała zbyt długo, po dwóch miesiącach pobudził czujność Służby Bezpieczeństwa. W 1989 roku powstał film opowiadający o tej historii. "Konsul" w reżyserii Mirosława Borka przedstawiał postać przestępcy w formie komedii kryminalnej.


źródło: U.S. Department of State

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

Interesująca... aż nieprawdopodobna historia.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pomysłowość przestępców nie ma granic...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Nie rozumiem.
Jak mogła fałszywa ambasada działać 10 lat? Przecież ludzie dostawali "wizy" i jechali do USA. I co było później?
Albo wpadali, a więc powinni natychmiast dać cynk o fałszywych wizach do własnego kraju, albo nie wpadali, a wtedy pytanie jest nie o fałszywą ambasadę, a o kompetencje amerykańskich służb.
Jak było..?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.